Oczywiście, że powinna się spodziewać tego, że jej brat ponownie ją zaskoczy, mogła się po nim przecież spodziewać wszystkiego, co najlepsze, a właśnie za jedną z takich jakże niesamowitych informacji uważała to, że zna jej nowego ulubionego aktualnie przyjaciela Roisa, ba okazało się, że chyba sami są całkiem blisko. Przewróciła oczami i westchnęła ciężko. Kto wie, gdzie szlajał się Astaroth, gdy jeszcze nie był wampirem, właściwie miał dosyć wolną rękę, jak i ona. Wolała nie wnikać skąd się znają, to powodowało, że była spokojniejsza, przynajmniej pozornie.
Nie zamierzała ingerować w to, jakże wylewne przywitanie, ale na pewno będzie miała to z tyłu głowy, zwłaszcza po rozmowie, którą odbyła z Roisem i po tym, że stwierdzili, że dobrze byłoby zaangażować jego przyjaciela do tego, aby doprowadzić Rotha do porządku, co mogłoby pójść nie tak...
Gdyby Yaxley patrzyła tylko i wyłącznie na czubek własnego nosa, to już dawno nie byłoby jej w Londynie, tak się jednak składało, że ciągle tutaj trwała, więc to nie było takie proste, jak sobie myślał Fenwick.
- Nie, żeby mnie to specjalnie dziwiło, ministerstwo jest nieporadne jak zawsze. - Miała wyrobioną opinię na temat tego, jak działali i po raz kolejny nie zaskoczyła się pozytywnie, powinni się tego spodziewać. Skoro siedziała tam banda debili, to nie mogło być inaczej, skupieni tylko na tym, by utrzymać swój własny stołek. Gdy dochodziło do kryzysowej sytuacji, to pokazywali za każdym razem brak swoich kompetencji. Nie spodziewała się, aby kiedykolwiek miało się to zmienić.
Przeniosła spojrzenie na brata, który najwyraźniej był bardzo pewny tego, że znajdą się w Snowdonii, chyba się nieco rozczaruje. Geraldine wiedziała, że ojca nie ma w domu, że jest gdzieś w Szkocji, bo wspomniał jej o tym w liście, a nie chciała wpaść na matkę, która na pewno odpowiednio skomentowałaby to, w jakim stanie znajdował się Astaroth, pewnie zasugerowałaby, że jest to jej wina, bo miała się nim opiekować. Nie mogli wrócić do domu - nie tym razem, chociaż na pewno było tam bezpiecznie, w to nie wątpiła nawet przez chwilę.
- Mam wrażenie, że nigdzie nie jest bezpiecznie. - Rzuciła jeszcze do Eliasa, który włączył się w tę uroczą pogawędkę. Może nie było to szczególnie optymistyczne podejście, ale podczas tego wieczora raczej stawiała na realizm.
Przeniosła wzrok na Roisa, nim odezwała się do brata, chociaż wiedziała, że już ustalili plan działania, musieli się go teraz tylko trzymać, w końcu spojrzała na Astarotha, żeby uświadomić mu to, że tym razem nie wybierają się do Snowdonii.
- Nie wybieramy się do Snowdonii. - Odparła nieco chłodnym tonem. Pewnie jeszcze nie domyślił się, czym było to spowodowane, ale mimo tego, że Londyn płonął, pożary niszczyły wszystko wokół nich, mimo tego, jej aktualnym priorytetem było to, aby jej brat przestał zażywać eliksiry nasenne, skoro już sam poprosił ją o pomoc, nie mogła tego zignorować i musiała mu jej udzielić jak najszybciej. Może nie dopięli planu na ostatni guzik, ale jakiś tam mieli, wiec wystarczyło powoli zacząć go realizować.
- Też wybieramy się do ciotki Corio, Astaroth z nami. - Oczywiście, że zadecydowała za brata, miała ku temu prawo jako jego starsza, troskliwa siostra. - Nawet nie waż się tego kwestionować. - Rzuciła jeszcze wpatrując się w Rotha. Nie była szczególnie przyjemna, ale wymagała tego sytuacja.