29.04.2025, 12:56 ✶
Ogień jak to miał w swoim zwyczaju jedynie jeszcze bardziej się wszędzię rozprzestrzeniał i w tym momencie nawet Jonathan, z natury dość pewnie podchodzący do wszelkich zagrożeń, stracił swój standardowy uśmiech. Nie, że postanowił nagle położyć się na ziemi w płomienach i po prostu czekać, aż ogień pochłonie i jego. Oczywiście że nie. Po prostu płomienie dość skutecznie gasiły w nim wszelkie powody do dobrego humory, zwłaszcza teraz, gdy dym wgryzał się we wszystko od włosów, poprzez ubrania aż po gardło, a los wielu osób był tak niepewny.
Teraz szedł jak najszybciej tylko potrafił w okolice Nory Nory w nadziei, że tam uda mu się zdobyć więcej informacji, lub chociaż zobaczyć kogoś jeszcze z Zakonu i gdy przystanął, aby się rozejrzeć, usłyszał czujeś przyspieszające kroki i już wyciągnął różdżkę ma wszelki wypadek kiedy...
– Brenno! – zawołał z radością samemu wychodząc ma spotkanie z młodą Longbottom. Sam Selwyn, chociaż wyglądał zdecydowanie lepiej od czarownicy, nie prezentował się równie olśniewająco co zazwyczaj. Białą koszulę brudną miał od sadzy i popiołu, elegancki ciemny płaszcz, chociaż z oczywistych powodów mniej widocznie brudny, również prawdopodobnie bedzie musiał zostać po wszystkim wyrzucony. Włosy miał zmierzwione, a na twarzy również można było się dopatrzeć kilku ciemniejszych zabrudzeń. Wyraz twarzy Jonathana też był raczej nieciekawy, chociaż gdy tylko zobaczył Brenne od razu się uśmiechnął. Kolejna osoba, która żyła. Dobrze.
– Jak dobrze, że żyjesz moja droga. Nic ci nie jest? Proszę jeśli ktoś ci powie, że ci dobrze w tego rodzaju chaotycznie fryzurze to nie słuchaj go bo to najprawdopodobniej Śmierciożerca. Widziałem się z Morpheusem. Jakiś czas temu rozdzieliliśmy się. Wyglądał... Żył, ale... Chyba nie było u niego zbyt przyjemnie. Na bogów oni podpalają to wszystko tym popiołem i ewidentnie mają swoje cele. To... Nie mam na to słów. A ty? Widziałaś kogoś jeszcze poza Heather? Millie? Woody? Erik? – Wypowiadając imię ostateniego Longbottoma, Jonathanowi przebiegło przez myśl, że Anthony nie robił mu pretensji, że w to wszystko wplątany jest również Erik. Erikowi pewnie też w ogóle nie robił pretensji przez swoje podwójne standardy! – Nora? Jej dom chyba w miarę stoi. Reszta?
Teraz szedł jak najszybciej tylko potrafił w okolice Nory Nory w nadziei, że tam uda mu się zdobyć więcej informacji, lub chociaż zobaczyć kogoś jeszcze z Zakonu i gdy przystanął, aby się rozejrzeć, usłyszał czujeś przyspieszające kroki i już wyciągnął różdżkę ma wszelki wypadek kiedy...
– Brenno! – zawołał z radością samemu wychodząc ma spotkanie z młodą Longbottom. Sam Selwyn, chociaż wyglądał zdecydowanie lepiej od czarownicy, nie prezentował się równie olśniewająco co zazwyczaj. Białą koszulę brudną miał od sadzy i popiołu, elegancki ciemny płaszcz, chociaż z oczywistych powodów mniej widocznie brudny, również prawdopodobnie bedzie musiał zostać po wszystkim wyrzucony. Włosy miał zmierzwione, a na twarzy również można było się dopatrzeć kilku ciemniejszych zabrudzeń. Wyraz twarzy Jonathana też był raczej nieciekawy, chociaż gdy tylko zobaczył Brenne od razu się uśmiechnął. Kolejna osoba, która żyła. Dobrze.
– Jak dobrze, że żyjesz moja droga. Nic ci nie jest? Proszę jeśli ktoś ci powie, że ci dobrze w tego rodzaju chaotycznie fryzurze to nie słuchaj go bo to najprawdopodobniej Śmierciożerca. Widziałem się z Morpheusem. Jakiś czas temu rozdzieliliśmy się. Wyglądał... Żył, ale... Chyba nie było u niego zbyt przyjemnie. Na bogów oni podpalają to wszystko tym popiołem i ewidentnie mają swoje cele. To... Nie mam na to słów. A ty? Widziałaś kogoś jeszcze poza Heather? Millie? Woody? Erik? – Wypowiadając imię ostateniego Longbottoma, Jonathanowi przebiegło przez myśl, że Anthony nie robił mu pretensji, że w to wszystko wplątany jest również Erik. Erikowi pewnie też w ogóle nie robił pretensji przez swoje podwójne standardy! – Nora? Jej dom chyba w miarę stoi. Reszta?