29.04.2025, 21:23 ✶
- Oni mogą być wszędzie, Nora - powiedziała Brenna i przez krótki moment wydawała się bardzo zmęczona, zrezygnowała wręcz, jakby zapadła się w sobie.
Coś pękło w niej tej nocy. I nie chodziło tylko o żebro.
Odetchnęła. Było w tym coś przedziwnego, ale chyba bardziej niż tego, że w Rejwachu natknie się na śmierciożerców, bała się, że teleportuje się gdzieś, gdzie szalały płomienie - a przecież walczyła z ogniem przez większość nocy i jeżeli na Nokturnie coś płonęło, to powinna tam być i ten ogień próbować zgasić. Ale sama myśl sprawiała, że robiło się jej niedobrze.
I jeszcze bardziej niedobrze miało się zrobić Brennie, kiedy odłożyła lusterko, już z trochę zmienioną twarzą i sięgnęła po wręczoną jej szklankę. Po pierwszym łyku pomyślała, że smakuje paskudnie, ale przecież lekarstwa, a to w pewnym sensie miało być lekarstwo, mogły być paskudne. Po drugim była już pewna, że zachowa się jak małe dziecko i jednak nie dopije do dna, chociaż zamierzała spróbować w siebie wmusić, bo w końcu była dorosła i naprawdę musiała, po prostu musiała wytrzymać na nogach… jeszcze trochę. Po trzecim jednak mdłości nasilały się coraz bardziej i bardziej, a kiedy spróbowała wypić kolejny…
Brenna poderwała się (kolano i żebro obite przy upadku zaprotestowały przeciwko gwałtownemu ruchowi, tak że lekko się przy tym zatoczyła) i chwilę później dopadła zlewu, do którego zwymiotowała wszystko, co wypiła. A potem nabrała wody w dłonie z najbliższego naczynia, by najpierw wypłukać usta, raz, drugi, później zaś się napić – właściwie to i tak była bardzo odwodniona i gardło ją piekło, powinna więc była wypić wodę już wcześniej, ale teraz… chciała spłukać z ust ten paskudny smak.
– No… Nora – wykrztusiła. – Mam wrażenie… że powinnaś sprawdzić te zioła. To chyba nie powinno smakować aż tak… – dodała, pochylając się jeszcze na moment nad zlewem, niepewna, czy zaraz nie zwymiotuje znowu, dłonią sięgającą ku żebru, zanim wyprostowała się z powrotem i posłała Figgównie uśmiech. W jej naturze nie leżało robienie pretensji o coś takiego. Nora chciała dobrze i nigdy nie podałaby przyjaciółce czegoś, co mogłoby jej zaszkodzić. Poza tym może z naparem było wszystko w porządku, może po prostu Brenna nawdychała się tyle dymu i popiołu, że żołądek nie wytrzymał smaku ziół. – To ja będę się teleportowała.
Opisuję efekt porażki Nory i rzygam do zlewu.
Opisuję efekt porażki Nory.
Coś pękło w niej tej nocy. I nie chodziło tylko o żebro.
Odetchnęła. Było w tym coś przedziwnego, ale chyba bardziej niż tego, że w Rejwachu natknie się na śmierciożerców, bała się, że teleportuje się gdzieś, gdzie szalały płomienie - a przecież walczyła z ogniem przez większość nocy i jeżeli na Nokturnie coś płonęło, to powinna tam być i ten ogień próbować zgasić. Ale sama myśl sprawiała, że robiło się jej niedobrze.
I jeszcze bardziej niedobrze miało się zrobić Brennie, kiedy odłożyła lusterko, już z trochę zmienioną twarzą i sięgnęła po wręczoną jej szklankę. Po pierwszym łyku pomyślała, że smakuje paskudnie, ale przecież lekarstwa, a to w pewnym sensie miało być lekarstwo, mogły być paskudne. Po drugim była już pewna, że zachowa się jak małe dziecko i jednak nie dopije do dna, chociaż zamierzała spróbować w siebie wmusić, bo w końcu była dorosła i naprawdę musiała, po prostu musiała wytrzymać na nogach… jeszcze trochę. Po trzecim jednak mdłości nasilały się coraz bardziej i bardziej, a kiedy spróbowała wypić kolejny…
Brenna poderwała się (kolano i żebro obite przy upadku zaprotestowały przeciwko gwałtownemu ruchowi, tak że lekko się przy tym zatoczyła) i chwilę później dopadła zlewu, do którego zwymiotowała wszystko, co wypiła. A potem nabrała wody w dłonie z najbliższego naczynia, by najpierw wypłukać usta, raz, drugi, później zaś się napić – właściwie to i tak była bardzo odwodniona i gardło ją piekło, powinna więc była wypić wodę już wcześniej, ale teraz… chciała spłukać z ust ten paskudny smak.
– No… Nora – wykrztusiła. – Mam wrażenie… że powinnaś sprawdzić te zioła. To chyba nie powinno smakować aż tak… – dodała, pochylając się jeszcze na moment nad zlewem, niepewna, czy zaraz nie zwymiotuje znowu, dłonią sięgającą ku żebru, zanim wyprostowała się z powrotem i posłała Figgównie uśmiech. W jej naturze nie leżało robienie pretensji o coś takiego. Nora chciała dobrze i nigdy nie podałaby przyjaciółce czegoś, co mogłoby jej zaszkodzić. Poza tym może z naparem było wszystko w porządku, może po prostu Brenna nawdychała się tyle dymu i popiołu, że żołądek nie wytrzymał smaku ziół. – To ja będę się teleportowała.
Opisuję efekt porażki Nory i rzygam do zlewu.
Opisuję efekt porażki Nory.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.