Światło dziennie mogło przynieść im zmiany, których się nie spodziewali. W piwnicy otaczała ich ciemność, która ułatwiała im rozmowę, nie mieli możliwości się sobie przyglądać, spoglądać w oczy, czy odczytywać tych drobnych znaków, które mogły wiele powiedzieć. Nieco obawiała się tego, że kiedy się z niej wyłonią, może zrobić się między nimi niezręcznie, chociaż, czy miała ku temu podstawy? Ich ostatnie spotkania przebiegały przecież całkiem normalnie, mimo tego, że mogli się zobaczyć. Tak, brakowało im może wtedy pewnych zmiennych, nie wiedzieli z kim mieli doczynienia, ale czy to naprawdę zmieniało, aż tak wiele? Nie dało się nie zauważyć, że mogli znaleźć wspólny język i nawet jakoś specjalnie się nie musiała starać, aby to zrobić. Wystarczyły te spotkania, podczas których zabrakło tego uprzedzenia wynikającego z ich wspólnej, nie do końca przyjemnej przeszłości.
Tak się jednak nie stało. To światło, w którym mogli dostrzec więcej wcale nie przyniosło zbyt wielkich zmian, jakby nie miało większego znaczenia, gdzie się znajdowali. Tym bardziej, że teraz mogli obserwować swoje reakcje, które wcześniej całkiem skutecznie ukrywały się w ciemności. To mogło powodować komplikacje, nie - to miało powodować komplikacje, bo teraz widziała, że sobie tego nie ubzdurała. Nie tylko ona zmieniła podejście, wpatrywali się w siebie bez nawet krótkiego momentu zawahania, przeszywali się wzrokiem, żadne z nich nie chciało odpuścić. Atmosfera się zmieniała, gęstniała, przynosiła kolejną niewiadomą. Miało być tak prosto, mieli zamknąć się w tej pięknej przyjaźni, całkiem ochoczo sięgnęli bowiem po to określenie, ale wyczuwała, że to nigdy nie miała być tylko przyjaźń. Ich słowne zaczepki świadczyły o czymś zupełnie innym, może nie była w jakiejś szczególnej formie jeśli chodzi o inne relacje międzyludzkie, ale tego nie dało się zignorować. Wszystko zaczynało jej się rozjaśniać, dosyć szybko. Nie miała pojęcia, czym to było spowodowane, ale chyba nieszczególnie ją to interesowało. To raczej nie było chwilową zachcianką, skoro była bliska powtórzenia tego, co już zrobiła. Znowu czuła to niekoniecznie odpowiednie dla nich przyciąganie, ale bez sensu było z nim walczyć, ten jeden raz miała zamiar odpuścić, tak właściwie to przecież nie był jeden raz, ale nie miała zamiaru tego podliczać. Musiała pogodzić się z tym, że coś zaczęło ją w nie do końca odpowiedni sposób interesować w tym mężczyźnie.
- No nie do końca, nie widzę przyszłości, tylko przeszłość, to coś zupełnie innego. - Zdecydowanie wolałaby mieć bardziej przydatną umiejętność, tyle, że nie do końca miała wybór jeśli o to chodzi, oczywiście, że musiało jej się trafić coś mniej atrakcyjnego, a przy okazji mogącego wywołać kolejne traumy. Na tej loterii też nie wygrała.
Nie zamierzała mu tak łatwo odpuścić, zamiast tego wyciągała kolejne argumenty, bo mogła. Kiedyś też tak robili, przerzucali się nimi ciągle próbując udowodnić swoje racje, ale tym razem nie było to podsycone wzajemną niechęcią, wręcz przeciwnie. Nie dało się nie zauważyć tej różnicy. Nie czuła się już bowiem przy nim nieswojo, nie zakładała tej ochronnej maski, wręcz przeciwnie, próbowała, aby te słowne przepychanki przebiegały jak najbardziej neutralnie, chociaż, czy faktycznie tak się dało? Prowokowali się nawzajem, ale w zupełnie nowy sposób.
Trudno było stwierdzić, co konkretnego spowodowało tę zmianę w zachowaniu. Połączyło ich coś, co nie zdarzało się zbyt często, znaleźli się wspólnie pośród bardzo tragicznych wydarzeń, przetrwali to razem, no przynajmniej ona przetrwała tę część najbardziej ryzykowną. Nie sądziła jednak, że chodziło tylko o to, wzbudził w niej tę dziwną ciekawość już wcześniej, wtedy kiedy świata nie pochłaniały jeszcze płomienie, później po prostu uderzyło w nią to nieco bardziej intensywnie, zapewne pod wpływem dużo większych emocji. Nie mogła ignorować tego, że ponownie pojawiły się jakieś emocje, nie był jej obojętny, nie darzyła go nienawiścią, to też nie była zwyczajna przyjaźń. Coś więcej, tyle, że aktualnie nie umiała tego nazwać, a może nie chciała po prostu się przed sobą przyznać w jaki sposób mogłaby to nazwać. Wtedy zupełnie byłaby stracona, tak póki co mogła udawać, że to nic takiego, że wcale nie przepadła, że wcale nie miała ochoty przekraczać kolejnych granic, aby zaspokoić swoją ciekawość, chociaż nie chodziło tylko i wyłącznie o ciekawość, a o napięcie, które się między nimi pojawiło, o to specyficzne, podskórne, bardzo wyjątkowe uczucie.
- Trochę za łatwo oddajesz tą wygraną. Mogę Ci odpuścić, ale gdzie w tym przyjemność? Liczyłam na coś więcej. - Po raz kolejny udała rozczarowanie, bo nie przyzwyczaiła się do tego, że tak łatwo odpuszczał, wręcz przeciwnie - szykowała się raczej na dłuższe przepychanki słowne, wtedy zwycięstwo smakowało zdecydowanie lepiej. - Muszę Cię rozczarować, nie mam świeczek, zostały w Londynie, więc wcale nie jestem tak doskonale przygotowana. - Tak, właśnie wsadzała mu w ręce argument, dzięki któremu mógł ją pokonać, dobrze by było, aby docenił ten gest, bo na pewno nie powtórzy się zbyt szybko. Nie postępowała w ten sposób zbyt często, wręcz przeciwnie, raczej starała się mieć ostatnie zdanie.
Bardzo łatwo zaczęło przychodzić jej odpuszczanie, nieco się zmieniła jeśli o to chodzi, a może po prostu to, co teraz działo się między nimi ją zmieniło. Wpatrywali się w siebie nie mówiąc zbyt wiele, ale nie dało się wyczuć tego, że coś zaczęło się między nimi dziać, coś innego, coś nieco bardziej skomplikowanego, co miało przynieść im kolejną zmianę, czy na lepsze? Tego nie mogła założyć, chyba też nie chciała, bez sensu było się nad tym zastanawiać, szczególnie gdy nie myślała zbyt jasno i raczej skupiała się na tym, aby faktycznie sięgnąć po to, co jeszcze kilka minut wcześniej wydawało się być zakazane.
Najwyraźniej przestali przejmować się tym, co wypada, co nie wypada, czego powinni od siebie oczekiwać, bo to było zbędne. Liczyła się tylko ta krótka chwila, impuls który się pojawił i chęć ugaszenia tych emocji, które zaczęły ich wypełniać.
Wreszcie granica została przekroczona, właściwie zacierała się od dłuższego czasu, ale potrzebowali gestu, który by to przypieczętował i on nadszedł. Już nie było odwrotu. Nie musieli sobie tego tłumaczyć, słowa, które między nimi padły były wystarczające, wiedzieli do czego zmierzają, czego pragną. Pogodzili się też tym, że ta jakże wspaniała przyjaźń miała zostać zachwiana. Bardzo długo w niej wytrwali, nie ma co.
Nie dało się jednak walczyć z pewnymi instynktami, właściwie to nawet nie próbowała tego robić, bo to nie miało sensu, nie w tej chwili, nie kiedy widziała takie samo pożądanie w jego oczach, czuła, że chce tego samego co ona, to powodowało, że nie było sensu się wahać, tylko przyjąć to co się między nimi działo, przyjąć i dać się temu pochłonąć.
Ciało Prudence łaknęło tej bliskości, domagało się jej, dlatego, gdy tylko wziął ją w swoje ramiona poddała się temu całkowicie. Zupełnie się mu nie opierała, chciała więcej. Wystarczyło tylko, że jego usta się do niej zbliżyły, a przepadła.
Usta błądzące po jej szyi przynosiły coraz bardziej przyjemne doznania, czuła, że postępowali właściwie, już teraz nie liczyło się nic innego, tylko to, że trafili na siebie pośród tej dziwnej rzeczywistości. Może z pozoru nie powinno ich do siebie ciągnąć, wydawali się być wyrwani z zupełnie innych światów, ale przecież byli tutaj razem, to świadczyło samo za siebie, może te światy wcale nie były tak odległe, jak się mogło wydawać.
Pozostawiał palące ślady na skórzej jej szyi, miała wrażenie, że tworzy tam swoją własną historię, która pozostawi w niej ślad, była tego pewna, tak łatwo o tym nie zapomni, szczególnie, że nigdy nie zakładała, że mogłoby im się przytrafić coś podobnego. Nie zastanawiała się jakoś za bardzo nad tym, co może przynieść przyszłość, bo to nie było ważne. Ostatnio zaczęła doceniać teraźniejszość, wyszła nieco ze swojej strefy komfortu, a to co działo się teraz między nimi tylko to potwierdzało. Czuła, że zaczęła żyć, a egzystencja minęła, wszystko się zmieniało.
Przymknęła oczy, chcąc skupić się przede wszystkim na tym, co działo się z jej ciałem. Nie próbowała panować nad wszystkimi uczuciami, które zaczęły w nią uderzać. Chciała po prostu, jak najbardziej odczuwać to, co jej dała. Wyczuwała, że ciało zaczyna jej drżeć, właściwie to wypełniały je drobne dreszcze, bardzo przyjemne dreszcze, świadczące o tym, że sprawiało jej to ogromną przyjemność. Uniosła w końcu prawą nogę i oparła ją mu na biodrze chcąc zbliżyć się do niego jeszcze bardziej. Dłonie kobiety zaczęły błądzić po jego klatce piersiowej, powoli, delikatnie przesuwały się coraz wyżej, aż dotarła do szczęki mężczyzny, o którą oparła kciuk i zaczęła go nim gładzić po żuchwie.
Może ich usta nie złączyły się jeszcze w pocałunku, ale wiedziała, że to ich nie ominie, to było dopiero preludium, które zwiastowało to co miało nadejść.
Okazało się, że wcale nie tak trudno było jej przekraczać granice, które miały być nieprzekraczalne. Założenia, które się pojawiły. To mogło spowodować kompilikacje, jednak nie musiało, ufała mu, nikt nie musiał się dowiedzieć o tej ich krótkiej chwili zapomnienia, na którą sobie pozwolili, to mogła być kolejna tajemnicą, którą bez problemu dopisaliby do tych innych. Nie sądziła zresztą, że kogoś obchodziłoby szczególnie to, czym zajmowali się w wolnym czasie, bo przecież byli dorośli, może nieco pijani, na pewno ona, ale to niczego nie zmieniało. Wiedziała, że w tej chwili wszystko nabierało zupełnie innego znaczenia, ale to nie musiało przynosić niczego złego, mogło spowodować, że ten tydzień, który miała spędzić w tym miejscu będzie dużo bardziej przyjemny, nie, żeby kiedykolwiek w ogóle założyła coś takiego, ale skoro już zaczęło się dziać, to żal było nie skorzystać z tej możliwości. Zresztą nie zamierzała się oszukiwać, nie mogła się mu oprzeć, nie była w stanie tego zrobić, za bardzo ją do siebie przyciągał.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control