05.02.2023, 20:53 ✶
Widział jej wzrok lecz nie poruszył się od razu żeby dodatkowo jej nie straszyć. Powinien udzielić jej pierwszej pomocy ale nie umiał. Mógł tylko ją położyć, dać jej jeść i pić. Nie miał za dużo jedzenia ale wiedział jak zrobić coś na przekąskę z tych suchych produktów, które od paru miesięcy leżą w szafkach. Oczywiście brał pod uwagę, że nie będzie chciała od niego nic poza posłaniem go do diabła. Czarodzieje są silniejsi witalnie więc wierzył, że będzie wszystko dobrze. Nie wypił z niej wszystkiego… na całe szczęście! Miałby solidne kłopoty… oboje mieliby problem gdyby młody niedoświadczony wampir stworzył drugiego i to nieumyślnie. To był krok od tragedii, na całe szczęście nie przekroczył tej granicy. Ona żyła, oddychała choć miała wysoką gorączkę. Widząc, że otworzyła oczy wstał i cicho poszedł do łazienki, gdzie zmoczył kolejny ręcznik w zimnej wodzie. Wrócił do salonu z bardzo przybitą miną.
- Jesteś w moim domu, w Londynie. - odezwał się niegłośno i rozmasował swoje brwi na widok jej rozpalonej buzi.
- Tu mam okład… na czoło. I tam wodę do picia. Podam ci… żebyś szybciej do siebie doszła. Nnie… wiem co jeszcze. - wskazał dłonią wszystko, co wymienił i przykucnął przy kanapie, tak na wysokości jej bioder, jak najdalej od twarzy. Wyciągnął do niej dłoń z tym okładem i chyba czekał aż zacznie na niego krzyczeć. Wyglądała okropnie i to przez to, że spotkała go w zaułku. Brawo Brandon, świetnie ci idzie nawiązywanie nowych relacji jako wampir.
- Avelina… ja nie wiem co powiedzieć. Nie oczekuję, że zrozumiesz. Przepraszam. Powinienem wtedy od razu odejść.- on wiedział. Wiedział, że przeprosiny są bezwartościowe, tak samo jak skrucha i poczucie winy. Ciężka była świadomość, że nie może jej pozwolić stąd wyjść w takim stanie ani z możliwością zesłania na niego wyroku unicestwienia przez gwardię aurorów. Miał dwadzieścia dwa lata. Nie był gotowy na podejmowanie takich decyzji jednak musiał przede wszystkim ratować siebie aby był sens jego istnienia. Zarazem musiał znaleźć sposób aby Avelina… nie, nie wiedział co z nią zrobić. Nie miał pojęcia.
- Jesteś w moim domu, w Londynie. - odezwał się niegłośno i rozmasował swoje brwi na widok jej rozpalonej buzi.
- Tu mam okład… na czoło. I tam wodę do picia. Podam ci… żebyś szybciej do siebie doszła. Nnie… wiem co jeszcze. - wskazał dłonią wszystko, co wymienił i przykucnął przy kanapie, tak na wysokości jej bioder, jak najdalej od twarzy. Wyciągnął do niej dłoń z tym okładem i chyba czekał aż zacznie na niego krzyczeć. Wyglądała okropnie i to przez to, że spotkała go w zaułku. Brawo Brandon, świetnie ci idzie nawiązywanie nowych relacji jako wampir.
- Avelina… ja nie wiem co powiedzieć. Nie oczekuję, że zrozumiesz. Przepraszam. Powinienem wtedy od razu odejść.- on wiedział. Wiedział, że przeprosiny są bezwartościowe, tak samo jak skrucha i poczucie winy. Ciężka była świadomość, że nie może jej pozwolić stąd wyjść w takim stanie ani z możliwością zesłania na niego wyroku unicestwienia przez gwardię aurorów. Miał dwadzieścia dwa lata. Nie był gotowy na podejmowanie takich decyzji jednak musiał przede wszystkim ratować siebie aby był sens jego istnienia. Zarazem musiał znaleźć sposób aby Avelina… nie, nie wiedział co z nią zrobić. Nie miał pojęcia.