Bez ładu i składu, bez ustaleń i omówień. Działania chaotyczne, wprowadzone na ostatnią chwilę, bywały męczące. Nie tak może to wszystko sobie Nicholas wyobrażał. Polecenie jednak wykonać trzeba było. Być może też był jednym z nielicznych w organizacji, któremu nie paliło się tak jak Rodolphusowi siać zamęt.
Chwila wystarczyła, aby doszedł do siebie i móc dostrzec zbliżającą się zakapturzoną postać w masce. Znajomej mu dobrze. Vulturis”.
Wyprostował się, by stanąć do towarzysza profilem. Widocznie i Borgin miał zabawę z tego całego ataku na Londyn i wprowadzaniu zamieszania. Miał powód. Miał prawo wyjść na ulice pod maską i pokazać swoją siłę. Mógłby to samo pokazać w Ministerstwie, po tym, jak został potraktowany.
Aleja Horyzontalna. Ze też musiała stać się miejscem ataku. Że tutaj miał swoje mieszkanie. Słysząc propozycję o utrudnianiu przemieszczania się mieszkańcom, Travers spojrzał jedynie w głąb ulicy. Odszukując wzrokiem znany sobie budynek, który w końcu dostrzegł. Konstrukcja jakby nie była naruszona, ale co jeśli to pozory? Nie zgłosił do jego ochrony, aby zabezpieczyć przed atakami. Inaczej zwróciłby na siebie uwagę. Wzbudzał podejrzenia?
- Nie mam nic przeciwko.Zgodził się, ale kiedy odwrócił się spojrzeniem na towarzysza, Vulturis od razu przeszedł do działania. Nie lubił widocznie czekać z działaniami.
Nicholas postanowił odejść z dwa trzy kroki dalej. Uniósł swoją różdżkę, z zamiarem uniesienia pojemnika ze śmieciami i przewrócić go pod przejścia do wejść budynku. Aby tym sposobem utrudnić wyjście i wejście. Dostrzegając iż sam budynek zmagał się z ogniem na dachu.
Rzut na translokację, aby przenieść pojemnik ze śmieciami.
Sukces!
Zaklęcie się powiodło i przeniesiony pojemnik, znalazł się w docelowym miejscu, blokując kluczowe dla mieszkańców przejścia.