30.04.2025, 20:01 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.04.2025, 20:02 przez Brenna Longbottom.)
Czar Dory rozwiał dym, spowijający wejście i chociaż Brenna nie zorientowała się, co dokładnie zrobiła Crawleyówna, przez chwilę było jej łatwiej oddychać. Wpadła do wnętrza, cuchnącego spalenizną i wciąż wypełnionego dymem, snującego się po całej klatce i na schodach. Drzwi jednego z mieszkań na parterze – tego, które najwyraźniej ktoś podpalił – wisiały na zawiasach, nadpalone, a w środku jeszcze tliły się płomienie, dogasające powoli, bo spora część pomieszczenia była teraz mokra po tym, jak przez okno do środka dostała się woda.
– Jest tutaj ktoś?! – zawołała Brenna i niemal natychmiast zaniosła się kaszlem. Przycisnęła chustę do ust, chociaż niewiele to dawało. Piekły ją oczy. Piekło gardło. Miała wrażenie, że usta wypełnia jej tłoczone szkło. Szarpnęła za klamkę mieszkania naprzeciwko tego, które płonęło, ale drzwi były zamknięte.
Zdrajcy.
Obróciła się gwałtownie, i zdawało się jej, że widzi kogoś w lokalu – ale gdy wpadła tam z uniesioną różdżką, zobaczyła już tylko dym, który przez chwilę zdawał się przybierać postać ludzkiej sylwetki. Mieszkanie, które zaatakowano, było puste: może lokatorzy byli nieobecni albo należało do tego człowieka na zewnątrz. I na szczęście, bo większość mebli w nim spłonęła, a sadza pokrywała ściany.
Poczuła dreszcz na myśl, że tak po tej nocy będzie wyglądało wiele mieszkań i domów, w których bywała.
– Halo?! – krzyknęła jeszcze, wycofując się na klatkę, i wtedy wydało się jej, że gdzieś od strony zadymionych schodów słyszy czyjś jęk. Rzuciła się w tamtą stronę, przez dym i mniej więcej w ich połowie omal nie potknęła się o leżącą tam osobę. Pospiesznie wsunęła różdżkę do kieszeni i przyklękła, chwytającą ją pod pachy, chcąc ją wyciągnąć, a gdy usłyszała kolejny jęk, zalała ją fala ulgi: skoro ten ktoś jęczał, nawet jeżeli z bólu, to doskonale. Bo to znaczyło, że nie próbowała wyciągnąć stąd trupa.
Na to czy uda się bezproblemowo wyciągnąć ofiarę z budynku, czy może się spierdolę ze schodów albo coś.
AF
Rzut PO 1d100 - 41
Sukces!
Sukces!
Próbując jak najlepiej podeprzeć kobietę, ściągnęła ją po schodach, a potem wyszła na zewnątrz, wciąż trzymając ofiarę pożaru w ramionach - zanosząc się przy tym kaszlem. Dziewczyna, którą wlokła, pracowała w jednym z okolicznych sklepów, i wyglądało na to, że poddusił ją dym.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.