05.02.2023, 21:14 ✶
- Mam wrażenie, że obejmują wywalanie się nawzajem i łapanie, i sprawdzanie, kto jest silniejszy, ale nie jestem pewna.
Brennę mugolski świat kiedyś w ogóle nie interesował. Potem zabrała koledze mugolakowi książkę i przepadła na zawsze na rzecz mugolskiej literatury. Ich sporty, polityka i nowinki jednak faktycznie niezbyt ciekawiły dziewczynę... a raczej inaczej: ciekawiły ją, ale Brennę ciekawiło obecnie niemal wszystko, a że doba miała ograniczoną liczbę godzin, musiała skupiać się na tym, co było ciekawe najbardziej.
- Nie mówiłam poważnie - roześmiała się Brenna, chociaż po prawdzie, uważała, że gdyby włamywała się do pokoju nauczycielki to po pierwsze nikt by jej na tym nie przyłapał (tak, nieco na wyrost wierzyła w swój spryt), po drugie, obstawiała raczej miesięczny szlaban i minus sto punktów od Gryffindoru niż wydalenie.
Nie to, że którekolwiek z tych rozwiązań było warte obejrzenia kolekcji szlafroków profesorki. Brenna miała tysiąc jeden pomysłów na wykorzystanie swojego czasu i sprzątanie lochów uważała za mało interesujące. A chociaż za nic nie rozumiała, czemu dla niektórych tak ważny jest ten cały Puchar Domów, nie chciała, by wszyscy w Gryffindorze przestali się do niej odzywać z powodu głupich punktów.
Nie miała okazji odpowiedzieć, czy zda - dym i mały wybuch skutecznie odciągnęły jej uwagę od pytania. Gdy Cynthia zalała mały pożar wodą, Brenna, wciąż jeszcze kaszląc, zaczęła machać na nią ręką, by ta się cofnęła. Sama też zrobiła kilka kroków do tyłu, ku drzwiom.
- Rączki i nóżki na miejscu, więc chyba tak - powiedziała po chwili, ocierając oczy, które pod wpływem dymu zaczęły łzawić. Ze względu na to, że sala mieściła się w lochach, nie mogła otworzyć okien, więc zamiast tego na oścież rozwarła drzwi, wpuszczając do środka... no, może nie świeże powietrze, ale nie takie, jak to w sali, przepełnione bardzo nieprzyjemnym zapachem. - Kurde, no, zostawili łatwo palne rzeczy w kociołku? Aż tak wkurzyłam gościa od eliksirów na ostatniej lekcji, że postanowił nas zamordować, czy co? - parsknęła, oczywiście nie na poważnie.
Obecnie bilans szlabanu przedstawiał się następująco: cztery w pełni wyczyszczone kociołki, piąty na wpół wyczyszczony, nadpalony kosz na śmieci i klasa wypełniona specyficznym zapachem oraz dymem.
- Chyba powinnyśmy stąd wyjść i pójść go znaleźć, uświadomić, że tak jakby szlaban mało nas nie zamordował. Jeszcze się okaże, że to trujące i jutro rano zastaną tutaj nasze zimne trupy. A wiesz, ja nie mogę dzisiaj umrzeć. Wczoraj mama przysłała mi pudełko czekoladowych żab i nie zdążyłam jeszcze sprawdzić, jakie mam w nich karty - powiedziała Brenna, tym razem z taką powagą, że można było mniemać, że chęć sprawdzenia kolekcji kart jest jej główną motywacją do życia.
W tej chwili mogło tak nawet być. Cóż, Brenna była... Brenną.
Brennę mugolski świat kiedyś w ogóle nie interesował. Potem zabrała koledze mugolakowi książkę i przepadła na zawsze na rzecz mugolskiej literatury. Ich sporty, polityka i nowinki jednak faktycznie niezbyt ciekawiły dziewczynę... a raczej inaczej: ciekawiły ją, ale Brennę ciekawiło obecnie niemal wszystko, a że doba miała ograniczoną liczbę godzin, musiała skupiać się na tym, co było ciekawe najbardziej.
- Nie mówiłam poważnie - roześmiała się Brenna, chociaż po prawdzie, uważała, że gdyby włamywała się do pokoju nauczycielki to po pierwsze nikt by jej na tym nie przyłapał (tak, nieco na wyrost wierzyła w swój spryt), po drugie, obstawiała raczej miesięczny szlaban i minus sto punktów od Gryffindoru niż wydalenie.
Nie to, że którekolwiek z tych rozwiązań było warte obejrzenia kolekcji szlafroków profesorki. Brenna miała tysiąc jeden pomysłów na wykorzystanie swojego czasu i sprzątanie lochów uważała za mało interesujące. A chociaż za nic nie rozumiała, czemu dla niektórych tak ważny jest ten cały Puchar Domów, nie chciała, by wszyscy w Gryffindorze przestali się do niej odzywać z powodu głupich punktów.
Nie miała okazji odpowiedzieć, czy zda - dym i mały wybuch skutecznie odciągnęły jej uwagę od pytania. Gdy Cynthia zalała mały pożar wodą, Brenna, wciąż jeszcze kaszląc, zaczęła machać na nią ręką, by ta się cofnęła. Sama też zrobiła kilka kroków do tyłu, ku drzwiom.
- Rączki i nóżki na miejscu, więc chyba tak - powiedziała po chwili, ocierając oczy, które pod wpływem dymu zaczęły łzawić. Ze względu na to, że sala mieściła się w lochach, nie mogła otworzyć okien, więc zamiast tego na oścież rozwarła drzwi, wpuszczając do środka... no, może nie świeże powietrze, ale nie takie, jak to w sali, przepełnione bardzo nieprzyjemnym zapachem. - Kurde, no, zostawili łatwo palne rzeczy w kociołku? Aż tak wkurzyłam gościa od eliksirów na ostatniej lekcji, że postanowił nas zamordować, czy co? - parsknęła, oczywiście nie na poważnie.
Obecnie bilans szlabanu przedstawiał się następująco: cztery w pełni wyczyszczone kociołki, piąty na wpół wyczyszczony, nadpalony kosz na śmieci i klasa wypełniona specyficznym zapachem oraz dymem.
- Chyba powinnyśmy stąd wyjść i pójść go znaleźć, uświadomić, że tak jakby szlaban mało nas nie zamordował. Jeszcze się okaże, że to trujące i jutro rano zastaną tutaj nasze zimne trupy. A wiesz, ja nie mogę dzisiaj umrzeć. Wczoraj mama przysłała mi pudełko czekoladowych żab i nie zdążyłam jeszcze sprawdzić, jakie mam w nich karty - powiedziała Brenna, tym razem z taką powagą, że można było mniemać, że chęć sprawdzenia kolekcji kart jest jej główną motywacją do życia.
W tej chwili mogło tak nawet być. Cóż, Brenna była... Brenną.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.