01.05.2025, 12:31 ✶
Nie do końca zaklęcie zadziałało tak jak chciał, może nie skupił się odpowiednio mocno? Wciąż rzucając ukradkowe spojrzenia w kierunku Millie, ale osiagnął z czasem swój cel. Patrzył jak płomienie na zapadniętej kamienicy powoli dławiąc się i znikając pod jego zaklęciem. wolał nie myśleć co by było gdyby faktycznie znalazł się tam ktokolwiek żywy. Chociaż z drugiej strony, przepełniła go przemożna chęć rzucenia tego zaklęcia w stronę jakiejś żywej istoty, najlepiej odpowiedzialnych za te ataki. Tak, szybka śmierć nie byłą dla śmierciożerców i naśladowców, oni powinni umie... Urwał swoje rozmyślania potrząśnięciem głowy. Znowu zapuszczał się na niebezpieczne tereny...
Tera miał nieco inne priorytety niż ściganie odpowiedzialnych za te pożary. Wciąż pamiętał i chyba nigdy nie zapomni ich rozmowy w Stawie, w malinie herbaty grzybowej odnośnie ognia. Nie zamierzał łamać danego słowa, dlatego od momentu, kiedy ich drogi zeszły się tej nocy nie zamierzał opuszczać boku, traktował bardzo poważnie swoje obietnice, szczególnie te kierowane w kierunku niej. Choć kłóciło się to z jego przekonaniem, że musi ratować wszystkich wokół, to wiedział, że ona była jego najważniejszym priorytetem - zamierzał tkwić u jej boku gotów do pomocy.
Z zadowoleniem patrzył jak już nawet dym nie unosił się znad zawalonej kamienicy, dogasła do końca i już nawet nie unosił się z niej dym świadczący o tym, że szczątki tlą się dalej - pierwsza bitwa dla nich.
Chciał się rozejrzeć za kolejnym celem do ugaszenia, ale został sprowadzony na ziemię, a raczej bliżej ziemii, kiedy Millie zarzuciła mu ręce na ramiona zmuszając do pochylenia się. Nie żeby mu to przeszkadzało, zdecydowanie nie, choć oczywiście okoliczności mogłyby być inne niż stojący wokół płonących budynków, ale wybitnie nie zamierzał narzekać. Odruchowo złapał ją w pasie, żeby nie stać jak manekin na wystawie.
Może i dostał całusa przez dwie warstwy szmat ochronnych, ale czuł się jakby nic między nimi nie było, nie widać było tego po jego ustach, które rozciągnęły się pod zabezpieczającą go szmatą w tak szerokim uśmiechu, że jutro na pewno go będą boleć policzki, ale błyski, które pojawiły się w oczach także zdradzały że ten jeden gest sprawił mu wiele radości.
- Dzięki, staram się - nigdy nie potrafił przyjmować komplementów, nawet jeśli tak prostych. - Ty też jesteś zajebista, razem poradzimy sobie z tym bez trudu - dodał jeszcze wskazując ruchem głowy na resztę płonących budynków, ale niechętny do wypuszczenia jej ze swoich rąk.
Tera miał nieco inne priorytety niż ściganie odpowiedzialnych za te pożary. Wciąż pamiętał i chyba nigdy nie zapomni ich rozmowy w Stawie, w malinie herbaty grzybowej odnośnie ognia. Nie zamierzał łamać danego słowa, dlatego od momentu, kiedy ich drogi zeszły się tej nocy nie zamierzał opuszczać boku, traktował bardzo poważnie swoje obietnice, szczególnie te kierowane w kierunku niej. Choć kłóciło się to z jego przekonaniem, że musi ratować wszystkich wokół, to wiedział, że ona była jego najważniejszym priorytetem - zamierzał tkwić u jej boku gotów do pomocy.
Z zadowoleniem patrzył jak już nawet dym nie unosił się znad zawalonej kamienicy, dogasła do końca i już nawet nie unosił się z niej dym świadczący o tym, że szczątki tlą się dalej - pierwsza bitwa dla nich.
Chciał się rozejrzeć za kolejnym celem do ugaszenia, ale został sprowadzony na ziemię, a raczej bliżej ziemii, kiedy Millie zarzuciła mu ręce na ramiona zmuszając do pochylenia się. Nie żeby mu to przeszkadzało, zdecydowanie nie, choć oczywiście okoliczności mogłyby być inne niż stojący wokół płonących budynków, ale wybitnie nie zamierzał narzekać. Odruchowo złapał ją w pasie, żeby nie stać jak manekin na wystawie.
Może i dostał całusa przez dwie warstwy szmat ochronnych, ale czuł się jakby nic między nimi nie było, nie widać było tego po jego ustach, które rozciągnęły się pod zabezpieczającą go szmatą w tak szerokim uśmiechu, że jutro na pewno go będą boleć policzki, ale błyski, które pojawiły się w oczach także zdradzały że ten jeden gest sprawił mu wiele radości.
- Dzięki, staram się - nigdy nie potrafił przyjmować komplementów, nawet jeśli tak prostych. - Ty też jesteś zajebista, razem poradzimy sobie z tym bez trudu - dodał jeszcze wskazując ruchem głowy na resztę płonących budynków, ale niechętny do wypuszczenia jej ze swoich rąk.