Dostrzegalne było to, że to, ich podejście do siebie się zmieniło nie było tylko chwilowe. Nie wynikało z jakiegoś dziwnego sojuszu, który miał ułatwić im przetrwanie tego tygodnia. Po prostu zaczęli patrzeć na siebie inaczej, zauważać rzeczy, których wcześniej nie widzieli. Czas, który upłynął okazał się być dla nich sprzymierzeńcem. Jakby to, co działo się w przeszłości zostało zakopane bardzo głęboko i faktycznie teraźniejszość była bardzo od niej różna. Wyjaśnienia wystarczyły do tego, aby mogli zacząć na nowo. Całkiem szybko się to wydarzyło, zapewne wpływ miało na to też to, co się między stało, kiedy nie mieli świadomości z kim mają do czynienia. Dzięki temu zyskali pewność tego, że umieją ze sobą rozmawiać bez tych wszystkich niepotrzebnych uprzedzeń, a nawet zaczęli spoglądać na siebie poprzez pryzmat czegoś zupełnie innego, o czym nigdy by pewnie nie pomyślała, a teraz wydawało jej się to całkiem naturalne. Tak samo jak naturalnie przyszło jej wsunięcie dłoni pod ramię mężczyzny, zbliżenie się do niego i przemierzanie razem tej drogi. Nie unikali dotyku, zachowywali się jakby byli na schadzce, może dlatego, że trochę tak było? Uciekli z tamtego domu, aby mieć możliwość spędzić trochę czasu w samotności, by nikt im nie przeszkadzał w tym, co się między nimi działo, a coś się działo i nie zaprzeczali temu, zamiast tego pozwolili sobie sprawdzić, czym właściwie to było.
Nie miała zamiaru ukrywać tego, że jest nim zainteresowana w ten specyficzny sposób, zresztą pokazała już to chyba bardzo konkretnie. Nie było odwrotu, zresztą nie chciała się wycofywać, raczej wręcz przeciwnie, miała zamiar cieszyć się tym czasem, który mogli razem spędzić. To mogło być naprawdę bardzo owocne oderwanie się od codzienności, wiedziała, że nie będzie trwało wiecznie, miało jasno określony termin, ale może właśnie to ułatwiało wszystko. Miała świadomość, że na dłuższą metę nic z tego nie będzie, ale nie przeszkadzało jej to w tym, aby korzystać z tych chwil, które mogli ze sobą spędzić. Szkoda by było sobie tego odmówić, gdy dostrzegła już to, jak jej ciało reagowało na jego bliskość, poznała smak jego ust, a mogła dowiedzieć się jeszcze więcej, bo ciągle nie sięgnęli po wszystko, co mogli sobie zaoferować.
Wiedziała, że zaczyna wypytywać o rzeczy, które mogą być dość osobiste, nie zdziwiłoby jej to, że nie chciałby mówić o tym zbyt wiele. Nie każdy odczuwał potrzebę dzielenia się takimi sprawami, mimo wszystko nie zbył Prudence. Nie umknęło jej to parsknięcie, cóż, mogło być gorzej. - To całkiem ciekawa słabość, raczej chyba rzadko spotykana. Nie wydaje mi się, aby zbyt często ludzie interesowali się nieswoimi dziećmi, szczególnie w tym świecie, gdzie spora część ma te własne w głębokim poważaniu. - Nie spodziewała się, że ciotka Corneliusa ma takie tendencje, ale to coraz bardziej zaczęło jej rozjaśniać to, dlaczego oni wszyscy wydawali się tutaj być u siebie. Musieli spędzać tu razem sporo czasu pod opieką Ursuli, dla której najwyraźniej nie było problemem to, że miała zajmować się zgrają dzieciaków. Dobrze, że mieli swoje miejsce na ziemi, nawet jeśli niekoniecznie nazywane domem. - Odważna z niej kobieta. - Dodała jeszcze, bo spodziewała się, że to było dosyć sporą odpowiedzialnością. Mieć oko na kilku dorastających chłopaków, na nieszczęście Prue miała możliwość widzieć, jak zachowywali się, kiedy byli młodsi. Może odpowiednia kobieta potrafiła jakoś nad nimi wszystkimi zapanować, najwyraźniej ciotka Corio miała jakieś ukryte talenty, których jeszcze nie miała szansy zaobserwować. - Do tej pory nie udało mi się rozwiązać zagadki, jak doszło do tego, że Elias stał się jednym z Was. - Rzuciła jeszcze, bo nurtowało ją to od wielu lat, najwyraźniej nie doceniała jakoś za bardzo wszystkich cech osobowości swojego bliźniaka. - I nie masz blisko czterdziestu lat, już się tak nie postarzaj, bliżej Ci do tej niższej granicznej. - Jasne, może ustalili, że według jego aktualnej tożsamości był trochę starszy, ale Prue nie zapominała, że był praktycznie w jej wieku, no, przez ten chichot losu, była młodsza o rok od swojego bliźniaka, chociaż dzieliło ich ledwie piętnaście minut. Tak, czy siak nie sądziła, że są aż tacy starzy.
Po tej krótkiej chwili zapomnienia, do której doszło między nimi, całkiem gładko przyszedł im powrót do rozmowy o wszystkim i o niczym. Rzadko kiedy łapała się na tym, żeby miała z kimś taką nić porozumienia. Konwersacja trwała, znajdowali się blisko siebie, nie uciekali od tej bliskości. Minęli ramy przyjaźni, chociaż nie przestali dowiadywać się o sobie coraz więcej. To było inne, zupełnie nowe i zapowiadało się całkiem przyjemnie. Dobrze będzie mieć tu kogoś, kto pomoże jej przetrwać ten dziwnie zapowiadający się tydzień. Może nie spodziewała się nigdy, że kiedykolwiek sama przystanie na to, aby spoufalać się z nim w ten sposób, ale w tym momencie wydawało jej się to być najbardziej atrakcyjną z możliwości. Naprawdę podobało jej się to, że ta sytuacja się tak odwróciła, tak samo, jak on się jej podobał, i podobało jej się to, że zainteresował się nią w ten sposób. Ponoć nie pierwszy raz, ale wtedy miała klapki na oczach, dobrze, że się ich pozbyła.
Nie sprowadzali tego, co się między nimi działo do tego najbardziej prostego, niemalże zwierzęcego pożądania, które czasem pojawiało się między dwójką ludzi pod wpływem chwili, a później znikało niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Potrafili ze sobą rozmawiać, wydawali się być zainteresowani tym, co druga osoba ma do powiedzenia, chcieli się o sobie czegoś dowiedzieć. To świadczyło o tym, że nie była to tylko chwilowa namiętność, bardzo ulotna, to było zupełnie coś innego, chociaż wiedziała, że również się rozmyje, bo nie będą mieli szansy sprawdzić, czy mogłoby zadziałać poza tym miejscem. Nie łudziła się, że będzie inaczej, bo jasno określił jej to, że już niedługo się stąd zmyje, wróci do swojego starego-nowego życia.
- Może działałeś pod wpływem impulsu, ale, czy gdybyś zrobił inaczej to faktycznie udałoby Ci się uwolnić? - Czy gdyby nie podjął tych drastycznych środków, to miałby szansę wieść takie życie? Nie miał pewności, że nie trwałby teraz w impasie między tym, co musiał oferować swojej rodzinie, a tym, co sam chciałby robić. Nie wydawało jej się, aby zrobienie tego bardziej przemyślanie mogło przynieść założone skutki, wręcz przeciwnie. Miała wrażenie, że tradycja była tak głęboko zakorzeniona, że nie dało się z nią za bardzo walczyć. Ich świat od dawien dawna wyglądał w ten sposób i nie wydawało się, aby zbyt szybko miało się to zmienić. Pod tym względem czarodzieje ciągle byli okropnie zacofani. Zresztą elicie chyba pasowało to wszystko, nie musieli się martwić o władzę, która przecież była najistotniejsza w ich świecie. Miała tego świadomość.
- Wezmę sobie Twoje słowa do serca, chociaż już chyba na to za późno, nigdy nie byłam szczególnie zbuntowana, a młodość też mam już za sobą, więc raczej nie grozi mi podobny los. - Prudence wręcz przeciwnie od zawsze była uporządkowana, aż do bólu. Miała założony cel, do którego podążała, tak naprawdę to sama nie wiedziała, czy to był jej cel, czy sugestie jej rodziców. Nie zadawała sobie wcześniej tych pytań, po prostu robiła to, czego wymagało od niej otoczenie. Nie negowała tego, nigdy jakoś specjalnie nie czuła potrzeby, aby zweryfikować, czy było to tym, co naprawdę chciała robić. Ta bierność towarzyszyła jej niemalże przez całe życie.
- Jak na prawdziwą klasistkę przystało oczywiście, że mam tego świadomość, chociaż nadal nie do końca rozumiem to, że musimy komuś służyć, wiesz, niby świat idzie do przodu, a ludzie mają klapki na oczach i nie chcą dopuścić do zmian, które już dawno powinny mieć miejsce. - Szczególnie, że przecież elita wcale nie była tą najbardziej liczną grupą społeczną, nie miała pojęcia jakim cudem udawało im się ciągle utrzymywać władzę i narzucać swoje poglądy. Może po tym, co aktualnie się działo w Wielkiej Brytanii coś się zmieni? Dobrze by było, gdyby się tak stało, wiedziała bowiem, że nie trzeba było być czystokrwistym, aby mieć do zaoferowania naprawdę wiele. Często jednak mieszańcy jak ona, czy mugolacy byli skreśleni już na samym początku z racji na swoje pochodzenie, jak widać działało to też w drugą stronę, wobec czystokrwistych istniały jakieś niebotyczne oczekiwania, które musieli spełniać mimo tego, że wcale nie odczuwali takiej potrzeby.
Słuchała uważnie tego, co miał jej do powiedzenia. W głowie dopisywała sobie twarze do nazwisk, które jej recytował, znała przedstawicieli niektórych z rodzin, nie uważała ich wszystkich za zło tego świata. - Chciałabym się umieć tak dobrze zamachnąć cegłą, może mogłabym zobaczyć później na korytarzach ministerstwa ludzi z pizdą pod okiem, wtedy przynajmniej byłoby wiadomo, kto ich popiera, bo póki co to kryją się wszyscy niczym karaluchy. - Niby mogli mieć podejrzenia o to, kto należy do sympatyków Voldemorta, ale ciągle były to tylko rozważania, nie mieli żadnych dowodów na to, aby to potwierdzić. Bawiło ją to, że byli w stanie dla niego walczyć, ale nie mieli odwagi pokazać swoich twarzy, to oznaczało, że nadal obawiali się ostracyzmu społecznego i konsekwencji, jakie mogło to nieść za sobą. Nie byli, aż tak do końca pewni swoich czynów, inaczej nie chowaliby się za maskami.
- Dobrze wiedzieć, że są wśród nich wyjątki. - Dodała jeszcze cicho, nie umykało jej to, gdzie on teraz był i jak wyglądało jego życie. Nie akceptował tego, co robiła jego rodzina i po prostu się od tego odciął, chociaż na pewno nie było to łatwe. Musiał mieć w sobie wielką siłę, skoro udało mu się to doprowadzić do końca, jasne mógł nazywać to buntem, głupotą, ale nie do końca w ten sposób to odbierała.
Zmierzali przed siebie raczej powolnym tempem - Prudence nie była demonem szybkości. Nie stawiała długich kroków, bo uniemożliwiała jej to anatomia, ale starała się poruszać w miarę sprawnie, chociaż kosztowało ją to pilnowania koncentracji. Jeden nieodpowiedni ruch i zapewne poślizgnęłaby się na którymś z kamieni, które znajdowały się pod jej nogami, czy mchu, czy czymś innym. Jej lakierki nie były najlepszymi butami do pieszych wędrówek, miała szczęście, że mogła się o niego opierać, bo pewnie inaczej miałaby problem z zachowaniem równowagi, to, że wsunęła swoją rękę pod jego ramię sporo ułatwiało, nie musiała się martwić tym, że wystarczy jeden nieodpowiedni ruch i wyląduje na ziemi, raczej wydawało jej się, że po prostu by ją złapał, już miała szasnę zobaczyć, że był wyjątkowo sprawny fizycznie. Nie mówił jednak nic o tym, że szło jej to raczej powolnie, nie komentował tego, zamiast tego dostosował swoje tempo do jej, dzięki czemu to podejście nie było wcale takie wyczerpujące.
Myślała o tym, co stanie się, kiedy znajdą się u celu, czy znowu będą mieli szansę się do siebie zbliżyć? Nawet podczas tej rozmowy jej myśli uciekały do tego, co działo się jeszcze przed chwilą, powracały do niej obrazy, niczym klatki z filmu, tego, co się między nimi wydarzyło. Łapała się na tym, że czuła na skórze jego usta, kiedy wracała do tych wspomnień, nie była w stanie wyprzeć z pamięci tego dotyku, działał na nią zbyt intensywnie, aby mogła tak po prostu o tym zapomnieć.
- Faceci są dziwni. Naprawdę. - To był jedyny komentarz, na który było ją aktualnie stać. Co to był w ogóle za argument, to jesteś cipą... jej na pewno nie skłoniłoby to do wejścia do lodowatej wody, ale w tym wypadku zdecydowanie było widać różnicę między tym, co było rozrywką dla każdej z płci. Dziewczęta raczej nie do końca w ten sposób udowadniały sobie swoją przewagę.
Oczywiście, że jej urocze buciki zaczęły być bardzo problematyczne już na samym początku wycieczki. Nie zamierzała jednak marudzić i okazywać swoje niezadowolenie z dobraniem nieodpowiedniego obuwia. Prudence była całkiem zawzięta, jak na takie drobne stworzenie i mimo, że ceniła sobie wygodę, i wiedziała, że dużo prościej byłoby jej tutaj wleźć w innych butach, to nie zamierzała komentować swojej decyzji, ba już raczej założyła, że jutro uda się do miasta aby zaopatrzyć się w coś wygodniejszego, gdyby mieli to powtórzyć. Czuła bowiem, że to nie była ich ostatnia wędrówka, nie kiedy mieli jeszcze tydzień do wykorzystania i nie sądziła, aby zamierzali trzymać się od siebie z daleka.
Obserwowała okolicę, mimo, że była skupiona głównie na tym, co do niej mówił. Starała się zapamiętać jak najwięcej obrazów, bo mimo tego, że nie był to może najbardziej słoneczny poranek, to miejsce wydawało jej się być całkiem malownicze, warte tego, aby pozostało w jej pamięci.
- Wspaniale, bo jeśli mam być szczera, to została we mnie resztka sił, słaby ze mnie piechur. - Odetchnęła z ulgą, gdy wspomniał o tym, że prawie dotarli do celu. Dostrzegła kamienie, które układały się w krąg, to musiał być kromlech, pewnie jakaś pozostałość zamierzchłych czasów. Chętnie się mu bliżej przyjrzy.
Uniosła głowę, żeby na niego spojrzeć, na jej twarzy malował się szczery uśmiech, bo naprawdę cieszyło ją to, że udało im się razem dojść do celu, sama pewnie odpadłaby w połowie wędrówki, ale w takim towarzystwie nie mogła sobie na to pozwolić, pokonywała swoje granice, co było całkiem przyjemnym doświadczeniem.
Zatrzymała się na moment, trochę zbyt długo się w niego wpatrywała, jednak po chwili ponownie ruszyła przed siebie, w jej głowie krążyły naprawdę różne myśli, nie do końca mogła się skupić na samej wędrówce, może to i lepiej, bo dotarłoby do niej, że stopy zaczynały ją boleć, zamiast tego wolała na chwilę zawiesić wzrok na jego twarzy, tak po prostu doceniając to, że nie była tutaj sama.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control