04.05.2025, 20:49 ✶
Ucichł niespodziewanie, gdy Shafiq oparł pokryty mąką palec na jego wargach, aby zaraz wsunąć mu go do ust. Wypuścił głośno powietrze przez nos, badając językiem biały proszek. Wprawdzie nie chciał tutaj nikogo oskarżać o oszustwo, jednak kto wie, co tak naprawdę mogło kryć się w tych drobinkach, czyż nie?
— Po bardzo szczegółowej inspekcji — zapowiedział przyciszonym głosem, kończąc badanie. — Stwierdzam, że to była mąka. — Przycisnął po raz ostatni usta do antoniuszowego palca. — Tylko mąka.
Cóż, czynniki zewnętrzne zdecydowanie nie wpływały pozytywnie na... jakikolwiek aspekt ich życia. Bez względu na to, gdzie by się nie spojrzało, obecna sytuacja społeczno-polityczna zatruwała ich życie na każdym możliwym poziomie. Wystarczyło spojrzeć na Longbottomów. Nie dało się zjeść spokojnie razem posiłku, zanim ktoś nie nawiązałby do działań Brygady Uderzeniowej, Zakonu Feniksa czy po prostu opresji, jaką próbowali Wielkiej Brytanii narzucić Śmierciożercy. Praca, wolontariat zakonowy… Już nawet na sabat nie można było pójść, bo ryzykowało się utratą zdrowia lub zobaczeniem na własne oczy jakiejś chorej akcji w wykonaniu kapłanów.
— Większość szklanek ma podobne rozmiary — napomknął, jakby to rozwiązywało cały problem. Skoro podano ilość mąki w tak... nieskonkretyzowany sposób, to najwidoczniej nie miało to większego znaczenia. — Po prostu weź pierwszą z brzegu i miej nadzieję, że się uda. — Czyż nie tak wyglądało gotowanie? Najlepszych mistrzów kuchni częściej prowadził ich instynkt niźli książka kucharska. — Jestem pewien, że poradzisz sobie bez wagi.
Uniósł wysoko brwi.
— … Nie mają miejsca? — odparł z wahaniem, skonfundowany pytaniem Anthony'ego. Wprawdzie wiedział, że mężczyzna fascynował się różnymi arkanami świata czarodziejów, jednak nie spodziewał się, że poruszy temat oklumencji. Prędzej zakładał, że rozpocznie monolog o magii bezróżdżkowej. — Nie opanowałem nawet Fal, chociaż spora część moich współpracowników nimi włada. — Wzruszył sztywno ramionami. — Oklumencja trochę wykracza ponad zakres moich umiejętności. I kompetencji.
Oczywiście, zdolności te byłyby nadzwyczaj przydatne w walce z czarnoksiężnikami i chronieniu skrzętnie ukrywanych informacji, jednak Erik nie mógł się pochwalić jakimś wielkim talentem z zakresu manipulowania umysłem. Czy to swoim, czy innych ludzi. A jakby nie patrzeć oklumencja w dużej mierze polegała na wznoszeniu mentalnych barier, unikania nacisków siły woli i zaklęć innych ludzi, aby obronić się przed potencjalnym atakiem. Wprawdzie jako Członek Zakonu Feniksa powinien bronić własnej głowy, jednak... I tak miał już problem z bronieniem jej w kontekście obrażeń fizycznych. Może lepiej było się nie rozdrabniać.
— Po bardzo szczegółowej inspekcji — zapowiedział przyciszonym głosem, kończąc badanie. — Stwierdzam, że to była mąka. — Przycisnął po raz ostatni usta do antoniuszowego palca. — Tylko mąka.
Cóż, czynniki zewnętrzne zdecydowanie nie wpływały pozytywnie na... jakikolwiek aspekt ich życia. Bez względu na to, gdzie by się nie spojrzało, obecna sytuacja społeczno-polityczna zatruwała ich życie na każdym możliwym poziomie. Wystarczyło spojrzeć na Longbottomów. Nie dało się zjeść spokojnie razem posiłku, zanim ktoś nie nawiązałby do działań Brygady Uderzeniowej, Zakonu Feniksa czy po prostu opresji, jaką próbowali Wielkiej Brytanii narzucić Śmierciożercy. Praca, wolontariat zakonowy… Już nawet na sabat nie można było pójść, bo ryzykowało się utratą zdrowia lub zobaczeniem na własne oczy jakiejś chorej akcji w wykonaniu kapłanów.
— Większość szklanek ma podobne rozmiary — napomknął, jakby to rozwiązywało cały problem. Skoro podano ilość mąki w tak... nieskonkretyzowany sposób, to najwidoczniej nie miało to większego znaczenia. — Po prostu weź pierwszą z brzegu i miej nadzieję, że się uda. — Czyż nie tak wyglądało gotowanie? Najlepszych mistrzów kuchni częściej prowadził ich instynkt niźli książka kucharska. — Jestem pewien, że poradzisz sobie bez wagi.
Uniósł wysoko brwi.
— … Nie mają miejsca? — odparł z wahaniem, skonfundowany pytaniem Anthony'ego. Wprawdzie wiedział, że mężczyzna fascynował się różnymi arkanami świata czarodziejów, jednak nie spodziewał się, że poruszy temat oklumencji. Prędzej zakładał, że rozpocznie monolog o magii bezróżdżkowej. — Nie opanowałem nawet Fal, chociaż spora część moich współpracowników nimi włada. — Wzruszył sztywno ramionami. — Oklumencja trochę wykracza ponad zakres moich umiejętności. I kompetencji.
Oczywiście, zdolności te byłyby nadzwyczaj przydatne w walce z czarnoksiężnikami i chronieniu skrzętnie ukrywanych informacji, jednak Erik nie mógł się pochwalić jakimś wielkim talentem z zakresu manipulowania umysłem. Czy to swoim, czy innych ludzi. A jakby nie patrzeć oklumencja w dużej mierze polegała na wznoszeniu mentalnych barier, unikania nacisków siły woli i zaklęć innych ludzi, aby obronić się przed potencjalnym atakiem. Wprawdzie jako Członek Zakonu Feniksa powinien bronić własnej głowy, jednak... I tak miał już problem z bronieniem jej w kontekście obrażeń fizycznych. Może lepiej było się nie rozdrabniać.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞