05.02.2023, 22:21 ✶
Uniósł rękę do twarzy i rozmasował palcami kąciki swoich oczu.
- Na litość Merlina, nie. Po prostu zaufałaś mi na ślepo, powiedziałaś, że nie znasz okolicy, że się nie boisz… to mnie obudziło. A było tak dobrze! Chciałem ci powiedzieć, że to zły pomysł ale… ale nie przeszło mi to przez gardło. - mówił głosem pełnym emocji, napięcia. Brakowało mu adrenaliny we krwi. Potrzebował nerwów w swoim ciele a ono było spokojne, nieruchome. Ot, odruchowo spinał mięśnie i tyle. Wiedział, że to spotkanie nie będzie miało szczęśliwego zakończenia. Zdawał sobie sprawę, że będzie źle lecz mimo wszystko tłumaczył się. Nie umiał przejść obojętnie i to zignorować bo zdążył ją troszeczkę poznać i co więcej chętnie się przed nią otworzył z tej normalnej strony. Okazało się jednak, że ten cień który w sobie nosi jest zbyt dużą zadrą aby o nim zapominać nawet na minutę. Miał nauczkę, będzie go jeszcze bardziej pilnować.
- Skrzywdziłem cię, wiem, żałuję, nie umiałem tego zatrzymać. Ale nie mogę…- zatrzymał się i przykucnął na środku pokoju aby być na wysokości jej zamkniętych oczu.
- Przestanę istnieć jeśli doniesiesz na mnie aurorom. Nie dziwię się, że będziesz chciała to zrobić. To normalne. Ale już raz zginąłem i nie dam się kolejny raz zabić przez mój błąd, że pozwoliłem nam zaufać mojej samokontroli. Na szczęście żyjesz i wyjdziesz z tego gdy odpoczniesz. - był w potrzasku. Nie wypuści jej bo mu zagraża ale też nie skrzywdzi jej, nie chciał jej zastraszać. Jedynym wyjściem będzie wymazanie jej pamięci przez kogoś doświadczonego. Oboje o tym wiedzieli. Nie zdawał sobie jeszcze sprawy jak to dziwnie słyszeć na głos takie zwroty typu: umarłem, nie chcę tego ponawiać. To nie jest normalna rozmowa ale nic tego dnia nie będzie już odpowiednie. Panikował ale trzymał się jeszcze w ryzach bo musiał… rozmawiać z Aveliną. Dużo.
- Odpoczniesz jeśli ktoś się tobą zajmie.- zignorował jej odmowę choć chwilę wcześniej zapytał ją czy się zgadza. Oparł dwa palce na skroni i wysilił się, ładując energią myśl telepatyczną. Wiedział, że dotrze do celu bo był bardzo nasycony i silny.
Alice, weź eliksir wiggenowy i wzmacniający i porządne jedzenie i przyjdź do domu moich rodziców. Ja… eee… napiłem się krwi dziewczyny. Ona żyje ale jest słaba. Pomóż jej, Al. Ja nie umiem. BEZ UZDROWICIELI.
Zajęło mu to kilka chwil gdzie na twarzy jawiło się skupienie. Marszczył czoło bo jednak fala musiała dotrzeć strumieniem do jednego umysłu. W normalnych warunkach - gdyby nie był tak opity krwią - nigdy nie zdołałby wysłać do niej nawet szeptu. Po wszystkim czuł pulsowanie w skroniach i lekką ospałość myśli. Potrząsnął głową.
- Tak, chcę żeby wiedziała. Niedługo tu przyjdzie i pomoże ci poczuć się lepiej.- odparł bez zająknięcia. Rozumiał jad Aveliny ale nie docierał on do czułych strun jego duszy. Póki co odnosił wrażenie, że tymczasowo ma kontrolę nad sytuacją więc mógł pozwolić sobie na podjęcie decyzji wbrew odpowiedzi Aveliny.
- Nikt.- prychnął i podniósł się do pionu. Przeczesał palcami włosy. Miał w sobie tak dużo ruchu, że dopiero teraz gdy był dobrze odżywiony ta energia się z niego wylewała.
- Jestem taki od dwóch miesięcy. - rzucił jakby miało to cokolwiek zmienić w tej sytuacji.
- Nic mnie nie usprawiedliwia. Nie mówię, że jestem czysty, mam swoje za uszami ale nie mam w zwyczaju rzucać się na dziewczyny, które mi się spodobały. To wymknęło się spod kontroli… ale zobaczysz, przypilnuję żebyś czuła się lepiej. Wiem, że tego nie chcesz dlatego już zawołałem przyjaciółkę. Chociaż minimalnie ci to zrekompensuję a potem… się pomyśli.- poszedł do łazienki po kolejny ręcznik, ciężki od zimnej wody. Zmienił okład z jej czoła, nawet jeśli miała się wzdrygać. Co robić? Co z nią zrobić? Czy Will poprze pomysł wymazania jej tego z pamięci?
- Na litość Merlina, nie. Po prostu zaufałaś mi na ślepo, powiedziałaś, że nie znasz okolicy, że się nie boisz… to mnie obudziło. A było tak dobrze! Chciałem ci powiedzieć, że to zły pomysł ale… ale nie przeszło mi to przez gardło. - mówił głosem pełnym emocji, napięcia. Brakowało mu adrenaliny we krwi. Potrzebował nerwów w swoim ciele a ono było spokojne, nieruchome. Ot, odruchowo spinał mięśnie i tyle. Wiedział, że to spotkanie nie będzie miało szczęśliwego zakończenia. Zdawał sobie sprawę, że będzie źle lecz mimo wszystko tłumaczył się. Nie umiał przejść obojętnie i to zignorować bo zdążył ją troszeczkę poznać i co więcej chętnie się przed nią otworzył z tej normalnej strony. Okazało się jednak, że ten cień który w sobie nosi jest zbyt dużą zadrą aby o nim zapominać nawet na minutę. Miał nauczkę, będzie go jeszcze bardziej pilnować.
- Skrzywdziłem cię, wiem, żałuję, nie umiałem tego zatrzymać. Ale nie mogę…- zatrzymał się i przykucnął na środku pokoju aby być na wysokości jej zamkniętych oczu.
- Przestanę istnieć jeśli doniesiesz na mnie aurorom. Nie dziwię się, że będziesz chciała to zrobić. To normalne. Ale już raz zginąłem i nie dam się kolejny raz zabić przez mój błąd, że pozwoliłem nam zaufać mojej samokontroli. Na szczęście żyjesz i wyjdziesz z tego gdy odpoczniesz. - był w potrzasku. Nie wypuści jej bo mu zagraża ale też nie skrzywdzi jej, nie chciał jej zastraszać. Jedynym wyjściem będzie wymazanie jej pamięci przez kogoś doświadczonego. Oboje o tym wiedzieli. Nie zdawał sobie jeszcze sprawy jak to dziwnie słyszeć na głos takie zwroty typu: umarłem, nie chcę tego ponawiać. To nie jest normalna rozmowa ale nic tego dnia nie będzie już odpowiednie. Panikował ale trzymał się jeszcze w ryzach bo musiał… rozmawiać z Aveliną. Dużo.
- Odpoczniesz jeśli ktoś się tobą zajmie.- zignorował jej odmowę choć chwilę wcześniej zapytał ją czy się zgadza. Oparł dwa palce na skroni i wysilił się, ładując energią myśl telepatyczną. Wiedział, że dotrze do celu bo był bardzo nasycony i silny.
Alice, weź eliksir wiggenowy i wzmacniający i porządne jedzenie i przyjdź do domu moich rodziców. Ja… eee… napiłem się krwi dziewczyny. Ona żyje ale jest słaba. Pomóż jej, Al. Ja nie umiem. BEZ UZDROWICIELI.
Zajęło mu to kilka chwil gdzie na twarzy jawiło się skupienie. Marszczył czoło bo jednak fala musiała dotrzeć strumieniem do jednego umysłu. W normalnych warunkach - gdyby nie był tak opity krwią - nigdy nie zdołałby wysłać do niej nawet szeptu. Po wszystkim czuł pulsowanie w skroniach i lekką ospałość myśli. Potrząsnął głową.
- Tak, chcę żeby wiedziała. Niedługo tu przyjdzie i pomoże ci poczuć się lepiej.- odparł bez zająknięcia. Rozumiał jad Aveliny ale nie docierał on do czułych strun jego duszy. Póki co odnosił wrażenie, że tymczasowo ma kontrolę nad sytuacją więc mógł pozwolić sobie na podjęcie decyzji wbrew odpowiedzi Aveliny.
- Nikt.- prychnął i podniósł się do pionu. Przeczesał palcami włosy. Miał w sobie tak dużo ruchu, że dopiero teraz gdy był dobrze odżywiony ta energia się z niego wylewała.
- Jestem taki od dwóch miesięcy. - rzucił jakby miało to cokolwiek zmienić w tej sytuacji.
- Nic mnie nie usprawiedliwia. Nie mówię, że jestem czysty, mam swoje za uszami ale nie mam w zwyczaju rzucać się na dziewczyny, które mi się spodobały. To wymknęło się spod kontroli… ale zobaczysz, przypilnuję żebyś czuła się lepiej. Wiem, że tego nie chcesz dlatego już zawołałem przyjaciółkę. Chociaż minimalnie ci to zrekompensuję a potem… się pomyśli.- poszedł do łazienki po kolejny ręcznik, ciężki od zimnej wody. Zmienił okład z jej czoła, nawet jeśli miała się wzdrygać. Co robić? Co z nią zrobić? Czy Will poprze pomysł wymazania jej tego z pamięci?