Był to chyba jeden z nielicznych momentów, w którym zamierzała zgodzić się z Fenwickiem. Musieli stąd spiedalać, jak najszybciej, nie było tutaj czasu na niepotrzebne kłótnie, które i tak się pojawiły. Londyn płonął wypadało więc się stąd ewakuować, gdy znajdą się w bezpiecznym miejscu będą mogli pomówić o tym, jaki jest plan. Właściwie nadal miała jeden najważniejszy - ogarnąć swojego brata i doprowadzić go do porządku. Zdawała sobie sprawę, że w Snowdonii może być to utrudnione, bo póki co nie chciała mówić zbyt wiele rodzicom, co nieco komplikowało sprawę. Musiała sama wziąć odpowiedzialność za to, co się odpierdalało (jak zawsze). Nie, żeby kiedykolwiek zakładała, że stanie się najbardziej odpowiedzialnym gówniarzem w swojej rodzinie, to nie miała być jej rola, ale jakoś tak wyszło, że ostatnio to ona miała wszystko na swoich barkach.
- Tak, musimy stąd spierdalać. - Dodała, jakże elokwentnie. Nic tu po nich, czy coś. Bez sensu było się dalej kręcić między mieszkaniami, gdy mieli pewność, że większość ich najbliższych była bezpieczna.
- Nie pytałam Cię, czy myślisz, że to dobry pomysł. - Westchnęła jeszcze ciężko, spoglądając na brata. Jasne, zdawała sobie sprawę, że może uważać, iż nie jest to szczególnie bezpiecznie. Tyle, że mieli oni plan, może go w niego nie wtajemniczyli, póki co, bo zamierzali go wziąć z zaskoczenia, ale nie robili nic na pół gwizdka, wszystko było przemyślane, nie powinien tego negować. Yaxleyówna nie ryzykowałaby, gdyby nie miała pewności, że nie jest to szczególnie ryzykowne. Zresztą u Corio miało się znaleźć więcej osób, które były w stanie powstrzymać wkurwionego wampira. Nie była jedyna, więc to wcale nie było takim trudnym zdaniem. Do tego, może właśnie świadomość, że może wyrządzić komuś krzywdę chociaż nieco doprowadzi go do porządku. Nie chciała ciągnąć go tam siłą, bo nie o to chodziło, jeśli jednak nie będzie miała innego wyjścia to cóż - na pewno zamierzała to zrobić. Czy mu się to podobało, czy nie. To nie był odpowiedni moment na takie rozważania, nie tutaj, nie teraz.
- Twój problem aktualnie jest nieco niżej na skali problemów od tego, co aktualnie się dzieje. - Powinni uciec przed ogniem, później zająć się resztą. Naprawdę nie było sensu teraz się na tym skupiać. Miał w sobie odrobinę ogłady i nie wydawało jej się, aby zamierzał za chwilę pokazać kły. Jeśli tak - nie byłby pierwszym wampirem, którego miała spacyfikować.
Przeniosła spojrzenie na Eliasa. Naprawdę nie potrzebowała tego komentarza, zdawała sobie sprawę z tego, że nie był to najlepszy moment na kłótnie. Nie skomentowała jednak tego, co powiedział, nie było sensu kontynuować tej rozmowy.
Widziała reakcję Ambroisa, i tak całkiem nieźle się trzymał zważając na to, jak potrafił reagować. Najwyraźniej nie chciał robić scen, chociaż trochę zrobił, obyło się jednak bez kolejnych, niepotrzebnie wypowiedzianych słów. Mieli świadomość, że to jedyne wyjście, które może okazać się być w miarę owocne, więc powinni po prostu zabrać gówniarza ze sobą. Czy mu się to podobało, czy nie.
- Za późno Roth, idziesz z nami, tam to przedyskutujemy. Proszę. - Próbowała jakoś do niego dotrzeć, no i zasugerować, że to tylko chwilowe, że później znajdą się w Snowdonii, nie było to całkowite kłamstwo, raczej półprawda, później było bardzo luźnym terminem, więc tak, czy siak kiedyś na pewno znajdą się jeszcze w Snowdonii, gdy wreszcie chociaż odrobinę go ogarną.