Nie pozostawało nic innego, jak zaakceptować to, że życie po prostu było zaskakujące. Co chwilę, te różne sytuacje jej o tym przypominały. Niby miała swój ułożony plan, już dawno temu, ale jakoś mało co udawało jej się realizować według niego. Nigdy nie zakłada, że w wieku trzydziestu trzech lat będzie odnawiać dawne znajomości z Hogwartu. Nie sądziła, że w ogóle ktoś będzie miał chęć poznać ją bliżej, nie po tym, co przeżyli wtedy, nie po tym jakim trudnym była człowiekiem. Zresztą nie tylko ona. Benjy również wtedy nie należał do osób najprostszych w obyciu. Oboje nie byli łatwi, z czasem jednak różnice się zatarły, oni się zmienili, wystarczyła chwila, krótka rozmowa, aby pojawiła się między nimi nić porozumienia. Stali się dla siebie dziwną próbą złapania oddechu, oderwania się od szarej rzeczywistości, wszystkim tym, czego potrzebowali w tym momencie. Nie negowała tego, wręcz przeciwnie wydawała się korzystać z możliwości, którą rzucił im los pod nogi. Uważała to za całkiem świeże i nowe i chciała sprawdzić, co z tego wyniknie, nawet jeśli miało być tylko chwilowe.
Nie było sensu dyskutować o tym, co się między nimi działo, właściwie potwierdzili sobie to, że nie będą przyjaciółmi, a gesty, które za tym szły jasno wskazywały na to, że to miało być coś zupełnie innego, czego nie było sensu nazywać. Towarzyszyło im w końcu poczucie tego, że to było tylko trochę dni wyrwanych codzienności. Nic większego nie miało to nieść za sobą. Zgadzali się na to, i zdawali sobie z tego sprawę, co powodowało, że nikt nie poczuje się oszukany, to było dla nich całkiem jasne, więc wiedzieli, czego powinni się spodziewać. Może właśnie przez te ramy czasowe, to co się między nimi działo eweoluowało dość szybko, brakowało im tej zwyczajnej niewinności, której towarzyszyły podobne sytuacje, raczej bez większego wahania sięgali po więcej, przekraczali kolejne granice, bo już niedługo znowu nie miało być niczego.
Wcale nie tak łatwo było jej się wspinać po tym podłożu, jasne, miała przy sobie pewne ramie, o które mogła się oprzeć, ale nie zamierzała nadużywać tej uprzejmości. Musiała sama jakoś sobie z tym wszystkim poradzić. Zdawała sobie sprawę z tego, że on może domyślać się tego, że nie jest to dla niej łatwa przeprawa, zresztą od samego początku zwracał uwagę na te jej jakże urocze buciki, i wiedziała, że on wie, ale to nie zmieniało faktu, że mogła udawać, że było inaczej. Między innymi dlatego sama wolała zaangażować się w rozmowę, niżeli skupiać na tym, że jej stopy zapewne były w bardzo obolałym stanie, zresztą, gdy tylko wracała do nich myślami, to czuła, że nie jest najlepiej. Zapewne wieczorem pożałuje swojego wyboru, jednak teraz wolała skupić się na pozytywach związanych z tą wędrówką, a tych było zdecydowanie więcej, niż negatywów.
Nigdy nie wypytywała brata, czy Corneliusa o ciotkę Ursulę. Wiedziała, że Lestrange jest z nią blisko, miała świadomość, że Elias się tutaj pojawiał, ale nie było to coś, co powodowało jej zainteresowanie. Ot, kobieta, która zaoferowała im swoją przestrzeń, pojawiała się w ich życiu. Niektórzy mieli dość bliskie relacje z dalszymi członkami rodziny, tak już było. Nie miała w zwyczaju wypytywać o nieswoje sprawy, raczej po prostu akceptowała pewne informacje i stwierdzała, że dzieje się tak z jakiegoś powodu. Z tego, co wiedziała, to ciotka była starą panną, więc pewnie chciała mieć wokół siebie jakichś ludzi. W sumie pewnie zrobiłaby tak samo, gdyby przekroczyła pewien wiek, zaczęłaby się otaczać rodziną Eliasa, bo czuła, że w ich przypadku to on miał większe szanse na powodzenie, jeśli o to chodzi, chociaż również nieszczególnie się spieszył. Mężczyźni jednak mieli nieco prościej pod tym względem, później się ich przekreślało. Ona znajdowała się już poza granicą odpowiedniego wieku. Nie sądziła też, że miałoby się to zmienić, pogodziła się z tym losem i ewentualną samotnością, w sumie to jej to nawet nie przeszkadzało. Dobrze było jednak mieć kogoś wokół siebie, pod tym względem rozumiała Ursulę i wcale jej się nie dziwiła, że zaczęła opiekować się tą bandą chłopaków. To miało sens.
Szczególnie, gdy widziała w jaki sposób się o niej wypowiadali, zdecydowanie byli jej wdzięczni za to zainteresowanie, które im dawała, bezpieczną przystań, do której mogli wrócić. Mało kogo było stać na podobne gesty, szczególnie nie do rodziny spoza krwi, tutaj ona wydawała się nie mieć najmniejszego znaczenia.
- Nie zastanawiałam się nad tym, jaka jest, wiesz. Tak właściwie po prostu zaakceptowałam, że istnieje kobieta, która się Wami wszystkimi interesuje, wolę nie wchodzić jej w drogę, bo i tak niedługo mnie tutaj nie będzie. Nie jestem nikim istotnym, pojawiłam się, bo mogę się do czegoś przydać i to by było na tyle. - Zapewne wyraziłaby większe zainteresowanie chęcią poznania Ursuli, gdyby miała pewność, że to nie miały być tylko chwilowe interakcje, w takiej sytuacji jednak? Nie widziała powodu, aby za bardzo się do niej zbliżać, nie sądziła, że było to potrzebne. Prue była tutaj raczej zupełnie obcym ogniwem, które pojawiło się praktycznie znikąd.
- Dobrze jednak wiedzieć, że wy wszyscy macie kogoś, kto jest gotowy Was bronić. - Chyba każdy potrzebował mieć wokół siebie taką osobę, która była skłonna zająć się ewentualnym problemem. Nawet Ci niby bardzo samodzielni mężczyźni, którzy potrafili sobie radzić ze wszystkim potrzebowali poczucia wsparcia, przynajmniej tak się jej wydawało.
- Taka miłość może być bardzo trudna. - Niby rozumiała chęć zorganizowania życia najbliższym, próby wsparcia w ten sposób, jednak nie uważała, aby to była słuszna droga. Zdaniem Prue każdy musiał przeżyć życie po swojemu, sparzyć się na swoich błędach, jasne, dobrze byłoby mieć jakieś wsparcie, do kogo zwrócić się po radę, ale organizowanie życia to była lekka przesada. Szczególnie dla osób, które nie lubiły gdy ktoś mówił im, co mają robić, nawet jeśli wynikało to tylko i wyłącznie z ich dobra. Sama nie do końca tolerowała narzucanie sobie swojego zdania, jasne, jej życie było poukładane i nudne, ale tylko dlatego, że sama tego chciała, że wybrała taką ścieżkę, a nie dlatego, że ktoś ją do tego zmuszał, wtedy mogłoby być zupełnie inaczej.
- Ciekawe, czy miała świadomość tego, że wszyscy czekają na jej śmierć, myślisz, że tacy ludzie mają jakieś momenty zastanowienia się nad tym, po co właściwie to robią? Czy raczej są zaślepieni jakimiś poglądami i zupełnie nad tym nie panują? Po prostu tacy są? - Nie miała pojęcia, jak właściwie można do tego podchodzić. Czy takie osoby nie zdawały sobie sprawy z tego, że ich zachowanie raniło innych? Może miały to w dupie i zupełnie ich to nie obchodziło, nie potrafiła tego zrozumieć, bo jednak nigdy nie starała się krzywdzić innych swoimi oczekiwaniami, czy czynami. Raczej wolała niknąć w cieniu i zajmować się tylko i wyłącznie sobą, szczególnie, gdy dorosła. To było całkiem ciekawe do rozważania, nie sądziła jednak, że będzie w stanie zrozumieć ich pobudki, to raczej nie było takie oczywiste, jak się mogło wydawać.
- To chyba dobrze o nim świadczy, zawsze był bardziej do ludzi. - Nie musiała tłumaczyć bardziej od kogo, to było oczywiste. Jej brat naprawdę chyba gdzieś na samym początku przejął te wszystkie możliwe umiejętności z odnajdywaniem się w społeczeństwie, kiedy ona zgarnęła większość dziwactw. Nie miała mu tego za złe, z dwojga złego chociaż jemu udało się być całkiem normalnym i nie najgorzej odnaleźć wśród ludzi.
Tak właściwie wydawało jej się, że wszyscy byli do siebie podobni w tej swojej paczce, mieli pewne standardy zachowań, które ich wyróżniały na tle reszty, była gotowa nawet przewidzieć, kiedy akurat oni byli odpowiedzialni za kolejny durny numer. Tyle, że w tym wszystkim nie wydawali się jej być, aż tacy szkodliwi, znała osoby bardziej zawistne, dużo wredniejsze, naprawdę sporo się naoglądała będąc prefektką, chociaż wcale tego nie chciała. Zdecydowanie wolałaby być z dala od tych wszystkich durnych spraw, niestety nie do końca mogła to robić. Musiała się angażować, czy tego chciała, czy nie, czasem nawet próbowała mrużyć oczy i udawać, że czegoś nie widzi, ale nie mogła zbyt często na to sobie pozwalać.
- Myślałam, że mamy już za sobą rozmowę na temat standardów. Jeśli tak Ci łatwiej to zaakceptować, to niech tak będzie. - W jej mniemaniu to ona była poza ich standardami, ale przecież już o tym wspominała. Nie było sensu dalej rozgrzebywać jej dość chujowego poczucia własnej wartości na etapie edukacji w Hogwarcie i tego, w jaki sposób broniła się przed ewentualnym upokorzeniem. - Nie wybrałabym Ślizgonów ponad Wami, bez względu na to, jak bardzo Was wtedy nie znosiłam, ich nie znosiłam jeszcze bardziej. - Gardziła osobami, którym przyjemność sprawiało znęcanie się nad słabszymi, czy nieodpowiednio urodzonymi, a wśród Ślizgonów większość się właśnie tym charakteryzowała.
- Nie wydaje mi się, że śmierdzieliście wtedy tylko pieniędzmi. - Nie mogła się powstrzymać przed tym, aby w między czasie ugryźć się w policzek, bo chyba nie powinna tego mówić, ale jednak nie miała oporu. Ich pomysły były bardzo dziwne, wolała ich nie komentować, bo nadal nie do końca była w stanie zrozumieć co nimi kierowało w tamtych czasach.
Bletchley tak właściwie otaczała się głównie Krukonami i Puchonami, bo byli oni spokojniejsi, nie zwracali na siebie uwagi, raczej jak ona głównie przemykali gdzieś w tle, z dala od tej odwiecznej wojny między domami. Zresztą, otaczała się to chyba zbyt wiele powiedziane, kiedy musiała to doprowadzała do interakcji, tak to raczej od nich stroniła i zaszywała się w szkolnej bibliotece, bo nie przepadała za zbyt częstym towarzystwem. Była typowym introwertykiem, którego męczyło zbyt intensywne przebywanie wśród innych ludzi, a Hogwart nie był dla nich łatwym miejscem.
- Jakoś mnie to nie dziwi? - Czystokrwości o głęboko zakorzenionych tradycjach bardzo często trafiali do domu Salazara Slytherina, a Benjy należał właśnie do takiej rodziny. Zapewne wszyscy spodziewali się tego, że znajdzie się tam, gdzie wszyscy inni członkowie jego rodziny.
- Był to Twój pierwszy objaw buntu, a nawet nie miałeś na niego wpływu. - Chociaż, czy na pewno? Tiara miała swoje sposoby, wydawała się idealnie odczytywać cechy charakteru dzieciaków i nie wydawało jej się, aby myliła się w swoich osądach. Musiała zobaczyć w nim coś więcej, nie pasował najwyraźniej do innych ze swojej rodziny, może to i lepiej, bo dzięki temu zyskał tą nową, lepszą, może nie połączoną krwią, ale jednak faktycznie taką, której na nim zależało? Nie wątpiła, że w przypadku edukacji w Hogwarcie sporo zależało od tego, w jakim towarzystwie się obracano. Członkowie różnych domów, mieli swoje naleciałości i przyzwyczajenia. Dzieciaki uczyły się od siebie nawzajem pewnych standardów. Nie wydawało jej się, aby jemu zaszkodziło to, że znalazł się w Gryffindorze, może dzięki temu nieco bardziej i szybciej otworzyły mu się oczy? Kto wie, jakby potoczyło się jego życie, gdyby od najmłodszych lat otaczał się tylko i wyłącznie bardzo skrajnie nastawionymi konserwatystami.
- Te oczekiwania były od zawsze dość konkretne, co? Odpowiedni dom w Hogwarcie, odpowiednie wykształcenie, odpowiedni zawód, odpowiednia żona, wszystko musiało być jak od linijki według tego, co sobie wymyślili. - Przerażało ją to trochę, jak można było sobie ułożyć całe życie swojego własnego dziecka. Dopiero teraz zaczęła rozumieć, jak ciężko musiało im być spełniać te wszystkie oczekiwania i coraz mniej dziwiło Prudence to, że Benjy tym wszystkim pierdolnął i spierdolił z kraju. To raczej prosiło się o podobną reakcję.
- Teraz już wiesz, że z tą pamięcią to trochę oszukuję. - W końcu przyznała mu się do swojej drobnej dolegliwości, która nieco ułatwiała jej zapamiętywanie wszystkiego, co działo się wokół niej. Miała fory, jeśli o to chodzi, nawet jeśli ta jej choroba często przynosiła więcej problemów niż pożytku.
- Oczywiście, że wiem, kiedy masz urodziny, zresztą to całkiem niedługo. Jakieś marzenia z nimi związane? - Spodziewała się, że nie będzie go już wtedy w kraju, bo mówił o tym, że już niedługo będzie się stąd zawijać, ale mogła się o to zapytać, czyż nie? Być może nawet wyśle mu kartkę, której nigdy nie dostanie, bo będzie w drodze, ale skoro zmienili do siebie nastawienia, to mogłaby zrobić dla niego coś miłego z tej okazji.
- Dlaczego od razu określasz siebie jako zło? - Wolała to nieco sprostować, bo to było niewłaściwie, aby uważał się za zło, w jej oczach wcale tak to nie wyglądało. - Czy wodzisz na pokuszenie, być może trochę, ale strasznie łatwo się za Tobą idzie. To nie tak, że nie mam żadnego wyboru, prawda? - Zdecydowanie potrzebowała jakiegoś bodźca, aby nieco zmienić swoje postępowanie, czy to były pożary, które uświadomiły jej, jakie życie jest kruche, czy jego obecność, gdzie dużo prościej podejmowało się te mniej przemyślane decyzje, nie była do końca pewna, ale raczej nie sądziła, żeby był złem, które ciągnie ją za sobą gdzieś w ciemność, wręcz przeciwnie, miała wrażenie, że ten dzień był jak na nią bardzo kolorowy.
- No i nie sądzę, że będzie czego żałować, raczej w drugą stronę, będzie, co wspominać. - Nie sądziła, że szybko zapomni te chwile, które razem spędzili, bo były one dla niej bardzo nietypowe, na pewno nie wyprze tego ze swojej pamięci, będzie mogła wracać do tego jednego momentu w życiu, gdy zachowywała się dość spontanicznie.
Okropnie łatwo przyszła jej ta zmiana nastawienia w jego towarzystwie. Nie spodziewała się, że kiedykolwiek do tego dojdzie, nie z nim, jak widać czasem te najbardziej niespodziewane sytuacje mogły się przytrafić. Może gdyby wcześniej była nieco bardziej otwarta na pewne sytuacje i osoby, już dawno miałaby za sobą ten młodzieńczy bunt, tak to musiała nadrabiać w średnim wieku pewne zachowania. Grunt, że udało jej się zwalczyć z pewnymi schematami, czuła dziwny oddech świeżości, dawno nie towarzyszyło jej takie uczucie i co najważniejsze wcale nie sądziła, że robi coś złego, bo przecież nie robiła. Byli dorośli, mogli podejmować nieprzemyślane, spontaniczne decyzje, szczególnie, że nikogo one nie krzywdziły, bardziej sprowadzały się do tego, że chcieli się dobrze bawić, bez zastanawiania się nad tym, bez myślenia o konsekwencjach, bo przecież żadne nie miały się pojawić. Wszystko sobie wyjaśnili, usystematyzowali, nie musieli mieć żadnych oczekiwań i może to było w tym wszystkim najlepsze. Nie nastawiali się na nic więcej niż na to, że spędzą razem ten tydzień, tylko tydzień, aż tydzień, to się właściwie okaże.
Nie miała najmniejszego problemu z tym, aby opowiedzieć mu co nieco o sobie, wręcz przeciwnie powiedziała dosyć sporo jak na siebie, może liczyła na to, że dzięki temu nieco zrozumie jej zachowanie, jej podejście, jej wycofanie. Kiedyś nie radziła sobie z tym tak dobrze, z czasem stawała się nieco bardziej przystępna, gdy darzyła kogoś sympatią, a już zrozumiała, że po prostu go lubi. Może potrzebowała do tego dość sporo czasu, zmiany otoczenia, jednak w końcu to do niej dotarło. Nie był takim kutasem za jakiego go uważała, wręcz przeciwnie teraz wydawał się być zupełnie inny od tego, jakim go zapamiętała.
Docierało do niej wraz z rozwojem tej konwersacji, jak wielu rzeczy kiedyś nie dostrzegała, jak wiele jej umykało, przez co też dosyć drastycznie go wtedy oceniała. Miała klapki na oczach, nie działo się tak bez przyczyny, jednak z czasem, doświadczeniem życiowym potrafiła spojrzeć na wszystko inaczej. Starała się pytać go o to co ją ciekawiło, jednak nie przekraczała przy tym pewnych granic, wiedziała, że są sfery o których nikt jakoś specjalnie nie lubił mówić, więc lepiej było unikać niezręczności, czy uciekania spojrzeniem, no i milczenia, które czasem bywało ciężkie. Przychodziło jej to całkiem łatwo, bo miała wyczucie, mimo tego, że mogła się nie wydawać szczególnie wprawiona w kontaktach towarzyskich. Prue była jednak dobrym obserwatorem i umiała ocenić na ile i kiedy może sobie pozwolić. Nie mieli zostać najlepszymi przyjaciółmi, to nigdy nie było im pisane, ale i bez tego mogła się o nim czegoś dowiedzieć.
- Jasne, jak zawsze jesteś bardzo pewny swego, co? - Miała świadomość tego, że już miał za sobą dosyć sporo kontrowersji. Na pewno nie był jakoś szczególnie miło widziany w Wielkiej Brytanii. Decyzja jaką podjął musiała przynieść ze sobą konsekwencje, oni nie wybaczali tak łatwo podobnych czynów. To będzie się zapewne za nim ciągnęło do końca jego żywota. Nie wątpiła, że tak będzie. Nie w momencie w którym ich świat aktualnie wyglądał, jak wyglądał. Nie mówiła o tym wprost, ale wiedziała, że aktualnie mógł być jedną z osób, na które polowali. W końcu rodziny jak jego przede wszystkim były odpowiedzialne za tę całą, niepotrzebną wojnę. Nie, żeby miała pewność, ale mogła się spodziewać tego, że jego kuzyn, ojciec, szwagier, czy ktokolwiek inny z bliskiego otoczenia biegali po Londynie zakapturzeni chcąc zademonstrować swoją władzę. Nie zdziwiłoby jej to wcale. Gdyby na niego trafili? Cóż, zapewne chcieliby udowodnić, co robić z osobami jak on, tymi, które znalazły w sobie siłę, aby przeciwstawić się tradycji i konwenansom i obawiała się tego, że mogliby sięgnąć po tę najbardziej brutalną metodę, by pokazać, że nie ma litości dla ludzi takiego pokroju. Nie sądziła, że drgnęłaby im różdżka, nawet gdyby wiedzieli, że to osoba w której płynie krew z ich krwi.
Tak, czy siak była zdania, że nie było sensu dokładać sobie kolejnych problemów, rzucać się w oczy, prowokować, bo to mogło przynieść jeszcze większe zainteresowanie jego osobą, a z tego, co mówił to zamierzał stąd zniknąć, wieść dalej to swoje nomadzie życie. Szkoda by było, żeby ktoś mu w tym przeszkodził. Nie, żeby sądziła, że tak łatwo byłoby mu zrobić krzywdę, Benjy wydawał się mieć doświadczenie w radzeniu sobie z problematycznymi osobnikami. Sama Prudence zdecydowanie wolałaby na niego nie wpaść w ciemnej alejce, no przynajmniej jeszcze kilka dni temu, teraz wiedziała, że nie zrobiłby jej krzywdy, ale jednak miał coś takiego w swojej postawie, że uważała, że warto było mieć do niego dystans, bo nigdy nie wiadomo, jak może skończyć się ewentualna konfrontacja.
- Nie da się kogoś lubić za bardzo. - Co to właściwie miało znaczyć, albo się kogoś lubiło, albo nie i kropka. Teraz nie było już odwrotu, bo zmieniła swoje zdanie na jego temat i z listy osób, za którymi nie przepadała przeniosła go na tę drugą listę, gdzie znajdowały się osoby z którymi potrafiła wymienić więcej niż kilka zdań, nie było ich zbyt wielu, w jej przypadku był to naprawdę spory wyczyn. - Teraz musiałbyś naprawdę się postarać, żebym znowu przestała Cię lubić. - Dużo łatwiej było zyskać w jej oczach niżeli spaść w hierarchii. Nie, żeby było to wyzwanie... wolałaby jednak, aby pozostali przy tym dziwnym czymś, tej relacji, która aktualnie się między nimi tworzyła. Może nie umiała jej nazwać, ale tak było dużo lepiej od rzucania w siebie piorunami z oczu i nieprzyjemnymi półsłówkami.
Prue nie miała problemu z tym, aby dzielić się swoimi przemyśleniami, tak właściwie to nawet nie wydawało jej się, aby to było w jakiś sposób niewłaściwe, chociaż chyba powinno być. Nekromancja, czarna magia, to nie były typowe zainteresowania osób jej pokroju, powinna się z nimi kryć, ale nie wydawało jej się to teraz potrzebne. Mogli poznać o sobie te drobne tajemnice, nie sądziła, aby Benjy je komukolwiek wydał. Czuła, że te sekrety są z nim bezpieczne. Może było to dość odważne podejście, zważając na to, że właściwie dopiero niedawno nawiązali tę nić porozumienia, ale wydawało się jej słuszne. Chciała być z nim szczera, tak po prostu, nie ukrywać swoich faktycznych ewentualnych marzeń, które miały się nigdy nie wydarzyć, bo nie oszukujmy się Bletchley nigdy nie podjęłaby takich irracjonalnych decyzji, nigdy nie porzuciłaby swojego życia i zniknęła gdzieś w pizdu, nawet gdyby bardzo tego chciała. Czuła jakieś dziwne przywiązanie do Wielkiej Brytanii, może chodziło o jej rodzinę, sama nie do końca wiedziała z czego ono wynikało.
Zupełnie nie ruszyło go to, że wspomniała o czarnej magii, właściwie to czuła, że tak będzie. Miała wrażenie, że jest doświadczony w podobnych kwestiach, zresztą dość szybko otrzymała potwierdzenie. Benjy miał praktyczne doświadczenie w tym, o czym ona głównie czytała. Jasne, nawiązała trochę znajomości na Nokturnie, aby mieć możliwość praktykować pewne zaklęcia, czy rytuały, jednak wiedziała, że świat może mieć pod tym względem dużo więcej zaoferowania, szczególnie, w miejscach w których nie trzeba było się pilnować i uważać, że ktoś może się tym zainteresować.
- Żeby poszerzać wiedzę, wiesz, tutaj jest ona nieco ograniczona. - Wzruszyła jedynie ramionami, bo nie wydawało jej się to wcale być czymś mocno zaskakującym. Jasne, zapewne nie wyglądała na osobę, która interesowała się podobnymi dziedzinami magii, ale każdy miał swoje tajemnice, to była ta jej. Nie pamiętała nawet kiedy zaczęła czytać zakazane księgi, gdzieś od zawsze w niej to siedziało, tak samo jak zainteresowanie śmiercią. Pewnie ciągnącą się za nią przez ten jej dar, jakim było widmowidzenie. Trupy towarzyszyły jej od zawsze, nie mogła tego zmienić, brała więc wszystko inne, co było z tym związane, jakoś tak wyszło. Nie były to może szczególnie pozytywne i wesołe pasje, ale od zawsze towarzyszyła jej ta dziwna aura, to pewnie nigdy się nie zmieni.
- Nigdy nie wydawało mi się, żebym była szczególnie wyjątkowa, więc dzięki? - To chyba był komplement? Przynajmniej tak to odebrała. Nie miała w zwyczaju zaskakiwać, raczej całkiem zgrabnie wtapiała się w tłum i udawała całkiem normalną, nieco ugrzecznioną osobę, bo tak było prościej. Może i dało się od niej wyczuć dziwną energię, ale ludzie łączyli to raczej z tą jej dziwnością, nikt nigdy nie uznał tego za coś wyjątkowego.
Nie czuła potrzeby ukrywania tej części siebie przed nim, dopuszczała do niej naprawdę wąskie grono osób, tak naprawdę mogłaby policzyć na palcach jednej ręki tych, którzy wiedzieli o jej zainteresowaniach. Benjy jednak wydawał się być wart tego, aby opowiedzieć mu o tym nieco więcej. Podzieliła się z nim zresztą sporą częścią swoich tajemnic, może nie wszystkimi, bo jednak znali się dość krótko, może nie znali, a zaczęli ze sobą sympatyzować. Jak zwał tak zwał, chciała jednak, żeby poznał ją taką, jaka była naprawdę. Tak po prostu. Po tym co się ostatnio wydarzyło wydawało jej się to być właściwe. Nie sądziła, że będzie tego żałować. Może dość szybko to wszystko działo się między nimi, ale miało się równie szybko zakończyć, więc nie sądziła, żeby niosło to ze sobą jakieś większe konsekwencje. Czuła, że rodzi się między nimi ta dziwna więź porozumienia, która nie zdarzała się zbyt często i warto było to odpowiednio wykorzystać, nawet jeśli miała zniknąć równie szybko, co się pojawiła. Odczuwała dziwną potrzebę wejścia w to jak najgłębiej, zrozumienia się nawzajem nieco bardziej niż tylko poprzez ogólnikowe informacje. Ciągnęło ją do niego nie tylko poprzez cielesność, miała wrażenie, że może ją zrozumieć też pod względem duchowym, co było dość zabawne, bo nigdy w życiu nie założyłaby tego, że będą potrafili się dogadać.
Nie sądziła, że trafi, aż tak bardzo w temat, w którym był ekspertem, jak widać znowu powinna była spodziewać się niespodziewanego, dodać dwa do dwóch, czy coś. Słuchała uważnie tego co miał jej do powiedzenia, nie wchodziła mu w słowo, analizowała to, co do niej mówił. Przetrawiała te informacje, które jej dawał. Nie odpływała jednak zwyczajowo dla siebie, była nadal tutaj obecna ciałem i duszą, więc nie było, aż tak źle, jak mogło być zważając na ten nadmiar danych, którym ją właśnie raczył. Było tego sporo, układała to sobie powolutku w swojej głowie.
- Pierwszym wyborem pewnie byłaby Europa, wiesz jak jest, strach by mnie na pewno obleciał przed dalszą wyprawą. - Nie miała wobec tego żadnego zawahania. Znała siebie, wiedziała, że musiałaby zacząć małymi krokami, tak już miała. Nie należała do tych osób, które od razu wskakiwały na głęboką wodę, raczej powoli się zanurzały. Taki już był jej styl działania.
- Skoro jednak mówisz, że nie warto, to też musiałabym zmienić swoje podejście. - Widać było, że Benjy ma spore doświadczenie w podobnych tematach, więc na pewno powinna wysłuchać jego rad. Gdyby tylko faktycznie kiedyś była w stanie podjąć taką decyzję... tak jasne, Prudence zostawiająca za sobą Londyn, Wielką Brytanię, to wydawało się być kurewsko prawdopodobne. Wiedziała jednak, że nigdy nie można mówić nigdy, bo to, że znajdowali się tutaj razem było tego potwierdzeniem.
- Czyli po głębszej analizie to powinno być Haiti? Tam byś mnie wysłał. Będę to miała na uwadze, kiedy rzucę wszystko w pizdu i postanowię zmienić swoje życie, musisz mi obiecać, że faktycznie będziesz wtedy na którymś z tamtych kontynentów, bo wiesz, raczej znajdę się tam sama i być może będę potrzebowała ratunku, a jak już wiemy, pojawiasz się zawsze kiedy go potrzebuję. - Raczej nie zakładała, że wzięłaby wtedy kogoś ze sobą, zresztą aktualnie nie miała w swoim życiu nikogo bliskiego, komu w ogóle mogłaby powiedzieć o takim absurdalnym pomyśle. Jeśli i o ile do tego dojdzie (tak, było to niemalże niemożliwe), to będzie musiała podjąć taką decyzję zupełnie sama, no i sama udać się w nieznane, co też jej jakoś szczególnie nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie, miała wrażenie, że taka podróż bez obecności innych ludzi mogłaby jej dać nawet więcej.
Nawet nie zauważyła kiedy wyciągnął w jej stronę rękę, położył ją na jej talii i przyciągnął do siebie. To znaczy poczuła, gdy jej dotknął, bo przyjemny dreszcz i ciepło znowu zaczęły rozchodzić się po jej ciele. Przyciągnął ją do siebie, jakby to była najbardziej naturalna rzecz na świecie, jakby właśnie tam było jej miejsce. Tuż przy nim i nie mogła walczyć z tą myślą, że właśnie tak czuła w tej chwili. To tam chciała się znaleźć, jak najbliżej niego, by móc schować się w tych ramionach, które chowały ją przed całym światem. Wydawało jej się to być właściwe, przymknęła na moment oczy i odetchnęła głęboko, nie chciała się odsuwać, pozwoliła więc sobie przylgnąć do niego, bo chyba tego w tej chwili potrzebowali, i on i ona, nie dało się temu zaprzeczyć, coś ich do siebie ciągnęło i już dawno przestali z tym walczyć, nie miało to żadnego sensu, nie gdy mieli spędzić ze sobą kolejny tydzień.
Uniosła głowę do góry, oparła ją przy tym o jego klatkę piersiową, czuła bicie jego serca i spokój, który im towarzyszył. - Czyli jest szansa, że zrealizujemy jedno z moich buntowniczych marzeń. - Tak, potraktowała to jako obietnicę, najwyraźniej ten czas miał być dla niej bardzo intensywny i przynieść jej więcej nieoczekiwanych pierwszych razów, których by się nie spodziewała. Była gotowa na to wszystko, i chciała, żeby to właśnie on jej w tym towarzyszył i nie chodziło tylko o to, że był w tym wszystkim wyjątkowo doświadczony. Chciała przeżyć z nim jeszcze więcej, tak po prostu, po tym co wydarzyło się między nimi w garażu nie zamierzała udawać, że nie zależy jej na tym, aby przekraczali razem kolejne granice. Chciała tego, to wydawało jej się być w tej chwili najbardziej pewną rzeczą ze wszystkich możliwych. To, że miał zniknąć? Cóż, pozostawi po sobie wiele interesujących wspomnień, być może odmieni jej podejście na zawsze, za co zapewne będzie mu wdzięczna. Był to może tylko moment w czasie, ale mógł przynieść jej wiele zmian, tak właściwie to już się działo.
- Myślę, że jesteśmy w stanie obejść wszystko. - Faktycznie czuła tak w tej chwili. Zakopali topór wojenny, znaleźli w sobie te wszystkie nowe uczucia, czymże więc było przy tym poradzenie sobie z ciemnością? Niczym takim. Była gotowa wskoczyć za nim do tego jeziora, chociaż przecież nie miała w zwyczaju postępować w ten sposób, ten jeden raz, podczas tego tygodnia, mogła jednak reagować inaczej, od razu rzucać się na głęboką wodę, wiedziała, że nie pozwoli jej utonąć. Była gotowa przyjąć to wszystko, co zamierzał jej pokazać, wyciągnąć z tego jak najwięcej i faktycznie nacieszyć się każdą, wspólnie spędzoną chwilą.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control