- Owieczki nie, ponieważ są ciężkostrawne ale... - zawahał się na moment aby przyjrzeć się Thii - Niewinne kobiety to jak najbardziej - zapewnił. Fakt, że potrafił ją rozbawić był już jakimś punktem zaczepnym i znakiem, że nie jest tak źle. Stanley miał wrażenie, że jego starsza koleżanka zaczyna rozumieć zasady tej gry, a co gorsza - a może wręcz co lepsze - sama zaczyna brać udział w tej zabawie. Prawdę mówiąc to nie spodziewał się, że jego zaczepka związana z książką doprowadzi do jakiejś większej dyskusji czy próby nakłaniania do złego. Borgin sądził, że Flint tak jak większość dziewczyn po prostu odpuści lub spojrzy na niego z politowaniem, a tak się właśnie nie stało.
Czy zrobiłby wszystko aby stracili punkty jako dom Salazara? Raczej nie, chociaż nie byłoby też tak, że nie zrobiłby nic. Po prostu uznał to za odpowiednie ostrzeżenie w kierunku Thii, ponieważ wiedział jak ciężko pracowała na te punkty przez całą swoją karierę edukacyjną w Hogwarcie. Jej osiągnięcia, wyniki i zaangażowanie należało właśnie rozpatrywać już w kwestii prawdziwej kariery, a nie zwykłego uczęszczania na zajęcia jak reszta uczniów.
- Być może ale ja wcale, a wcale nie żałuję - zapewnił - Z tą różnicą, że Castiel mógłby pójść ze mną w rękoczyny, a Ty co najwyżej możesz mnie zanudzić na śmierć opowiadając o tych całych roślinach - wyjaśnił, ponieważ obawiał się, że tak rzeczywiście może być - No chyba, że jesteś jakimś jadowitym kwiatem, który powoduje wysypkę na innych od samego dotyku... W takim wypadku to nie pożyję za długo i będziesz mogła uciec - dodał z parsknięciem śmiechu na tak niedorzeczną wersję wydarzeń. Bo jeżeli tak rzeczywiście było to z Borgina była strasznie naiwna pszczoła, która ciągnęła do jasnego kwiatu.
- Słodkie? Khhh... - powstrzymał się w ostatnim momencie od wybuchnięcia salwą śmiechu. Co takiego niby było w tym słodkiego? Ot, nie chciał aby jej reputacja grzecznej uczennicy została zszargana, ponieważ Stanleyowi było obojętne. Nie raz został już złapany i nie raz zostanie złapany do końca swojej edukacji - A co oni mają do gadki? - zapytał retorycznie - Ja ją odnalazłem to ja ją będę pokazywał temu komu chce. A jak im coś nie pasuje to mogą mi to powiedzieć albo znaleźć własną kryjówkę, mają drogę wolną. Nie trzymam ich - wzruszył ramionami. Jeżeli którykolwiek z tych romantyków-amatorów miał problem z tym, że przyprowadził tutaj Thię, mogli przyjść pogadać. Wyjaśnić, przejść do rękoczynów albo zamilknąć na wieki. W końcu starszych należy się słuchać, a Borgin był na najstarszym roku z całej swojej grupki - Zna bardzo wiele sekretów ale pamiętaj Thia. Ściany mają uszy, nie usta. Słuchają, nie mówią. Zupełnie jak Ty - stwierdził, posyłając jej jeden z najładniejszych uśmiechów na jakie był w stanie sobie pozwolić. Igranie z tak niewinnym kwiatem było jak najprawdziwsza nagroda.
Widząc jak Flint reaguje na papierosa nie spodziewał się niczego innego. Każdy reagował w ten sam sposób, więc nawet jej nie oceniał. On sam zrobił to samo przy pierwszej fajce, paczce, a nawet i teraz miewał momenty słabości przy odpalaniu nikotynowego przyjaciela - Chyba mi nieźle idzie skoro już Ci się oczy błyszczą na mój widok - zauważył, spoglądając na nią z ciekawością. Stanleyowi oczywiście chodziło o kwestię przeszklenia ich ze względu na brak doświadczenia Thii w paleniu papierosów ale interpretację zostawił już sobie, a wręcz dorobił część historii do niej - Właśnie tak. Podałem Ci papierosa z ars... - zamilkł, próbując sobie przypomnieć nazwę tej substancji. Gdyby tylko trochę uważał na zajęciach to teraz jego wersja wydarzeń mogłaby się trzymać kupy, a tak to nie wiedział jak się to nazywa - Hmm... - poklepał się po brodzie, co wcale mu nie pomogło. Liczył, że może Cynthia mu podpowie albo wyczuje to czym był wypełniony ten papieros. Oczywiście był to zwykły blef - Borgin sam by zapomniał, który z nich ma jakiś "dodatek" i prędzej czy później to on by go spalił.
- Jaki jest mój ulubiony kolor? - powtórzył, obracając głowę w jej stronę aby złapać końcówki kilku pasem jej włosów. Te były niczym jak najprawdziwszy aksamit. Nie pytał o zgodę, brał jakby to było jego - O taki. Złoty - przyznał. Flint nie sprecyzowała pytania, zostawiając mu tym samym całkiem spore pole do własnej interpretacji co sprawnie wykorzystał. Nie okłamał jej pomimo tego, że często mówił to co inni lubili albo chcieli usłyszeć. On był złotousty, a ona złotowłosa, więc wszystko się zgadzało. Dla osoby spoza jego najbliższej bandy mogło to zabrzmieć jakby próbował łechtać jej ego ale przecież mówił zgodnie z prawdą. Po chwili jednak puścił jej włosy, odwracając się ponownie w kierunku tafli wody, która była nad wyraz spokojna w tym momencie. Sprawnym ruchem wyrzucił niedopałek papierosa za siebie, gdzieś w głąb jaskini i zamilkł.
Siedział tak z minutę, może dwie, aż zabrał głos - Powiem Ci tak Thia - wyciągnął fajkę z paczki, a następnie złapał jej wierzchnią część dłoni, obracając ją wewnętrzną stroną do siebie gdzie położył pudełeczko, ściskając jej dłoń. Trzymał ją kilka sekund, a następnie odłożył na jej nogę - To dla Ciebie ale musisz być bardziej uważna na takich jak ja - stwierdził odpalając papierosa - Bo to, że ja Ci nie zrobię krzywdy to można się było domyślić ale nie każdy będzie tak dobry - zaciągnął się - Inni będą się starali wykorzystać Twoją niewinność, a może wręcz naiwność aby zrobić Ci krzywdę. Jesteś łakomym kąskiem na tej Hogwardzkiej scenie, a wiesz, że większość ma fiu bździu w główkach jeszcze - podrzucił swojego kasztana - Wierzę, że to... - złapał go, a następnie puknął palcem w jej głowę, którą oplatały te blond włosy - Pomoże Ci podejmować dobre decyzję i uchroni Cię od tego zła koniecznego - pokiwał głową na zgodę. Flint była mądra i rozważna, na pewno da sobie radę ale duma była niepokojąca. Właśnie dlatego postanowił ją ostrzec, a może wręcz zalecić pewną drogę.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972