Ruszyli w swoim kierunku, to był odruch. Norka była przerażona, nie miała pojęcia, co się dzieje. Docierało do niej coraz więcej, najwyraźniej miasto zaczęło płonąć i nie była to tylko jedna kamienica, a dużo większy obszar. Nie miała pojęcia, co właściwie powinni robić, jak się zachować, czy opuścić to miejsce? Nie do końca chciałaby pozostawić swój dobytek bez żadnej opieki, nie była w stanie tego zrobić, tylko czy mogła mieć pewność, że nic im tutaj nie groziło? No nie do końca. Z nieba sypał się popiół, ciemny dym zaczynał okrywać okolicę. Nie wiedziała, jak długo to potrwa, czy był to dopiero początek, czy niedługo miało się to skończyć? Skąd mogłaby wiedzieć. Morpheus wspominał coś o wizji podczas spotkania Zakonu Feniksa, nie spodziewała się jednak, że to wydarzy się tak szybko, że powinni byli się na to przygotować. Jak widać znowu nie dali rady przewidzieć wszystkiego.
- Nie. - Powiedziała cicho, praktycznie bezdźwięcznie. Nie mogli uciekać. Nie zamierzała uciekać, nie widziała takiej możliwości. Musiała zostać na miejscu, pomóc wszystkim tutaj obecnym, pilnować swojego dobytku. Jak mogłaby teraz stąd zniknąć? Po tym wszystkim, po tej całej pracy którą włożyła w cukiernię. Nawet przez moment nie pomyślała o tym, aby się stąd ewakuować. Nie chciała opuszczać Londynu, to był jej dom, może i płonął, jednak to niczego nie zmieniało.
Nie miała pojęcia dokąd poszedł Sam, ale nie obchodziło jej to teraz. Jeśli chciał, to mógł stąd uciec. Ona na pewno tego nie zrobi. Miała w sobie pokłady odwagi, które pokazywały się w najbardziej absurdalnych momentach, tak samo działo się z samozaparciem. Nikt nie wyciągnie jej stąd nawet siłą. Musiała tutaj zostać i to nie podlegało dyskusji. Najmniejszej.
Przytuliła Mabel mocno do siebie. Starała się nie okazywać, jak bardzo się boi. Musiała być silna, musiała sobie z tym poradzić. Miała doświadczenie w radzeniu sobie z trudnymi sytuacjami, to nie był pierwszy raz, kiedy spotkało ją coś nieprzewidywalnego. Wiedziała, że sobie poradzi, że sobie poradzą, że to nie był koniec świata, chociaż może widok za oknem sugerował coś innego. Nic im się nie stanie. Zamierzała się trzymać dokładnie tej myśli. Ktoś musiał być silny, ktoś musiał być ostoją, najwyraźniej padło na nią. Nie mogła panikować. Odetchnęła głęboko, nabrała powietrza w płuca. Starała się, aby jej głos brzmiał pewnie. - Tak, kilka kamienic płonie, ale nasza jest bezpieczna. - Mówiła to takim tonem, jakby naprawdę w to wierzyła. Zresztą przecież zadbała o odpowiednie zabezpieczenie tego miejsca. Ogień nie powinien ich pochłonąć, nie tym razem, chyba, że był magiczny, nie mógł być magiczny, odsunęła od siebie te myśli. Wszystko będzie dobrze, tak, to powinna być ich dewiza.
- Wszystko będzie dobrze, na pewno. - Nie przestawała przytulać Mabel. Jako, że trzymała również na rękach Lady był to dość delikatny uścisk.
- Uważaj na siebie. - Rzuciła jeszcze do Karla, chociaż nie była jego największą fanką. Dobrze by było, żeby faktycznie wszyscy znaleźli się w jednym miejscu, wtedy będzie łatwiej ich wszystkich policzyć i mieć pewność, że nikomu nie stała się krzywda. Nie miała pojęcia, gdzie był Thomas, Erik, Brenna, miała nadzieję, że wszyscy jej najbliżsi byli cali i zdrowi, cóż, to nie będzie spokojna noc i na pewno wiele pracy ją czekało. Nie mogła być bierna, powinna się szykować na najgorsze. Zacząć szykować cukiernię na przyjęcie potrzebujących ludzi. Tak, musiała działać.