05.05.2025, 22:23 ✶
- Brakuje wam w tym wszystkim nieco stylu. Kiedyś nawet zdarzyło mi się być świadkiem egzekucji i czułem się jak na zajęciach w Durmstrangu. - Najwyraźniej Szwed nie miał skrupułów i potrafił popleczników Czarnego Pana skrytykować. Nie wchodził jednak w kompetencje niego samego - właściwie to jedynie jego imię zdawało się przerażać innych na wskroś. - Myślisz, że robię to z poczucia wyższości? - Zaśmiał się, zupełnie jakby był to dowcip. - Robię to, żeby cokolwiek poczuć. - Sam nie żartował. Lata bycia muzykiem na salonach miał już za sobą i... co? Wieczne przyjęcia, spotykanie ludzi z różnych warstw społecznych. Alkohol, trucizny odurzające, piękne kobiety, zabawy, o których nie wypadało mówić żonie. W tym wszystkim nie było już nic, co jakkolwiek na niego oddziaływało. Niszczenie miasta z polecenia rebeliantów również nie napełniało go tym, czego pragnął, ale przynajmniej czuł cokolwiek. Kilka dni temu ukrzyżował faceta, przez którego trafił na listy gończe i chociaż nieszczególnie wstrząsnął nim widok krwi ściekającej po ścianie gęstym strumieniem, to w jakiś sposób urzekła go reakcja nieoczekiwanej widowni. Może tak powinien mordować - z szeregiem oczu wpatrzonych w dzieło, jakiego dokonywał? Zdecydowanie dodałoby to Śmierciożercom negatywnej reputacji, ale Umbriel miał wrażenie, że niekoniecznie tego oczekuje od niego Louvain. Z jakiegoś powodu mężczyzna kojarzył mu się raczej z precyzją i rozwagą, zapewne dlatego, że za mało do tej pory rozmawiali. - Ale wiesz co? Wydaje mi się, że tam na końcu ścieżki nie czuje się już nic. To każe mi się zastanawiać, jak przerażająca musi być muzyka, która odbiera możliwość czucia czegokolwiek. - Zarzucił tymi słowami w sposób, który sugerował branie udziału w miłej, luźnej pogawędce dwójki mężczyzn, którzy spotkali się tu zupełnym przypadkiem i zabijali czas. Miało się przy Umbrielu wrażenie, że popisuje się okrucieństwem, ale zważywszy na jego dokonania, bezpiecznym było również założenie, że mężczyzna zwyczajnie stracił wyczucie, lub w towarzystwie kogoś równego sobie tracił hamulce, a tym samym i pozory bycia kimś ułożonym.
Podobno wszyscy muzycy z jego otoczenia tacy byli. Grali w orkiestrze, a później wciągali kreski, żeby zapomnieć o kolejnej samotnej nocy w środku Londynu. Degenhardt samotny niby nie był, ożenił się i to całkiem młodo, ale gdyby jego małżeństwo było idealne, zapewne nie stałby się stuknięty.
- Przepalenie kamienia. - Gówno się znał na przyrodzie, chemii i zasadach rządzących otaczających ich światem, ale istnienie takiej substancji poddał głębokiej wątpliwości. - Cholera, pójdziemy po prostu do tego zagrzybiałego alchemika, na pewno ma coś, czym da się wysadzić tak duży głaz.
I tam też Louvaina poprowadził.
Podobno wszyscy muzycy z jego otoczenia tacy byli. Grali w orkiestrze, a później wciągali kreski, żeby zapomnieć o kolejnej samotnej nocy w środku Londynu. Degenhardt samotny niby nie był, ożenił się i to całkiem młodo, ale gdyby jego małżeństwo było idealne, zapewne nie stałby się stuknięty.
- Przepalenie kamienia. - Gówno się znał na przyrodzie, chemii i zasadach rządzących otaczających ich światem, ale istnienie takiej substancji poddał głębokiej wątpliwości. - Cholera, pójdziemy po prostu do tego zagrzybiałego alchemika, na pewno ma coś, czym da się wysadzić tak duży głaz.
I tam też Louvaina poprowadził.
they should be
t e r r i f i e d
of me
t e r r i f i e d
of me