05.05.2025, 22:25 ✶
Agresja. Dora mimowolnie nastroszyła się jakoś wewnętrznie, słysząc jakie słowa próbuje jej wbić do głowy. Wiedziała, że za grosz było w niej tego, o co właśnie ją posądzał. To w nim tkwiła agresja, nie w niej, ale jednocześnie nie potrzeba było wiele, by te insynuacje wślizgnęły się do jej głowy i tam zadomowiły.
Różdżka zadrżała ledwo zauważalnie, kiedy dziewczyna zaczęła się zastanawiać czy nie powinna jej opuścić. Jeszcze bardziej, jeszcze niżej, bo może faktycznie uniesiona ręka zanadto sugerowała o jakie okropności go posądzała, a przecież jeszcze nic jej nie zrobił. Tylko mówił. Ale słowami też można było atakować - przecież nie tak dawno sama tłumaczyła to Thomasowi, z całą swoją naiwną fascynacją, bo było to coś co wyczytała w jakichś zakurzonych tomikach.
Ale mimo tego zawahania, różdżka nie opadła zbyt nisko, wciąż zachowując jako taką gotowość. Inna kwestia, że Dora wcale nie chciała być gotowa. Chciała móc się odwrócić i uciec. Pobiec do swoich zmartwień, szukać reszty Zakonników i pomóc im w tych trudnych chwilach. Chciała być dosłownie gdziekolwiek indziej niż na tej ulicy, oko w oko ze śmierciożercą.
Może byłoby prościej, gdyby była w tym momencie zła, zamiast trwożnie zastanawiać się, co powinna w tym momencie zrobić. Nie było w niej czegoś, co pchałoby ją do szybkiego pozbycia się problemu, czy jakiegoś agresywnego zagrania, które zaskoczyłoby przeciwnika i dało jej parę cennych chwil.
- Proszę... - rzuciła jeszcze, jakimś łamiącym się głosem, bo wiedziała że nie było już odwrotu, ale jakaś jej część miała jeszcze nadzieję. Podobno ta zawsze umierała ostatnia, cóż.
Zareagowała, kiedy machnął różdżką, próbując zrobić dokładnie to samo - rozbroić go. Chciała wyczarować niewielką bańkę ciśnienia w jego dłoni, która wyrwałaby mu broń z ręki.
kształtowanie 3k na bańkę ciśnienia, żeby rozbroić przeciwnika
Różdżka zadrżała ledwo zauważalnie, kiedy dziewczyna zaczęła się zastanawiać czy nie powinna jej opuścić. Jeszcze bardziej, jeszcze niżej, bo może faktycznie uniesiona ręka zanadto sugerowała o jakie okropności go posądzała, a przecież jeszcze nic jej nie zrobił. Tylko mówił. Ale słowami też można było atakować - przecież nie tak dawno sama tłumaczyła to Thomasowi, z całą swoją naiwną fascynacją, bo było to coś co wyczytała w jakichś zakurzonych tomikach.
Ale mimo tego zawahania, różdżka nie opadła zbyt nisko, wciąż zachowując jako taką gotowość. Inna kwestia, że Dora wcale nie chciała być gotowa. Chciała móc się odwrócić i uciec. Pobiec do swoich zmartwień, szukać reszty Zakonników i pomóc im w tych trudnych chwilach. Chciała być dosłownie gdziekolwiek indziej niż na tej ulicy, oko w oko ze śmierciożercą.
Może byłoby prościej, gdyby była w tym momencie zła, zamiast trwożnie zastanawiać się, co powinna w tym momencie zrobić. Nie było w niej czegoś, co pchałoby ją do szybkiego pozbycia się problemu, czy jakiegoś agresywnego zagrania, które zaskoczyłoby przeciwnika i dało jej parę cennych chwil.
- Proszę... - rzuciła jeszcze, jakimś łamiącym się głosem, bo wiedziała że nie było już odwrotu, ale jakaś jej część miała jeszcze nadzieję. Podobno ta zawsze umierała ostatnia, cóż.
Zareagowała, kiedy machnął różdżką, próbując zrobić dokładnie to samo - rozbroić go. Chciała wyczarować niewielką bańkę ciśnienia w jego dłoni, która wyrwałaby mu broń z ręki.
kształtowanie 3k na bańkę ciśnienia, żeby rozbroić przeciwnika
Rzut Z 1d100 - 78
Sukces!
Sukces!
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.