05.02.2023, 23:17 ✶
Wzniósł oczy do sufitu i westchnął choć było to celowe, a nie głos ciała.
- No wybacz, nie mam w zwyczaju rozpowiadać wszem i wobec, że jestem wynaturzeniem. Śmiem przypuszczać, że utrudni to najprostszą rozmowę. - znów się przespacerował, wchodząc na dywan i zaraz to z niego schodząc gdy to zerknął za okno. Wciąż panowała noc, okolica była względnie cicha, spokojna. Ludzie odpoczywali, sąsiedzi też, nawet mieszkający naprzeciwko pies, który w ciągu dnia ujadał jak obłąkany.
- Nie krzyczę na ciebie, jestem po prostu zdenerwowany.- sprostował bo nie podniósł na nią głosu a jedynie mówił dobitnie to, co czuł bez względu na to czy ją to obchodziło czy nie. Sam sobie wybaczał kiedy o tym mówił. Fakt, że próbował jej to zrekompensować mówił sam za siebie - nie był zły. Nie zostawił ją na śmierć, przejął się swoim czynem.
- Jakkolwiek to zabrzmi to nie mogę ci uwierzyć, nawet gdybym chciał. Możesz doprowadzić do mojej egzekucji a prawie w ogóle cię nie znam. - popatrzył na nią ze zdziwieniem, że w ogóle wzięła pod uwagę przemilczenie tej krzywdy, którą jej wyrządził. Niestety ale nie mógł jej uwierzyć, była to wiedza zbyt niebezpieczna dla jego istnienia. Nie mógł podjąć się takiego ryzyka.
- Nie, Avelina. Nie możesz mi ufać. Fakt, nic ci już nie zrobię, prędzej wybiję sobie zęby. Ale jestem noga z uzdrawiania więc mogę tylko stać i patrzeć jak się męczysz. - i tak zanim poczuje się dobrze to minie zapewne doba bo jednak wypił sporo jej krwi. Na szczęście Alice będzie wiedziała co przynieść aby pomóc. Zdał sobie sprawę, że wysłał wiadomość telepatyczną w środku nocy. Z jednej strony to dobrze - większe szanse, że ją odbierze bo gdyby była skupiona na pracy to mogłaby mieć problem aby wyczuć taką myśl płynącą z daleka. Usiadł na podłodze obok kanapy kiedy tak się poderwała do siadu. Podał jej szklankę z wodą, korzystając z tego, że już siedzi. Nie fukał na nią, że musi odpoczywać. Była od niego starsza, sama o tym wiedziała.
- Nie mam innego wyjścia. Dobrze o tym wiesz. Nie podoba mi się ten pomysł, wolałbym inny scenariusz ale nie ma tu cudownego rozwiązania.- przyznał ze smutkiem czającym się w głosie. Naprawdę nie chciał nikogo prosić o grzebanie jej w pamięci. Nie posunąłby się do tego gdyby nie chodziło o jego istnienie. Brenna dobitnie dała mu do zrozumienia jak nazywa się picie krwi wbrew czyjejś woli.
Oparł łokieć o brzeg kanapy, a policzek o wewnętrzną stronę dłoni. Trochę się uspokoił skoro nie krzyczała na jego widok.
- Wiem, że to bez sensu. Naprawdę nie chciałem cię skrzywdzić. - patrzył na jej buzię gdy z powrotem się położyła, już z nowym okładem na czole. Wydawała się lepiej wyglądać. Pozwolił jej milczeć te kilkanaście minut, nie przeszkadzał nawet jednym słowem. Ot, nalał świeżej wody do szklanki i przywołał do siebie czekoladę, o której sobie przypomniał. Od razu ją rozpakował a w salonie rozniósł się zapach czekolady.
- Truskawkowa. Zjedz, pomoże ci. - wyciągnął do niej rozpakowaną już, intensywnie pachnącą marki bardzo mugolskiej. Zjadłby ją w kilka gryzów gdyby był człowiekiem. Nie spodziewał się za to tego pytania o pocałunek. Nie zrobiło mu się ani głupio ani wstyd, co mogła zobaczyć w jego oczach. Nie żałował tego pocałunku ani trochę.
- Z paru powodów. Między innymi, żeby ciebie uspokoić, odwrócić swoją uwagę od pragnienia, żebyś nie trzęsła się tak z zimna, z przyjemności… no trudno wybrać jeden powód. - akurat o tym umiał mówić bez cienia zakłopotania, mimo że był młody. Jego ciało straciło zdolność rumienienia się co było chyba jedyną zaletą tego całego wampiryzm... póki co.
- Nie martw się, nie będę cię więcej w ten sposób nagabywać. A teraz weź czekolady póki nie przyjdzie Alice z eliksirem wzmacniającym i jedzeniem.- i zaraz to trzymał w ręku kolejną porcję wody. Skoro nie wzdrygała się, że siedział obok kanapy na której leżała to posiedzi chociaż chwilę, zanim energia znów go nie rozniesie po mieszkaniu.
- No wybacz, nie mam w zwyczaju rozpowiadać wszem i wobec, że jestem wynaturzeniem. Śmiem przypuszczać, że utrudni to najprostszą rozmowę. - znów się przespacerował, wchodząc na dywan i zaraz to z niego schodząc gdy to zerknął za okno. Wciąż panowała noc, okolica była względnie cicha, spokojna. Ludzie odpoczywali, sąsiedzi też, nawet mieszkający naprzeciwko pies, który w ciągu dnia ujadał jak obłąkany.
- Nie krzyczę na ciebie, jestem po prostu zdenerwowany.- sprostował bo nie podniósł na nią głosu a jedynie mówił dobitnie to, co czuł bez względu na to czy ją to obchodziło czy nie. Sam sobie wybaczał kiedy o tym mówił. Fakt, że próbował jej to zrekompensować mówił sam za siebie - nie był zły. Nie zostawił ją na śmierć, przejął się swoim czynem.
- Jakkolwiek to zabrzmi to nie mogę ci uwierzyć, nawet gdybym chciał. Możesz doprowadzić do mojej egzekucji a prawie w ogóle cię nie znam. - popatrzył na nią ze zdziwieniem, że w ogóle wzięła pod uwagę przemilczenie tej krzywdy, którą jej wyrządził. Niestety ale nie mógł jej uwierzyć, była to wiedza zbyt niebezpieczna dla jego istnienia. Nie mógł podjąć się takiego ryzyka.
- Nie, Avelina. Nie możesz mi ufać. Fakt, nic ci już nie zrobię, prędzej wybiję sobie zęby. Ale jestem noga z uzdrawiania więc mogę tylko stać i patrzeć jak się męczysz. - i tak zanim poczuje się dobrze to minie zapewne doba bo jednak wypił sporo jej krwi. Na szczęście Alice będzie wiedziała co przynieść aby pomóc. Zdał sobie sprawę, że wysłał wiadomość telepatyczną w środku nocy. Z jednej strony to dobrze - większe szanse, że ją odbierze bo gdyby była skupiona na pracy to mogłaby mieć problem aby wyczuć taką myśl płynącą z daleka. Usiadł na podłodze obok kanapy kiedy tak się poderwała do siadu. Podał jej szklankę z wodą, korzystając z tego, że już siedzi. Nie fukał na nią, że musi odpoczywać. Była od niego starsza, sama o tym wiedziała.
- Nie mam innego wyjścia. Dobrze o tym wiesz. Nie podoba mi się ten pomysł, wolałbym inny scenariusz ale nie ma tu cudownego rozwiązania.- przyznał ze smutkiem czającym się w głosie. Naprawdę nie chciał nikogo prosić o grzebanie jej w pamięci. Nie posunąłby się do tego gdyby nie chodziło o jego istnienie. Brenna dobitnie dała mu do zrozumienia jak nazywa się picie krwi wbrew czyjejś woli.
Oparł łokieć o brzeg kanapy, a policzek o wewnętrzną stronę dłoni. Trochę się uspokoił skoro nie krzyczała na jego widok.
- Wiem, że to bez sensu. Naprawdę nie chciałem cię skrzywdzić. - patrzył na jej buzię gdy z powrotem się położyła, już z nowym okładem na czole. Wydawała się lepiej wyglądać. Pozwolił jej milczeć te kilkanaście minut, nie przeszkadzał nawet jednym słowem. Ot, nalał świeżej wody do szklanki i przywołał do siebie czekoladę, o której sobie przypomniał. Od razu ją rozpakował a w salonie rozniósł się zapach czekolady.
- Truskawkowa. Zjedz, pomoże ci. - wyciągnął do niej rozpakowaną już, intensywnie pachnącą marki bardzo mugolskiej. Zjadłby ją w kilka gryzów gdyby był człowiekiem. Nie spodziewał się za to tego pytania o pocałunek. Nie zrobiło mu się ani głupio ani wstyd, co mogła zobaczyć w jego oczach. Nie żałował tego pocałunku ani trochę.
- Z paru powodów. Między innymi, żeby ciebie uspokoić, odwrócić swoją uwagę od pragnienia, żebyś nie trzęsła się tak z zimna, z przyjemności… no trudno wybrać jeden powód. - akurat o tym umiał mówić bez cienia zakłopotania, mimo że był młody. Jego ciało straciło zdolność rumienienia się co było chyba jedyną zaletą tego całego wampiryzm... póki co.
- Nie martw się, nie będę cię więcej w ten sposób nagabywać. A teraz weź czekolady póki nie przyjdzie Alice z eliksirem wzmacniającym i jedzeniem.- i zaraz to trzymał w ręku kolejną porcję wody. Skoro nie wzdrygała się, że siedział obok kanapy na której leżała to posiedzi chociaż chwilę, zanim energia znów go nie rozniesie po mieszkaniu.