06.05.2025, 20:51 ✶
Być może to szok z powodu tego, że jego własne zaklęcie nie wyszło, a może to dlatego, że trzask który wydała z siebie noga kobiety w uszach Jonathan stał się sto razy bardziej intensywny, niż był naprawdę, ale Selwyn zatrzymał się na chwilę, skupiając całe swoje spojrzenie na kobiecie.
Zaklęcie nie wyszło. Nie udało mu się. Owszem czarownica żyła, ale jej noga... Widział jak kobieta łapie się za nią, jak zwijała się z bólu, a na osmolonych policzkach pojawiają się łzy. Mógł tego uniknąć. Mógł oszczędzić jej bólu i dalszych problemów, gdyby tylko...
W tym samym czasie, gdy jego własny, prywatny kompleks bohatera wykrzykiwał w niebo rozpaczliwe okrzyki, Brenna postanowiła zrobić to, co i on by pewnie od razu zrobił, gdyby nie ta chwila zatrzymania się.
Oczywiście nie było szansy, aby Selwyn teraz grzecznie zająłby się poszkodowaną, a już zwłaszcza wtedy, gdy czarownica, kiedy nieco się do niej zbliżył, wyjęczała w końcu przez zaciśnięte zęby, że nikogo innego nie było w pomieszczeniu. To znaczy, gdyby powiedziała, że ktoś był też oczywiście wleciałby do środka. Tak samo gdyby nic nie powiedziała. Prawdę mówiąc, nie ważne czego nie powiedziałaby ranna kobieta, chyba nie było sytuacji, w której Selwyn nie skończyłby wbiegając do budynku.
Jonathan szybko rzucił się za Brenną, tak aby wyciągnąć czarownice z płomieni. No i też ugasić płomienie.
– Brenno podobno nikogo nie ma – rzucił głośno, gdy znalazł się przy Longbottom. Płomienie na razie nie dosięgły parteru, ale dym ponownie bezlitośnie zaczął otaczać ich dwójkę. – Zajmę się płomieniami. Dasz radę wyważyć drzwi? Lepiej się upewnić. – Niż potem żałować. Kobieta mogła przecież się pomylić. Nie usłyszeć, że ktoś wrócił.
Jonathan ponownie postanowił zrobić użytek że swojej różdżki. Tym razem, aby ugasić wodą płomienie, tak aby chociaż chwilowo spacyfikować pożar.
Rzucam na kształtowanie III, czaruję wodę aby ugasić płomienie.
Zawada: Kompleks Bohatera. Wbiegam do środka, aby ratować Brennę i potencjalnych ludzi.
Zaklęcie nie wyszło. Nie udało mu się. Owszem czarownica żyła, ale jej noga... Widział jak kobieta łapie się za nią, jak zwijała się z bólu, a na osmolonych policzkach pojawiają się łzy. Mógł tego uniknąć. Mógł oszczędzić jej bólu i dalszych problemów, gdyby tylko...
W tym samym czasie, gdy jego własny, prywatny kompleks bohatera wykrzykiwał w niebo rozpaczliwe okrzyki, Brenna postanowiła zrobić to, co i on by pewnie od razu zrobił, gdyby nie ta chwila zatrzymania się.
Oczywiście nie było szansy, aby Selwyn teraz grzecznie zająłby się poszkodowaną, a już zwłaszcza wtedy, gdy czarownica, kiedy nieco się do niej zbliżył, wyjęczała w końcu przez zaciśnięte zęby, że nikogo innego nie było w pomieszczeniu. To znaczy, gdyby powiedziała, że ktoś był też oczywiście wleciałby do środka. Tak samo gdyby nic nie powiedziała. Prawdę mówiąc, nie ważne czego nie powiedziałaby ranna kobieta, chyba nie było sytuacji, w której Selwyn nie skończyłby wbiegając do budynku.
Jonathan szybko rzucił się za Brenną, tak aby wyciągnąć czarownice z płomieni. No i też ugasić płomienie.
– Brenno podobno nikogo nie ma – rzucił głośno, gdy znalazł się przy Longbottom. Płomienie na razie nie dosięgły parteru, ale dym ponownie bezlitośnie zaczął otaczać ich dwójkę. – Zajmę się płomieniami. Dasz radę wyważyć drzwi? Lepiej się upewnić. – Niż potem żałować. Kobieta mogła przecież się pomylić. Nie usłyszeć, że ktoś wrócił.
Jonathan ponownie postanowił zrobić użytek że swojej różdżki. Tym razem, aby ugasić wodą płomienie, tak aby chociaż chwilowo spacyfikować pożar.
Rzucam na kształtowanie III, czaruję wodę aby ugasić płomienie.
Rzut Z 1d100 - 37
Slaby sukces...
Slaby sukces...
Zawada: Kompleks Bohatera. Wbiegam do środka, aby ratować Brennę i potencjalnych ludzi.