• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue

[10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#15
07.05.2025, 01:27  ✶  

To w pewnym momencie stawało się po prostu nawykiem. Gdy ktoś był tłem musiał znajdować sobie jakiś sposób na to, aby móc chociaż przez moment pozwolić innym o sobie przypomnieć. Bletchley wybrała jako tę metodę nabywanie wiedzy. Mało kto był taką chodzącą encyklopedią, zazwyczaj zwracano na nią uwagę, gdy brakowało odpowiedzi. Wtedy mogła się na coś przydać, wtedy - wyjątkowo oczy zwracały się w jej kierunku. Inaczej raczej zapominano o jej istnieniu. Przywykła do tego, z czasem bardzo chętnie zaczęła odnajdywać się w cieniu, zrozumiała, że to było jej miejsce. Nie musiała błyszczeć, nie musiała być jedną z osób, które wymagają się uwagi, ciemność wcale nie była taka zła. Pozwalała na więcej. Skutecznie chroniła ją przed całym złem tego świata. W końcu dzięki temu nikt nie zwracał na nią uwagi, nie interesował się nią jakoś szczególnie, co na dłuższą metę, w jej przypadku nie było takie najgorsze.

Nigdy nie zakładała, że może być gdzieś mile widziana. Tak naprawdę to raczej zdawała sobie z tego sprawę, że trudno byłoby dostrzec różnicę w jej obecności, czy nieobecności, bo zwyczajowo jednak głównie milczała i obserwowała. Mówiła, gdy faktycznie uważała to za słuszne, lub kiedy oczekiwano od niej tego, że się odezwie. Nie była osobą która chętnie dzieliła się swoimi osądami, wolała to zachować dla siebie.

Nie użalała się nad sobą, to nie do końca o to jej chodziło, bardziej po prostu nazywała rzeczy po imieniu, przynajmniej w jej wizji świata nikt nie zdecydowałby się na to, żeby zaprosić ją do siebie po coś więcej niż korzystanie z jej wiedzy. Jasne, wiedziała, że to niosło ze sobą coś więcej, musiała wzbudzać jakieś zaufanie, musiała w pewien sposób wpasować się w tę grupę ludzi, skoro postanowili ją tutaj zabrać ze sobą. Nigdy jednak to nie byli jej najbliżsi, raczej była po prostu siostrą Eliasa, która mogła się na coś przydać, a że miewała problemy z asertywnością, nie była w stanie odmówić pomocy, to nie wahała się nawet chwilę. Była tutaj - bo jej potrzebowali. Tyle, nie było w tym żadnej większej filozofii, nie zapominała o tym, że i do niej została wyciągnięta ręka, kiedy znajdowała się w swoim największym dołku, kiedy przestała radzić sobie z rzeczywistością, kiedy zawód który miał dawać jej radość stał się jej największą mantrą. To wszystko składało się w całość.

- To odruch. Pojawiają się momenty, kiedy po prostu wiesz, że to jest właściwe miejsce, że musisz się tam pojawić. Nie dopisywałabym temu jakiegoś głębszego znaczenia. Bywam, bywam tam, gdzie jestem potrzebna. - Pojawiała się i znikała. Nie pozostawiała po sobie nawet drobnego śladu. Wiedziała, że jej zainteresowania i wiedza są przydatne, nie należały bowiem do zbyt częstych, co powodowało, że jej obecność mogła wydawać się atrakcyjna, mogła mieć sens. Była całkiem życzliwa, chętnie służyła radą. Nie zawsze aż tak się izolowała. Szczególnie, że znajdowało się tutaj kilka osób, za którymi zaczęła przepadać. Mimo wszystko też była człowiekiem, a ludzie raczej nie mieli w zwyczaju żyć w całkowitym odosobnieniu, tylko, że w jej przypadku nie były to jakieś bardzo intensywne więzi, chyba nie do końca potrafiła je stworzyć. Wylewność też nie przychodziła jej łatwo. Nie zmieniało to jednak faktu, że zawsze była skłonna nagiąć swoje zasady, pojawić się, kiedy wymagała tego potrzeba, a nawet rzucić wszystkie swoje pilne sprawy. Nie uważała, aby było to coś wielkiego, wręcz przeciwnie, chyba każdy by tak postąpił? Prawda?

- To nic wielkiego. - Przynajmniej tak się jej wydawało. Może kiedy on o tym mówił dawało jej to nieco do myślenia, może faktycznie nie była tu niemile widziana, może w pewnym momencie swojego życia stała się jakąś częścią tej gromady, jednak nigdy nie przekraczała pewnych granic, które też sama sobie wyznaczyła. Lubiła ten dystans, zachowawczość, to było dla niej naturalne, chociaż dzisiaj sporo się zmieniło. Zaczęła się spoufalać z jednym z nich, tak, że sama chyba nigdy nie założyłaby, że coś podobnego mogło się wydarzyć. Do tego trafiło na osobę, o której raczej nigdy nie pomyślałaby w podobnych kategoriach, życie jednak lubiło zaskakiwać, nawet takie nudne, jak to jej. Właściwie ostatnio stawało się coraz bardziej interesujące. Widocznie musiała przeżyć te ponad trzydzieści lat stagnacji, aby w końcu coś mogło ją zaskoczyć. Lepiej późno, niż wcale.

Rozmowa toczyła się wyjątkowo lekko. Nie była wymuszona, jakby było to dla nich zupełnie naturalne, jakby wcale nie zmienili swojego podejścia do siebie o sto osiemdziesiąt stopni. Nie zakładałby, że coś takiego może się jej przytrafić, na pewno sporo zależało od rozmówcy, od jej nastawienia do niego, a przede wszystkim ono się zmieniło. Zauważyła, że jest kimś innym, a nie tym za kogo go uważała. Wcale nie potrzebowała do tego wiele czasu. Okropnie szybko jej to przyszło, i czuła, że było to związane z czymś więcej, bo wyczuwała też to przyciąganie między nimi, dużo bardziej fizyczne, napięcie wiszące w powietrzu od jakiegoś czasu, ale nie kierowali się tylko i wyłącznie nim. Próbowali się poznać, czegoś się o sobie dowiedzieć, zrozumieć swoje postępowanie. To wcale nie było takie oczywiste w przypadku podobnych emocji, oni jakoś sobie to wszystko układali, lawirowali między tymi bodźcami, i nie wydawało jej się to nawet jakoś specjalnie skomplikowanym zabiegiem. Rozumieli się nawzajem, to czego potrzebują, czego oczekują, mimo, że nigdy o tym nie rozmawiali, przychodziło im to zadziwiająco lekko. Czasem chyba trafiały się takie momenty w czasie i przestrzeni, gdy dwoje prawie nieznajomych mogło być dla siebie tym, czego po prostu potrzebowali, to zdecydowanie był jeden z takich momentów.

Nomenklatura nie była szczególnie istotna. Nie musieli nazywać tej dziwnej relacji, która się między nimi wytworzyła. To nie było jakoś szczególnie. Grunt, że rozumieli się bez słów, że brnęli razem pośród tych kamieni, korzeni i sam Merlin wie czego jeszcze, co wcale nie było dla niej takie typowe. Wiedziała, że bez tego ramienia, które jej zaproponował zapewne wywaliłaby się na twarz kilka razy, ale nie pozwolił na to, nie komentował też jakoś szczególnie tych jej uroczych bucików - a mógł. Ogólnie dość łatwo przyszło im dostosowanie się do siebie, naturalnie, jakby to była najprostsza rzecz z możliwych. Może tak właśnie miało być, może nie zauważała tego wcześniej przez swoje klapki na oczach, nie była teraz w stanie do końca tego stwierdzić. Wiedziała jednak, że teraz czuła się właściwie, mimo tego, że postępowała wbrew temu do czego przywykła, mimo tego, że to leżało bardzo daleko od jej strefy komfortu, przy nim czuła się po prostu dobrze. Dużo lepiej niż przy wszystkich innych, to ją nieco przerażało, bo nigdy by się tego nie spodziewała, ale poniekąd też cieszyło, bo dobrze było zrzucić z siebie ten cały ciężar, tę zbroję, w końcu sięgnąć po prawdę, nieco się odsłonić. To naprawdę było bardzo przyjemnym uczuciem.

Prue chyba nie zwalałaby to na alkohol, nie teraz, nie po tym jak się to zaczęło. Tamtego wieczora była zupełnie trzeźwa, a i tak chciała to zrobić, przekroczyła wtedy granice dla niej nieprzekraczalne. Sięgnęła po coś, po co nie mogła sięgnąć. Pocałowała zupełnie obcego mężczyznę, bo czuła, że powinna to zrobić. Nawet jeśli podskórnie wiedziała, że on nie może być obcy, że wiążę ich jakaś przeszłość, że skądś się znali. Nie przeszkadzało jej to jednak, nie obawiała się konsekwencji, niby zakładała, że się nie pojawią, ale czy mogła być tego pewna? Niby jak. Skoro towarzyszyła jej ta dziwna świadomość, to uczucie, że to nie było ich pierwszym spotkaniem, miało być ostatnim - to też się nie spełniło. Mimo wszystko czuła, że nie robi nic złego wchodząc w to coś, co się między nimi wytworzyło. Nie chciała zadawać niepotrzebnych pytań, w żaden sposób tego systematyzować, po prostu przyjęła tę aktualną wersję rzeczywistości, w której znajdowali się obok siebie, rozmawiając o wszystkim i o niczym, i przyszło jej to nad wyraz lekko, jakby było to najnormalniejszą rzeczą ze wszystkich możliwych.

Nie było potrzeby aby naciskać, wyciągać z siebie informację siłą, mogli się dzielić ze sobą tym, na co mieli ochotę i w sumie czuła, że tak się dzieje. Nie pozostawali sobie obcy, powoli uczyli się o sobie coraz więcej, ale nie podsuwali sobie na tacy całej prawdy, wszystkich informacji. To mogło być zbyt wiele, jak na taką krótką znajomość. Nie mogli przewidzieć, co przyniesie czas, kiedy postanowią opuścić to miejsce, nie mieli pewności ile właściwie było im dane, ale czy to coś zmieniało? No nie do końca, ciągle to oni decydowali o tym, jak bardzo się odsłonią, czym postanowią się podzielić. W sumie dzięki tej niewiedzy mogli pozwolić sobie na więcej, bo mieli też świadomość, że nie będą stałymi elementami w swoich życiach, a to też nieco ułatwiało rozmowy o wszystkim. Nie musieli czuć się oceniani, bo to miał być tylko moment, nie potrzebowało to głębszej analizy, przewidywania kolejnych zachowań, po prostu przy sobie byli - wtedy kiedy tego najbardziej potrzebowali, w tej formie, która też wydawała się być odpowiednia na ten moment. Nie musieli być przyjaciółmi, chociaż czy to, co właśnie robili różniło się tak bardzo od przyjaźni? Otwierali się przed sobą, ale towarzyszyło temu jeszcze to wiszące w powietrzu widmo niedokończonych spraw, pożądania, które musiało w końcu znaleźć swoje ujście.

Może w garażu dość szybko zaczęli przekraczać kolejne granice bliskości fizycznej, tak teraz zupełnie od tego odbiegali. Skupili się na innych aspektach tej znajomości, widocznie łączyło ich nieco więcej niż tylko ta najbardziej prosta, odzwierzęca forma bliskości. Nie chodziło im wyłącznie o cielesność, dostrzegli to, że mogą ze sobą rozmawiać (rychło w czas), to tworzyło coś zupełnie nowego, co nie do końca umiała nazwać, pewna była jednak tylko i wyłącznie tego, że to właśnie z nim chciała teraz spędzać czas. Może to było głupie i zupełnie spontaniczne, ale nie chciała tego negować, nie widziała w tym takiej potrzeby, nie kiedy wydawało jej się, że to jest najbardziej odpowiednia wersja wszystkich wydarzeń.

Dość trudno jej było zrozumieć z czego wynikało takie zachowanie. Nie była może duszą towarzystwa, nie odnajdywała się jakoś wybitnie w społeczeństwie, ale też nie należała do osób, które życzyłyby innym źle. Pozostawała na uboczu - to prawda, ale brakowało jej tej zawiści, dążenia do swoich celów po trupach, narzucania innym swojego zdania.  Może właśnie przez to zadała to pytanie. Chciała zobaczyć, jak on to widział. Czy te osoby zaślepione swoją wizją świata naprawdę sądziły, że robią dobrze? Czy można było tak bardzo ignorować reakcje wszystkich dookoła? Nie wydawało jej się, nie sądziła, że tak było. Musiały mieć chociaż drobną świadomość tego, jak inni na nich reagowali. To nie mogło pozostawać niewidoczne. Czy czerpali satysfakcję z tego, że tamci tańczyli tak jak oni im zagrali? Do czego miało ich to sprowadzać, przecież w ten sposób nie było szansy na to, aby oni traktowali ich z szacunkiem, co innego mogli na tym ugrać, strach, podporządkowanie? Tylko po co? Istniały pewne mechanizmy zachowania, których Prue nie rozumiała i to był jeden z nich, może przez to, że też nigdy nie było jej dane odczuć czegoś podobnego na własnej skórze.

Prudence nie była specjalistą od miłości. Wydawało jej się, że rozumie pewne odruchy, sposoby działania, jednak chyba nie do końca tak było. Na pewno o wielu z nich czytała, jednak to było czymś zupełnie innym niż spotykanie się z nimi na co dzień. Bliska jej była miłość rodzicielska, bo to głównie z nią spotykała się na co dzień, to jej miała szansę doświadczyć, właściwie to wcale w taki nie najgorszy sposób. Jej rodzice po prostu się o nią martwili, troszczyli - jak zwał tak zwał, to byłoby na tyle. Miłość romantyczna kojarzyła się jej z tym okresem, kiedy była w narzeczeństwie, jednak aktualnie tak właściwie nie była w stanie stwierdzić, czy faktycznie to było to. Zauważała, że miała raczej przebłyski przyzwyczajenia, wspólnej drogi, którą postanowiła wtedy wieść z kimś, co było dla niej i tak dosyć sporym wyjątkiem. Dlaczego to zrobiła? Bo wydawało jej się właściwie, bo dzięki temu mogła odhaczyć z listy pewne rzeczy, których się od niej wymagało. Wszyscy wokół wydawali się być zadowoleni, że jest taka poukładana, no może poza nią, bp naczytała się w tych różnych książkach teorii i nie do końca czuła, że to co miała z Liamem, było tym, o czym tam pisali. Zaakceptowała to, stwierdziła, że może być w pewien sposób spaczona, że może jej czegoś brakować, przez co nie była w stanie do końca tego poczuć. Teraz docierało do niej, że może faktycznie źle szukała, że mogło to wynikać z czegoś więcej niż z jej niedostosowania do sytuacji. Na szczęście nie musiała się już nad tym głowić, bo problem rozwiązał się sam. Cierpiała, to całkiem jasne, ale czy na tyle, na ile powinna cierpieć narzeczona po stracie swojego wybranka? Ciągle wydawało jej się, że reagowała zbyt mało dramatycznie. Tyle, że taka już była. Nie miała w zwyczaju robić przedstawień, pokazywać wszystkiego co czuła, a może nie do końca czuła? To też było tematem do dyskusji.

- Chyba muszą wiedzieć. - Zgodziła się jeszcze z Benjym. Nie dało się ignorować nastawienia wobec swojej osoby ze strony całego świata. To nie mogło umykać. Musieli mieć świadomość tego, jakie wzbudzają emocje, jak inni reagują na ich obecność, czy tego chcieli czy nie. Nie dało się być na to zupełnie obojętnym.

- Nie sądzę, aby wujek Alex dał się tak łatwo wygryźć... - Zaczęła całkiem pewnie, bo znała go i wiedziała, jakim był człowiekiem, za dzieciaka spędziła z nim dość sporo czasu. - Chociaż na wasze koneksje pewnie nie miałby większego wpływu. - To też było całkiem logiczne. Gdyby tylko znalazł się lepszy kandydat, to znaczy pochodzący z odpowiedniejszego rodu na pewno nie mieliby problemu z tym, aby zmienić go na kogoś lepszego. Mogła się tego spodziewać, bo przecież właśnie w ten sposób działał ich świat. - Przed czterdziestką, to byłby powód do dumy, pewnie chwaliliby się Tobą na prawo i lewo. - Taki młody, tak wspaniale ustawiony. Na pewno rodzina byłaby z niego zadowolona. Nie umiała sobie jednak wyobrazić akurat tego mężczyzny na takim stanowisku, miała nadzieję, że jej to wybaczy. Benjy od zawsze był wolnym duchem, nie umiał długo wytrzymać w jednym miejscu, może i lepiej dla niego, że nie udało mu się tego doprowadzić do końca.

- Malfoy? Na pewno byłaby idealna małżonką. Mielibyście całkiem uroczą gromadkę dzieciaków, pewnie też już miałyby ułożoną swoją przyszłość. - Trochę przerażało ją to, jak to wszystko u nich wyglądało, jakby nie mogli mieć wpływu na żaden, nawet najdrobniejszy szczegół ich życia. Chyba wcześniej nie do końca zdawała sobie z tego sprawę, teraz oczy otwierały jej się coraz bardziej. Wbrew pozorom miała spore szczęście, że urodziła się w rodzinie półkrwi. Nikt nie miał wobec niej wygórowanych oczekiwań, tak właściwie to pewnie nie mieliby żadnych, tyle, że sama sobie je nakładała. Chciała być odpowiednia, nie wzbudzać kontrowersji, jakoś mieszać się w tłumie - bo to wydawało się być Bletchley całkiem wygodne.

- Mogłabym nieco zastanowić się nad tym, co faktycznie jest w tym przypadku bonusem, ale chyba to już dawno za mną. - Zaakceptowała to, jaka była. Przestało jej to przeszkadzać, nie widziała sensu w tym, by jakoś bardziej się na tym skupiać. Przyznała mu się do tego, bo wydawało jej się to właściwe, nie chciała, żeby uważał ją, za jakąś super uzdolnioną. Jej organizm po prostu był trochę popsuty, co przynosiło pewne, może nie do końca takie najgorsze efekty, ale nie zamierzała udawać, że nie niesie to za sobą żadnych konsekwencji. Była trochę popsuta. Dzięki temu pewne rzeczy przychodziły jej łatwiej, inne trudniej - nie miała innego wyjścia, jak po prostu do tego przywyknąć.

- Faktycznie, niezbyt wygórowane oczekiwania, jak na urodziny. Na pewno się nimi nie rozczarujesz. - Wydawało jej się, że miał to wszystko całkiem odpowiednio ułożone. Nie, żeby nie sądziła, że mógłby chcieć czegoś więcej, chyba każdy lubił celebrować ten wyjątkowy dla siebie dzień, ale jego oczekiwania wydawały się całkiem realne, co powodowało, że faktycznie mogły się spełnić, więc nie było szansy na to, aby się rozczarował. W sumie to całkiem rozsądne podejście. Oczywiście, że zapamiętała każde słowo z tej wypowiedzi, być może będzie miała szansę jakoś pomóc mu spełnić te drobne życzenia urodzinowe, chociaż wcale nie miał być blisko, to jednak niczego nie zmieniało, na pewno pozostanie jej to gdzieś z tyłu głowy.

- To prawda, taka odwrócona zależność. Im gorzej zachowasz się na początku, tym łatwiej będzie ci pokazać tę lepszą stronę, że też wcześniej na to nie wpadłam... - Przecież było to dość oczywiste i całkiem proste, ale nigdy nie pomyślałaby o tym, że można pokazać się właśnie w ten sposób, Benjy miał zdecydowanie dużo większe doświadczenie od niej. Uśmiechnęła się sama do siebie i pokiwała przecząco głową, to było całkiem proste, jak mogła nigdy o tym nie pomyśleć. - Nie da się ukryć, że to tylko i wyłącznie mój wybór, nie sądzę jednak, że jest sens go negować. Jak wiesz, należę do osób, które nie podejmują irracjonalnych decyzji. - W tym wypadku? Zapewne można byłoby się z nią kłócić, bo oczywiście, że to, co teraz robiła, jak lekko przyszło jej podążanie za nim, reagowanie na jego pomysły, to stało się zupełnie niespodziewanie. Nie należało do jej typowego schematu zachowań, a i tak czuła się z tym wszystkim w porządku. - To nie jest selekcją naturalną w drugą stronę, nie wierzę, że pozwoliłbyś mi przy tym zrobić sobie coś, co mogłoby mi zaszkodzić. - Wręcz przeciwnie. Naprawdę czuła się przy nim bezpiecznie i może i przekraczała swoje wszystkie dotychczasowe granice, może stała się przy nim kimś innym, ale nie wydawało się Prue, aby niosło to ze sobą jakieś konsekwencje. Benjy mógł wspominać o tym, że był złem wcielonym, ale nie w jej oczach, nie teraz, aktualnie widziała w nim zdecydowanie więcej.

Nie sądziła, że to będzie trwałe, nie wydawało jej się, że na stałe wkradnie się do jej życia, bo przecież ustalili już to, że nie było nawet takiej możliwości, ale być może zaszczepi w niej pewne nowe rodzaje zachowania, które zaczną jej towarzyszyć w dalszym życiu, nie miałaby nic przeciwko temu. Zresztą zamierzała korzystać z każdej chwili, cieszyć się tym, co zostało im dane, bo dlaczego miałaby tego nie robić. Nic jej przecież nie ograniczało, poza własną wyobraźnią.

Dość łatwo przeszło jej przerzucenie jego osoby z jednej listy na drugą, nie zdarzało jej się to często, ale on okazał się być dość wyjątkową personą. Nie zakładała nigdy, że tak się stanie, ale nie było sensu z tym walczyć. Prue lubiła listy, właściwie bardzo często je tworzyła, wypisywała na nich różne rzeczy, a później przyklejała te kartki do swojej lodówki, w swoim bardzo, ale to bardzo cool mieszkanku. Lubiła widzieć na papierze wszystko to, co działo się wokół niej. Może nie było to do końca zdrowe, ale póki nikt tego nie widział, to chyba nie było większego sensu zastanawiać się nad tym, czy w ogóle miały po co istnieć.

- Gdybym wiedziała, że jest kompletną bzdurą, to nie powiedziałabym tego na głos. - Przecież wiedział, to było, aż nazbyt oczywiste. Bletchley nigdy nie rzucała słów na wiatr, dzieliła się swoimi przemyśleniami tylko i wyłącznie wtedy, gdy była ich naprawdę pewna. - Dlaczego zakładasz od razu, że będzie to spektakularną porażką, co? - Raczej nie miał szansy, aby wpasować się w takie założenia. Dali sobie czas, jasne, raczej określony, nie sądziła, że tak szybko byłby w stanie coś w tym zjebać, wręcz przeciwnie. Miała wrażenie, że raczej pozostawi w jej życiu pustkę, pewne brakujące miejsce, które będzie musiała jakoś wypełnić. Nie miała pojęcia dlaczego traktował się jako największe zło tego świata, skoro w jej oczach malował się zupełnie inaczej. Naprawdę go polubiła, w tych słowach nie było ani grama fałszu, i może stało się to trochę zbyt szybko, to jednak o tym mówiła, co oznaczało, że faktycznie tak uważała. Szkoda, że on nie mógł zobaczyć siebie jej oczami, może wtedy nieco zmieniłby to swoje mniemanie.

- Skoro już się na niej znalazłeś, to już jest za Tobą, nic nie musisz mi udowadniać. - Chyba wypadało to sprostować? Nie miała wobec niego żadnych, kolejnych oczekiwań, wręcz przeciwnie. Wydawało jej się, że najlepiej by było gdyby po prostu pozostał przy tej nowej wersji siebie, którą zaakceptowała. Prudence nie miała w zwyczaju jakoś szczególnie przyglądać się ludziom, czekać na ich ewentualne porażki. Gdy ktoś raz wspiął się na wyżyny, to raczej tam tkwił.

- Znasz mnie, prawda? Czy naprawdę sądzisz, że wezmę pod uwagę zdanie kogokolwiek? - Powinien zdawać sobie sprawę z tego, jak wyglądało to w przypadku jej osoby. - Pozwolisz proszę, że wydam swoją własną opinię i to właśnie nią będę się kierować? - Nie potrzebowała do tego żadnych osób trzecich, wręcz przeciwnie - to na swoim osądzie wolała polegać. Nie wydawało jej się, aby ktokolwiek był w stanie w tym jej dorównać. To była Prudence, potrafiła obserwować, umiała wyciągać wnioski i nikt nie musiał jej sugerować tego, jakie zdanie powinna sobie wyrobić. Chciała to zrobić sama, właściwie to już dawno zaczęła robić to sama w przypadku jego osoby i nie sądziła, że jest jakikolwiek sens, aby to zmieniła.

- Nie sądzę, żebyś stał się rozczarowaniem. - Nie dla niej. Wolała to podkreślić. Nie zdawała sobie sprawy z czego wynika to podejście, te rozważania, jednak dla niej póki co raczej stał się jakąś dziwną gwiazdką na niebie, która prowadziła ją w zupełnie inną stronę niż wszystko to co znała. To nie mogło być rozczarowaniem, nigdy. Od samego początku sugerowało, że jest czymś innym. Mógł próbować to negować, ale nie miała zamiaru mu na to pozwolić, nie tym razem, nie kiedy już całkowicie zmieniła swoją opinię na jego temat. Nie mówiła o tym wszystkim jednak głośno, na pewno wyłapał sporo z tych zmian, ale nie wszystkie, może to i lepiej, bezpieczniej było jednak pozostawiać pewne wnioski dla siebie.

Zdawała sobie sprawę, że to jej drobne marzenie, które nigdy nie miało się spełnić było dość kontrowersyjne. No jasne, kto normalny wspominał w przypadku takich rozważań o tym, że chciałby mieć możliwość poszerzania swoich zainteresowań w czarnej magii, nekromancji i widmowidzeniu? No nikt. Miała świadomość, że to może się okazać dość kontrowersyjne i nieprzewidywalne, ale jakoś niespecjalnie się tym przejmowała. Nie czuła, aby akurat on mógł uważać to za kontrowersyjne i może to były dość śmiałe założenia, ale nie sądziła, że mogą ją sprowadzić na manowce. Zresztą chciała być z nim szczera, chciała się podzielić tym, co faktycznie mogło mieć dla niej znaczenie, co wybrałaby, gdyby nadarzyła się taka okazja. Mógł ją przez to przekreślić, potraktować jako jeszcze większe wariatkę niż do tej pory, ale to się nie stało. Zamiast tego zaczął podsuwać jej kolejne pomysły. Brał to, co mu dawała i przetwarzał w coś lepszego. Był niesamowity i miał taką ogromną wiedzę, że trochę mu jej zazdrościła, ale tylko trochę, wiedziała z czym musiała się wiązać, i sama chyba jeszcze nie była gotowa na podobne poświęcenia.

- Nie uważam, że jesteś jak większość ludzi. - Odparła odruchowo. Bardzo szybko zareagowała na ten komentarz. Nie wyczuwała w nim podobieństwa do tych zwyczajnych zjadaczy chleba, przed którymi musiała się powstrzymywać, ukrywać swoje zainteresowania, wręcz przeciwnie - aura, jaką roztaczał raczej zachęcała do dzielenia się tymi najgłębszymi sekretami. - Łatwo jest nadawać łatki, zresztą ta jeszcze nie byłaby wcale taka najgorsza. - Zdecydowanie wolałaby zostać czarnoksiężnicą, niżeli dziwadłem, tutaj przynajmniej brzmiało to jakoś poważnie, to słowo niosło ze sobą jakieś emocje. Nie widziała nic złego w tym, że zostałaby uznana za czarnoksiężnicę, ba, zapewne byłaby nawet z tego nieco dumna, że ktoś dostrzegł jej potencjał i nie ignorował jej zainteresowań. Tak, Prudence była bardzo dziwna.

- Nie wydajesz się być jednak z tego powodu jakoś szczególnie zaniepokojony? - Mógł mieć do tego różne podejście, ale miała dziwne wrażenie, że wcale, ale to wcale nie wzbudzało to w nim emocji, raczej potraktował to jako coś zwyczajnego, jedno z wielu zainteresowań, jakie mogła mieć. Nie sądziła, że istniał jakikolwiek powód, aby musiała to trzymać przed nim w tajemnicy. Nie oceniał jej od samego początku w żaden sposób, tym razem również nie mogło być inaczej.

- Zresztą, kto jak kto, ale ja? Azkaban? To się gryzie, przecież pracuję w Departamencie Przestrzegania Prawa... - I raczej nie wychylała się z tym, co robiła w wolnych chwilach, to było jej słodką tajemnicą, którą nie dzieliła się z praktycznie nikim. Nauczyła się dzielić te dwa światy, nie wzbudzać kontrowersji, czy zainteresowania i najwyraźniej to działało, skoro przez te kilka lat potrafiła ukrywać to wszystko.

Nie ryzykowała niepotrzebnie, to nie leżało w jej naturze, wręcz przeciwnie, naprawdę doskonale radziła sobie z lawirowaniem między światami. Nawet nie spodziewała się tego, że przyjdzie jej to tak łatwo. Zresztą sprawiała pozory idealnej, naprawdę ugrzecznionej pracownicy, oczywiście, że Corenlius miał świadomość, jak wyglądało to naprawdę, ale nikt więcej nie musiał tego wiedzieć, więc dokładnie tak było. Raczej nie dzieliła się tymi faktami ze swojego życia zbyt często, nie pozwalała nikomu do nich dotrzeć, tak było wygodniej, bezpieczniej.

- Nie mówisz teraz o mnie, prawda? Wydaje mi się, że przy Tobie, jednak jestem całkiem zwyczajna. - Nie zamierzała mu ustąpić, ciągle wydawało jej się, że raczej nie ma w niej nic specjalnego. Każdy miał swoje pasje, mniej lub bardziej kontrowersyjne, jej akurat znajdowały się w kręgu tych dość specyficznych zainteresowań, zauważyła jednak ten błysk w oczach mężczyzny, który jednak sugerował, że to co mówił było szczere, mimowolnie się uśmiechnęła, może jednak faktycznie mogła wydawać się odrobinę wyjątkowa. Zresztą nie był to pierwszy raz, Benjy wzbudzał w niej uczucia, które nigdy wcześniej się nie pojawiały, powodował, że coś w niej zaczynało budzić się do życia, że była gotowa dalej grać w tę ich dziwną grę i czerpać z niej jak najwięcej, to mogło być dość niebezpieczne, ale wcale nie musiało. Tak naprawdę jeszcze nie do końca wiedziała, co powinna o tym wszystkim myśleć, kiedyś pewnie usystematyzuje to w swojej głowie, nie teraz, teraz wolała się skupić na nim.

- Masz rację, tutaj jest całkiem przewidywalnie, tak naprawdę nie sądzę, abym zyskała jakieś nowe możliwości. - A przecież nie o to chodziło. Nie chciała ponownie zagłębiać się w prawach, które znała, które wszędzie były podobne. Przestrzegać tych samych regulacji, bo może i wcale nie czekała na nią podobna wędrówka, jeśli jednak miało się tak wydarzyć, to musiała rzucić się na głębszą wodę. Pozwolić sobie stracić grunt pod nogami, znaleźć się w nieznanym, wtedy faktycznie mogłaby się czegoś nauczyć. Europa nie mogła być takim miejscem, miała na ten temat dość dużą widzę, zdecydowanie lepiej dla nie byłoby nieco przekroczyć granice tego kontynentu.

- Nie jestem szczególnie przekonana do tropikalnych upałów, wszystko inne brzmi nieźle, ale myślę, że i do tego można się przyzwyczaić? - Na pewno da jej odpowiedź na to pytanie, bo przecież był specjalistą. Przemierzał te wszystkie obce kraje, jakoś się w nich odnajdywał. Może jeszcze nie wspominała mu o tym, że raczej ceniła klimat umiarkowany, ale pewnie był w stanie się tego domyślić. Nie było to takie trudne, Prue spędziła w nim niemalże całe swoje życie. Czy była w  stanie zmienić swoje przyzwyczajenia, aby poszerzyć swoją wiedzę? Zapewne tak, kto ją tam jednak wiedział, jak bardzo, na ile właściwie było ją stać.

Uśmiech na jej twarzy się poszerzył, kiedy usłyszała kolejne słowa padające z jego ust. To było całkiem miłe, jeśli nawet zupełnie nieprawdopodobne, tak samo jak ta jej podróż w nieznane. Całkiem przyjemnie jej się gdybało o tych wszystkich rzeczach, które nigdy nie miały się wydarzyć. Chociaż tak naprawdę, czy powinna cokolwiek zakładać. Udowadniała sobie ostatnio, że nie było rzeczy niemożliwych, może więc faktycznie, kiedyś postanowi wyjebać na Haiti, zostawiając wszystko za sobą?

- Wiesz, że teraz już nie ma odwrotu? Będę na Ciebie czekać. - Potraktowała to nieco jako obietnicę, która może i nigdy miała się nie spełnić, ale skoro już była w stanie to na nim wymusić, to może faktycznie warto to było przetestować. - Nie wątpię w to, że będziesz w stanie zrobić to spektakularnie, mam wrażenie, że wszystko, co robisz takie jest. - Po raz kolejny, może powinna była się ugryźć w język, ale tego nie zrobiła. Nie było w jej głosie nawet krzty ironii, czy lekceważenia, naprawdę uważała, że jeśli już coś robi, to jest to dość widowiskowe, i miała ku temu naprawdę dość spore argumenty, z którymi mógłby próbować walczyć, ale i tak by nie wygrał.

- Mugolska literatura, tego się nie spodziewałam. - Nie mogła powstrzymać się od komentarza. Prue była zaznajomiona nie tylko z księgami czarodziejów, wiedziała, że nie ma sensu ograniczać się tylko do ich wiedzy, ale nie spodziewała się tego, że on również. Powinna to założyć, bo przecież wydawał się być naprawdę doświadczony w różnych dziedzinach, na pewno miał szansę i nieco zbliżyć się do mugoli, co oczywiście nie wypadało komuś jego pokroju, o jego pochodzeniu, jak widać miał to w głębokim poważaniu. Zaskakiwał ją ciągle, i okropnie się jej to podobało. Był niczym jedna, wielka nieodgadniona zagadka, i nie spodziewała się, aby zbyt szybko miała połączyć wszystkie kropki, które doprowadzą ją do jakiegoś jednoznacznego rozwiązania, nie wydawało jej, aby ono w tym przypadku w ogóle istniało.

- Będziesz musiał uwiązać mi ręce, czasem ciężko mi się powstrzymać przed dotykaniem... - Jego propozycja wydała jej się być całkiem naturalna. Właściwie to posiadali umiejętności, które całkiem nieźle się uzupełniały i faktycznie razem mogły działać całkiem nieźle. To, że pewnie to porozumienie nigdy nie miało dojść do skutku było inną sprawą, ale całkiem miło było sobie o tym pogdybać. Zresztą tak chyba wyglądało jego życie, a przynajmniej tak sobie je aktualnie w tej chwili wyobrażała i coraz bardziej zazdrościła mu tego, że potrafił odciąć się od tego stałego życia, od tej pewności, stabilizacji, przewidywalności. Jakoś odnalazł się w nieznanym, ba, miała wrażenie, że radził sobie tam wyjątkowo dobrze. Szkoda, że ona nigdy nie będzie miała w sobie tyle odwagi... może powinna spróbować, do podjęcia podobnej decyzji zapewne skłoniłoby ją jakieś mocno zawirowane wydarzenie. Mimo wszystko teraz, małymi kroczkami i tak przekraczała swoje własne granice, które dla niektórych mogły być niczym, dla niej jednak znaczyły wiele. I on jej w tym towarzyszył, wydawał się być idealnym kompanem do podobnych sytuacji.

Po raz kolejny to zrobił, znowu sięgnął po to, co właściwie było im pisane. Sama chciała znaleźć się bliżej, zwłaszcza, że już wiedziała, co to znaczy przekroczyć granicę, znaleźć się razem z nim poza nią, i naprawdę jej się to podobało. Nie wydawało jej się, aby się nad tym jakoś szczególnie zastanawiał, trafił się moment, wykorzystał go, a ona nie miała zamiaru go odrzucać. Nie chciała tego robić, bez względu na to, że nie do końca wiedziała, co właściwie robią, czego potrzebują, ale to chyba miało się jakoś samo wyklarować. Ta bliskość jej odpowiadała, chciała sięgać po więcej, póki miała ku temu okazje. Chciała korzystać z tego, co dawał im los, bo szkoda byłoby tego nie robić. Nie musieli o tym rozmawiać, wystarczyło, że ich spojrzenia wyrażały więcej niż słowa. Pragnęli tego samego, chcieli się stać dla siebie kimś, na te kilka dni, ile? To też nie było do końca pewne. Nie mogła założyć, jak długo będą przebywać w swoim otoczeniu. W tym jedynym wypadku jednak nie chciała tego analizować, wolała cieszyć się po prostu każdym wspólnym momentem, każdą chwilą, którą mieli wykraść rzeczywistości.

Wtedy, podczas pożarów również nie negowała tej ich bliskości, mimo, że go nie znała, to uznawała, że to co robili było właściwe, chciała znajdować się jak najbliżej niego. Był jej bezpieczną przystanią, chociaż dla wszystkich innych mógł być tego zupełnym przeciwieństwem. Ginęła w jego ramionach, od zawsze nad nią górował i kiedyś to mogło być dla niej problemem, bo nie tak łatwo było się z nim mierzyć, gdy nie umieli się ze sobą dogadać, tak teraz był tego zupełnym przeciwieństwem, szczególnie, gdy czuła jego opuszki palców zaciskające się na jej tali, jakby faktycznie w tej chwili należała do niego, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie - sięgał po swoją własność, i dla niej było to też całkiem normalne. Chciała znaleźć się bliżej, wtulić się w jego ciało, napawać się bliskością i zapachem ciała mężczyzny. I może nie było to dla niej zupełnie normalne, to kto by się w tej chwili tym przejmował. Wodził ją na pokuszenie, chociaż czy rzeczywiście to robił? Tak naprawdę nie musiał jej czarować, aby tego chciała. To siedziało gdzieś w niej, miała ochotę przekraczać z nim wszystkie granice, nie czuła, żeby to było niewłaściwe. Bez krzty zawahania oparła o niego swoją głowę, później otoczyła jego ciało swoimi rękoma - chociaż to wcale nie było takie łatwe. Nie przy ich różnicy wzrostu, jego posturze, jakoś jednak udało jej się to zrobić. Dzięki temu znalazła się jeszcze bliżej, już naprawdę blisko.

- Mam ogromne szczęście, że trafił mi się taki specjalista. - Powiedziała cicho. Może nie powinna zakładać tego, jako pewnika, ale teraz chyba faktycznie tak było. Nie musieli sobie mówić, że dają sobie ten tydzień, może mniej, ale mieli przeżyć go razem. Najwidoczniej zamierzał pokazać jej, jak to jest żyć, a ona bardzo chciała to sprawdzić. Miała faktycznie spore szczęście, nie mogła trafić lepiej, jeśli o to chodzi i zdawała sobie z tego sprawę. Nie chowała się jednak w jego ramionach, nie spuszczała głowy, unosiła głowę do góry, aby móc wyczytać coś więcej z jego spojrzenia, nie, żeby to było możliwe, bo zauważyła już, że był raczej jak książka, której nie potrafiła odczytać, nie była w stanie odgadnąć jej treści, mogła domyślić się niektórych rozdziałów, ale to byłoby na tyle.

Jasne dla niej było jednak to, że w tej chwili mieli wspólny front, chcieli jak najlepiej wykorzystać ten czas, który dostali od losu, może nawet nie od niego, bo przecież to oni zadecydowali o tym, że chcą go spędzić razem - to była tylko wyłącznie ich zasługa, szansa, którą postanowili wykorzystać.

Całkiem naturalnie przyszło jej odnalezienie miejsca w jego ramionach, jakby faktycznie od zawsze było to właściwie, jakby nie pasowała nigdzie indziej. Nie negowała tego, korzystała z tej chwili, lgnęła do tego mężczyzny, mimo tego, że przecież nie powinna w ogóle pozwolić sobie na podobne zachowanie. To był jednak odruch, jakieś podskórne uczucie mówiło jej, że nie powinna w tej chwili znajdować się nigdzie indziej. Mimo, że przecież byli z innych światów, nie powinni tego pragnąć, to jednak znaleźli jakiś moment w czasie, w którym to miało prawo zaistnieć.

Po raz kolejny nie mogła zignorować przyspieszonego rytmu serca, które nie do końca panowało nad swoim biciem, gdy znajdowała się tak blisko niego, miała nadzieję, że tego nie zauważy, nie chciała, aby sobie pomyślał, że oszalała, że miała jakąś nadzieję, wiedziała jednak, że nie jest w stanie walczyć z tymi odruchami, na które nie miała wpływu, po prostu tak na niego reagowała, na jego bliskość, obecność, zapewne minie jej to tak szybko, jak się pojawiło - musiało minąć.

- Nie możemy realizować tylko moich marzeń, to nie jest w porządku. - Oczywiście, że musiała zwrócić i na to uwagę. Oczy jej błyszczały, kiedy się w niego wpatrywała, ale nie była zupełnie zaślepiona swoimi zachciankami. Wypadałoby, aby odnaleźli w tym wszystkim konsensus, by on też mógł sięgnąć po to, czego pragnie. W końcu byli tu dla siebie, nie tylko dla jednej ze stron, nie chciała go w żaden sposób wykorzystywać, nie chciała, żeby uznał, że robi to tylko po to, aby w końcu poczuć, że żyje, chciała mu dać coś od siebie, aby również mógł zachować chociaż jedno wspomnienie z nią związane.

Uniosła się w końcu na palcach nieco wyżej, aby jej głowa znalazła się nieco wyżej, chciała zbliżyć się do jego policzka, przytulić swoją twarz do twarzy mężczyzny i poczuć jeszcze bardziej jego ciepło, tak po prostu, wydawało jej się to w tej chwili całkiem naturalne. Stworzyli między sobą jakąś dziwną nić porozumienia, nie mogli mieć pewności, co właściwie im ona przyniesie, ale to nie było ważne. Była gotowa wziąć to wszystko, co jej oferował, i w zamian oddać mu to samo, a może nawet więcej? Nie było sensu się nad tym zastanawiać.

W tej chwili nic nie wydawało się mieć od tego większego znaczenia. Weszli w coś dziwnego, coś nienazwanego, zamierzali się w tym zatracić i nikt nie mógł im tego zabronić. Dawali sobie dokładnie to, czego druga strona potrzebuje, bez zbędnych rozmów, było to dla nich całkiem naturalne, nie mogła pojąć, jak to właściwie możliwe, że nie sięgnęła po to wcześniej, kiedy faktycznie mieli szansę stworzyć coś trwałego. Nie było sensu się jednak nad tym zastanawiać, nie gdy zyskali możliwość na to, aby w pełni nacieszyć się swoją obecnością podczas tej chwili, może tego właśnie potrzebowali, może wcale nie stało się to bez przyczyny, zapewne to dopiero się okaże. Zapewne dopiero będzie miała szasnę dowiedzieć się, jaka była faktyczna przyczyna, może nie musiało być żadnej, może po prostu było to chwilową potrzebą, bliskością, którą akurat mogli sobie dać, z której mogli skorzystać. Mogła się zresztą nigdy tego nie dowiedzieć, ale czy to coś zmieniało? No nie, nie kiedy jedyne o czym myślała to to, jak bardzo pragnie znajdować się w jego ramionach.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (43540), Pan Losu (29), Prudence Fenwick (35854)




Wiadomości w tym wątku
[10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 30.04.2025, 20:19
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Pan Losu - 30.04.2025, 20:19
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 30.04.2025, 21:33
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 30.04.2025, 23:24
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 01.05.2025, 00:13
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 01.05.2025, 02:30
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 01.05.2025, 03:30
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 01.05.2025, 15:38
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 01.05.2025, 23:40
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 02.05.2025, 19:45
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 03.05.2025, 00:53
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 04.05.2025, 20:31
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 05.05.2025, 18:00
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 06.05.2025, 18:07
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 07.05.2025, 01:27
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 08.05.2025, 23:21
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 09.05.2025, 22:51
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 11.05.2025, 01:33
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 11.05.2025, 23:43
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 14.05.2025, 17:37
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 16.05.2025, 00:16
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 16.05.2025, 19:39

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa