06.05.2025, 22:48 ✶
Gdy tylko ciało wydobyto spod zwałowiska Miles rozluźniła napięte mięśnie, pozwalając przepływającej energii ujść. Sama wpadła do środka i doskoczyła do rannej kobiety. Nie miała pojęcia co jej jest, ale po krótkich oględzinach na tyle na ile pozwalało jej przeszkolenie brygadzistki mogła ocenić że oddycha i ma szansę.
– Weź ją. Weź w bezpieczne miejsce. Jest wciąż nieprzytomna, nie wiadomo, czy nie ma czegoś złamanego – słowem i gestem próbowała ściągnąć Erika do środka, bezradnie spoglądając na pokrwawione i ubrudzone sadzą nogi. To nie był problem, można było "zniknąć" kości i w ich miejsce wyhodować sobie nowe, całkiem zacne egzemplarze. Ale nie tu. Nie w miejscu w którym nie tylko płomienie ale i walące się ze stropu belki są zwyczajnie zagrożeniem. I ten dym... wszechobecny dym.
Złociste oczy przeniesione zostały na dzieciaka, który miało szansę dziś nie stracić matki. Na młodzieńca właściwie, Moody Wiecznie Piętnaście Lat Odpierdolcie Się Ode Mnie Wszyscy Gdzie Moje Szlugi? nagle poczuła się dużo starsza. A może poczuła się w końcu na swój wiek... W końcu jej własna metryka miała szansę ją dogonić.
– Wskakuj młody, podrzucę Cię na zewnątrz i poczekasz aż wrócę z ojcem. Tak zaraz potem odeskortuje Was tam gdzie będzie pani...
– Whitbury. Nazywamy się Whitbury – powiedział mężczyzna słabowicie, a Miles skinęła głową. Nie chciała tracić zbędnego czasu, choć nim ruszyła spojrzała jeszcze na Erika pytająco. Mówiła równie szybko co myślała, a te myśli były jak piorun - nie zawsze trafiały tam, gdzie człowiek by sobie tego życzył. Ostatecznie to on był tym rozsądniejszym. Może lepiej było wziąć dwójkę na miotłę, niż szybko obrócić dwa razy? Potrzebowała jego akceptacji tego planu. Bez tego nie ruszyła
– Weź ją. Weź w bezpieczne miejsce. Jest wciąż nieprzytomna, nie wiadomo, czy nie ma czegoś złamanego – słowem i gestem próbowała ściągnąć Erika do środka, bezradnie spoglądając na pokrwawione i ubrudzone sadzą nogi. To nie był problem, można było "zniknąć" kości i w ich miejsce wyhodować sobie nowe, całkiem zacne egzemplarze. Ale nie tu. Nie w miejscu w którym nie tylko płomienie ale i walące się ze stropu belki są zwyczajnie zagrożeniem. I ten dym... wszechobecny dym.
Złociste oczy przeniesione zostały na dzieciaka, który miało szansę dziś nie stracić matki. Na młodzieńca właściwie, Moody Wiecznie Piętnaście Lat Odpierdolcie Się Ode Mnie Wszyscy Gdzie Moje Szlugi? nagle poczuła się dużo starsza. A może poczuła się w końcu na swój wiek... W końcu jej własna metryka miała szansę ją dogonić.
– Wskakuj młody, podrzucę Cię na zewnątrz i poczekasz aż wrócę z ojcem. Tak zaraz potem odeskortuje Was tam gdzie będzie pani...
– Whitbury. Nazywamy się Whitbury – powiedział mężczyzna słabowicie, a Miles skinęła głową. Nie chciała tracić zbędnego czasu, choć nim ruszyła spojrzała jeszcze na Erika pytająco. Mówiła równie szybko co myślała, a te myśli były jak piorun - nie zawsze trafiały tam, gdzie człowiek by sobie tego życzył. Ostatecznie to on był tym rozsądniejszym. Może lepiej było wziąć dwójkę na miotłę, niż szybko obrócić dwa razy? Potrzebowała jego akceptacji tego planu. Bez tego nie ruszyła