09.05.2025, 15:23 ✶
Umysł Thomasa kąpał się obecnie w koktajlu adrenalinowym - gaszenie pożaru, ratowanie innych z opałów tylko napędzało jego bohaterską część. I jak sprawnie im szło z opanowanie sytuacji i coraz lepiej zabezpieczanie okolicy. Z czasem przecież uda im się ugasić to wszystko, prawda? Oczywiście, że tak, bycie w akcji dawało mu zastrzyk nie tylko mocy ale też i pewności, że osiągną swój cel. Dodatkowo obecność Millie sprawiała, że koktajl w jego głowie dopełniany był nutami dopaminy.
Mógłby zapewne jeszcze o kilku rzeczach pomyśleć, ale bliskość malarki skutecznie wypychała mu z głowy wszystko inne. Gdy trzymał ją w ramionach nawet to, że Londyn płonął nie było aż tak istotne. Niech sobie płonie, on miał swoją Ziemię w ramionach, bezpieczną. Powinien się może bardziej denerwować, w końcu ona nie była tak świadoma jego uczuć jak on, ale... W pewnym sensie przy niej osiągał spokój umysłu, myśli aż tak nie goniły, płynęły w dość ułożony sposób.
Tylko ten spokój został wzburzony - nie miał pojęcia czy serce mu zamarło, czy biło tak szybko, że nie był w stanie czuć jego uderzeń, ale wiedział, że stał jak spetryfikowany podczas gdy ona odsłaniała ich twarze. Spodziewał się? Absolutnie nie. Marzył o tym? Absolutnie tak. Przepadł bez reszty, jeżeli wcześniej były jeszcze jakieś wątpliwości, tak teraz nie było absolutnie żadnych. Poczuł się jakby właśnie otworzyły się przed nim drzwi, za którymi czaił się zupełnie nowy, nieznany mu świat, który pragnął zwiedzić, którego był ciekaw. Drapieżny dynamizm tego pocałunku sprawił, że zostawiła go z zaszokowaną miną i absolutnie nie miała problemów z wysmyknięciem mu się, jakby faktycznie spetryfikowała go swoimi działaniem. Wciąż czuł na swoich jej miękkie wargi i twarde zęby. Była delikatna i ostra zarazem - zawróciła mu w głowie bez reszty.
- Spokojnie mam jeszcze osiem żyć! - zawołał za nią kiedy już otrząsnął się i odprowadzał ją jeszcze wzrokiem jakby się nad czymś zastanawiał.
- Ej Millie! - krzyknął jeszcze za nią, uśmiechając się od ucha do ucha. Nie, nie, nie mów tego, powiedz cokolwiek. Coś głupiego, że ma słodki tyłek bo usiadła na cukrze u Nory, albo spytaj czy nie jest wampirem. COKOLWIEK. Ale umysł Thomasa chyba wziął sobie jednak wolne w tym momencie. Może do rana nie będzie miał okazji już tego powiedzieć, może już nigdy. Pożar Londynu sprawił, że czas było chwytać życie za nogi. Co jeżeli jedno z nich tutaj umrze i faktycznie będzie żałować? Nie mógł, zresztą serce mu się rwało niczym oszalałe, niczym królik widzący nadzieję w naderwanej linie swoich wnyk. Nim jego umysł zdążył zarejestrować, tworzył usta i krzyknął. - Kocham Cię - całkowicie zignorował, że słyszeć to będzie nie tylko ona, po prawdzie to w tej chwili mógłby przebiec się Pokątna i krzyczeć to na lewo i prawo.
- It's alright, we'll survive - zanucił wesoło pod nosem nim odwrócił się, aby otoczyć ulicę spojrzeniem. Jak jeszcze przed chwilą był zmęczony i myślał tylko o tym, żeby walnąć się gdzieś choćby na pięć minut, ale teraz poczuł się jakby ktoś naładował jego baterie. Uśmiechnął się w tym momencie już odrzucając szmatę zasłaniającą mu twarz, była brudna i przesiąknięta dymem tak mocno, że było to bez różnicy czy ją ma czy nie. Może jednak nie powinien tego robić bo zaraz zaniósł się okropnym kaszlem, którego uspokojenie zajęło mu chwilę.
Mógłby zapewne jeszcze o kilku rzeczach pomyśleć, ale bliskość malarki skutecznie wypychała mu z głowy wszystko inne. Gdy trzymał ją w ramionach nawet to, że Londyn płonął nie było aż tak istotne. Niech sobie płonie, on miał swoją Ziemię w ramionach, bezpieczną. Powinien się może bardziej denerwować, w końcu ona nie była tak świadoma jego uczuć jak on, ale... W pewnym sensie przy niej osiągał spokój umysłu, myśli aż tak nie goniły, płynęły w dość ułożony sposób.
Tylko ten spokój został wzburzony - nie miał pojęcia czy serce mu zamarło, czy biło tak szybko, że nie był w stanie czuć jego uderzeń, ale wiedział, że stał jak spetryfikowany podczas gdy ona odsłaniała ich twarze. Spodziewał się? Absolutnie nie. Marzył o tym? Absolutnie tak. Przepadł bez reszty, jeżeli wcześniej były jeszcze jakieś wątpliwości, tak teraz nie było absolutnie żadnych. Poczuł się jakby właśnie otworzyły się przed nim drzwi, za którymi czaił się zupełnie nowy, nieznany mu świat, który pragnął zwiedzić, którego był ciekaw. Drapieżny dynamizm tego pocałunku sprawił, że zostawiła go z zaszokowaną miną i absolutnie nie miała problemów z wysmyknięciem mu się, jakby faktycznie spetryfikowała go swoimi działaniem. Wciąż czuł na swoich jej miękkie wargi i twarde zęby. Była delikatna i ostra zarazem - zawróciła mu w głowie bez reszty.
- Spokojnie mam jeszcze osiem żyć! - zawołał za nią kiedy już otrząsnął się i odprowadzał ją jeszcze wzrokiem jakby się nad czymś zastanawiał.
- Ej Millie! - krzyknął jeszcze za nią, uśmiechając się od ucha do ucha. Nie, nie, nie mów tego, powiedz cokolwiek. Coś głupiego, że ma słodki tyłek bo usiadła na cukrze u Nory, albo spytaj czy nie jest wampirem. COKOLWIEK. Ale umysł Thomasa chyba wziął sobie jednak wolne w tym momencie. Może do rana nie będzie miał okazji już tego powiedzieć, może już nigdy. Pożar Londynu sprawił, że czas było chwytać życie za nogi. Co jeżeli jedno z nich tutaj umrze i faktycznie będzie żałować? Nie mógł, zresztą serce mu się rwało niczym oszalałe, niczym królik widzący nadzieję w naderwanej linie swoich wnyk. Nim jego umysł zdążył zarejestrować, tworzył usta i krzyknął. - Kocham Cię - całkowicie zignorował, że słyszeć to będzie nie tylko ona, po prawdzie to w tej chwili mógłby przebiec się Pokątna i krzyczeć to na lewo i prawo.
- It's alright, we'll survive - zanucił wesoło pod nosem nim odwrócił się, aby otoczyć ulicę spojrzeniem. Jak jeszcze przed chwilą był zmęczony i myślał tylko o tym, żeby walnąć się gdzieś choćby na pięć minut, ale teraz poczuł się jakby ktoś naładował jego baterie. Uśmiechnął się w tym momencie już odrzucając szmatę zasłaniającą mu twarz, była brudna i przesiąknięta dymem tak mocno, że było to bez różnicy czy ją ma czy nie. Może jednak nie powinien tego robić bo zaraz zaniósł się okropnym kaszlem, którego uspokojenie zajęło mu chwilę.