05.02.2023, 23:29 ✶
Nanette posłała Lucy pełne złości spojrzenie. Nie rozumiała jej tłumaczenia. I co z tego, że Carrow przystał do zwolenników jakiegoś wariata? To automatycznie zwalniało z odpowiedzialności Ministerstwo Magii? Nie mogli jej przed nimi obronić, bo był czyimś poplecznikiem? A kimże był ten Voldemort, żeby samym swoim istnieniem zabraniał aurorom obrony takich rodzin jak rodzina Nanette? Dlaczego to wszystko miało działać w jakiejś takiej konspiracji?
- A wcześniej kiedykolwiek byliście w stanie? – zapytała napastliwie. Bo po odpowiedzi Lucy tego ostatniego wcale nie była już pewna. – Mąż jest w pracy. Kończy zmianę za godzinę.
Kobieta zniknęła w pokoju. Siedzący na krzesełku dla dzieci chłopiec zapatrzył się na aurorkę. Na twarzy miał resztki jogurtu, który musiał chwilę wcześniej zajadać. Uderzał przy tym małą rączką z jabłkiem w stolik.
Od czasu do czasu Nanette pojawiała się w zasięgu wzroku Lucy. Za każdym razem łapała jakiś przedmiot i wrzucała je do skrzyni. Główna część pakowania polegała jednak na wypowiadanej inkantacji: „pakuj”. Magia sprawdzała się tu na tyle dobrze, że matka dwójki małych dzieci nie potrzebowała specjalnej pomocy.
- Ma. Od strony naszej sypialni – odparła na pytanie o tylne drzwi. – Pójdę po Colette.
Przemaszerowała przez kuchnię by wyjść na korytarz i wspiąć się po schodach na piętro. Lucy została w kuchni sama z dzieckiem. Mniej więcej w tym czasie dostrzegła przez okno, że w stronę domu zmierzało dwóch zakapturzonych ludzi. Jeden z nich skierował się ku głównemu wejściu a drugi, zgodnie z wcześniejszymi przypuszczeniami aurorki, poszedł okrążać dom. Najwyraźniej planował wejście z drugiej strony.
- A wcześniej kiedykolwiek byliście w stanie? – zapytała napastliwie. Bo po odpowiedzi Lucy tego ostatniego wcale nie była już pewna. – Mąż jest w pracy. Kończy zmianę za godzinę.
Kobieta zniknęła w pokoju. Siedzący na krzesełku dla dzieci chłopiec zapatrzył się na aurorkę. Na twarzy miał resztki jogurtu, który musiał chwilę wcześniej zajadać. Uderzał przy tym małą rączką z jabłkiem w stolik.
Od czasu do czasu Nanette pojawiała się w zasięgu wzroku Lucy. Za każdym razem łapała jakiś przedmiot i wrzucała je do skrzyni. Główna część pakowania polegała jednak na wypowiadanej inkantacji: „pakuj”. Magia sprawdzała się tu na tyle dobrze, że matka dwójki małych dzieci nie potrzebowała specjalnej pomocy.
- Ma. Od strony naszej sypialni – odparła na pytanie o tylne drzwi. – Pójdę po Colette.
Przemaszerowała przez kuchnię by wyjść na korytarz i wspiąć się po schodach na piętro. Lucy została w kuchni sama z dzieckiem. Mniej więcej w tym czasie dostrzegła przez okno, że w stronę domu zmierzało dwóch zakapturzonych ludzi. Jeden z nich skierował się ku głównemu wejściu a drugi, zgodnie z wcześniejszymi przypuszczeniami aurorki, poszedł okrążać dom. Najwyraźniej planował wejście z drugiej strony.