08.05.2025, 09:19 ✶
- Nie chcę być pesymistką, ale nie zapowiada się na to, by to szybko minęło - powiedziała najciszej jak tylko się dało. Zmarszczyła brwi, przekazując Norze eliksiry z Pękatej Fiolki. Przez chwilę wodziła wzrokiem po przestraszonych klientach klubokawiarni. Wszyscy byli teraz w nie najlepszym miejscu - i fizycznie, i psychicznie. Chciałaby im jakoś pomóc, rozweselić. Ale nie miała jak. Chociaż... - Co? Nie, nie, u nas... Ech.
Olivia podrapała się po skroni, a potem zakaszlała. Ciężko było jej mówić o tym, co się stało. Pokręciła głową, dając tym samym znak Norze, żeby dała jej kilka sekund na zebranie myśli.
- Fiolka nie spłonęła. Razem z Tristanem u rodzicami udało nam się ją ugasić, zabezpieczyliśmy też wszystkie składniki, żeby nie wybuchły. Mama pomaga sąsiadom, Tristan pobiegł zobaczyć co z jego mieszkaniem, a ojca wezwano do Ministerstwa. Wszystkich postawili na nogi, on nawet nie jest Brygadzistą, ale każdy pracownik pobiegł pomagać - czuła dumę z tego powodu - jej ojciec nie był kimś, kto rzucał się w ogień, lecz gdy tylko wybuchł pożar, który zaczął trawić cały Londyn, stanął na wysokości zadania i pobiegł do Ministerstwa Magii. Bała się o niego, lecz wiedziała, że kieruje nim poczucie obowiązku - tak samo jak i nią. Inaczej by jej tu nie było. - Nora, może... Myślałaś może żeby coś na szybko upiec, żeby ich uspokoić?
Zapytała cicho, na powrót wracając do niewielkiego tłumku spojrzeniem.
- Wiesz, tak żeby im pomóc czymś więcej niż herbatą lawendową. Są wystraszeni, a ogień jest na tyle duży, że niemożliwe jest, by opanowali go w kilka godzin. Nie chciałabym, by ktoś... Wiesz, zrobił coś głupiego.
Olivia podrapała się po skroni, a potem zakaszlała. Ciężko było jej mówić o tym, co się stało. Pokręciła głową, dając tym samym znak Norze, żeby dała jej kilka sekund na zebranie myśli.
- Fiolka nie spłonęła. Razem z Tristanem u rodzicami udało nam się ją ugasić, zabezpieczyliśmy też wszystkie składniki, żeby nie wybuchły. Mama pomaga sąsiadom, Tristan pobiegł zobaczyć co z jego mieszkaniem, a ojca wezwano do Ministerstwa. Wszystkich postawili na nogi, on nawet nie jest Brygadzistą, ale każdy pracownik pobiegł pomagać - czuła dumę z tego powodu - jej ojciec nie był kimś, kto rzucał się w ogień, lecz gdy tylko wybuchł pożar, który zaczął trawić cały Londyn, stanął na wysokości zadania i pobiegł do Ministerstwa Magii. Bała się o niego, lecz wiedziała, że kieruje nim poczucie obowiązku - tak samo jak i nią. Inaczej by jej tu nie było. - Nora, może... Myślałaś może żeby coś na szybko upiec, żeby ich uspokoić?
Zapytała cicho, na powrót wracając do niewielkiego tłumku spojrzeniem.
- Wiesz, tak żeby im pomóc czymś więcej niż herbatą lawendową. Są wystraszeni, a ogień jest na tyle duży, że niemożliwe jest, by opanowali go w kilka godzin. Nie chciałabym, by ktoś... Wiesz, zrobił coś głupiego.