08.05.2025, 09:30 ✶
Myślała, że tym razem się uda. Że jej plan był więcej niż sprytny: że uda jej się pomóc temu mężczyźnie, że chociaż odrobinę mu ulży, zanim Millie znajdzie kogoś innego do pomocy. Lecz była zbyt zmęczona i wystraszona, zbyt przerażona tym, co działo się wokół nich i tym, co działo się z tym nieznajomym, który płakał i wył z bólu, by skupić się na tyle, żeby jej zaklęcie zadziałało. Dlatego też gdy dostrzegła pędzącego Basiliusa, którego przecież znała, odetchnęła z ulgą.
- Basilius! - widzieli się tylko raz, ten jeden raz, ale ten raz wystarczył, żeby mężczyzna odmienił jej życie. Teraz, gdy widzieli się po raz drugi, Quirke czuła, że tym razem będzie tak samo. Prewett znowu ich uratuje. Odsunęła się trochę, żeby dać mu przestrzeń na transmutowanie kamienia.
Chciałaby coś powiedzieć, jakoś polepszyć tę sytuację, ale nie potrafiła znaleźć słów. Jedyne co mogła, to pomóc Millie z tymi noszami, chowając różdżkę, bo chociaż była całkiem niezła z zaklęć, to stres i zmęczenie robiło swoje. Wolała nie tracić czasu, a Moody wyglądała jakby wiedziała, co robić. Gdy razem z Prewettem udało się przetransportować mężczyznę do kryjówki, nie odetchnęła pełną piersią. Nie odetchnęła nawet wtedy, gdy uzdrowiciel zajął się rannym. Została przy nich, pozwalając koleżance stworzyć szkic.
- Mamy chyba za mało danych... - powiedziała cicho, gdy Millie stworzyła jako-taki portret. Spojrzała na nieprzytomnego mężczyznę, ściągając brwi w wyrazie zamyślenia. - Da się go obudzić? Bez informacji od niego nie znajdziemy jego żony.
Zapytała Basiliusa, chociaż podejrzewała, że wybudzanie tak rannej osoby w tej chwili było czystą głupotą. Ale co innego mieli robić? Latać po płonącym Londynie i szukać każdej kobiety, która pasuje do skąpego rysopisu? To dopiero była głupota.
- Basilius! - widzieli się tylko raz, ten jeden raz, ale ten raz wystarczył, żeby mężczyzna odmienił jej życie. Teraz, gdy widzieli się po raz drugi, Quirke czuła, że tym razem będzie tak samo. Prewett znowu ich uratuje. Odsunęła się trochę, żeby dać mu przestrzeń na transmutowanie kamienia.
Chciałaby coś powiedzieć, jakoś polepszyć tę sytuację, ale nie potrafiła znaleźć słów. Jedyne co mogła, to pomóc Millie z tymi noszami, chowając różdżkę, bo chociaż była całkiem niezła z zaklęć, to stres i zmęczenie robiło swoje. Wolała nie tracić czasu, a Moody wyglądała jakby wiedziała, co robić. Gdy razem z Prewettem udało się przetransportować mężczyznę do kryjówki, nie odetchnęła pełną piersią. Nie odetchnęła nawet wtedy, gdy uzdrowiciel zajął się rannym. Została przy nich, pozwalając koleżance stworzyć szkic.
- Mamy chyba za mało danych... - powiedziała cicho, gdy Millie stworzyła jako-taki portret. Spojrzała na nieprzytomnego mężczyznę, ściągając brwi w wyrazie zamyślenia. - Da się go obudzić? Bez informacji od niego nie znajdziemy jego żony.
Zapytała Basiliusa, chociaż podejrzewała, że wybudzanie tak rannej osoby w tej chwili było czystą głupotą. Ale co innego mieli robić? Latać po płonącym Londynie i szukać każdej kobiety, która pasuje do skąpego rysopisu? To dopiero była głupota.