08.05.2025, 12:32 ✶
- Mogę ich przypilnować - zaoferowała się, pomagając Norze wypakować eliksiry. Były dobrze zabezpieczone - szmatkami, papierem i niektóre nawet kartonikami. Część wyglądała jakby była gotowa do sprzedaży, ale z jakiegoś powodu (ciekawe jakiego? Może takiego, że teraz nikt nie myślał o tym, żeby cokolwiek sprzedawać?) sprzedane nie zostały. Może to były jakieś zamówienia, po które nikt się nie zgłosi? Te, które pochodziły bezpośrednio z zapasów Olivii, miały inną nalepkę i było ich całkiem sporo. "Olivia Quirke, eliksiry" - nie mniej, nie więcej. Dziewczyna jeszcze nie wymyśliła nazwy, ale budowała już swoją małą bazę klientów, więc uznała że chociaż imię i nazwisko powinno być znane: ot, tak na wszelki wypadek. - Wiesz, po prostu wydaje mi się, że... Sama czekolada poprawia nastrój, ale z domieszką magii może pomóc bardziej.
Rozejrzała się po raz trzeci? A może czwarty. Herbaty i eliksiry działały, oczywiście, ale przecież widziała wyraźnie, że ludzie byli zdenerwowani. Cholera, ona sama była zdenerwowana jak sam chuj, chociaż starała się robić dobrą minę do złej gry. Olivia zmrużyła nieco oczy, a jej ruchy stały się nieznacznie wolniejsze.
- Co jej się stało? - szepnęła, podbródkiem wskazując kobietę z dziwnymi śladami na ciele. - Wygląda jakby ją ktoś ubrudził popiołem. Może mogłaby się umyć albo coś?
Większość z tych osób patrzyła z niepokojem na to, co działo się w Londynie.
Bierność.
Olivia nienawidziła bierności, od razu chciała działać. To ona była tą w gorącej wodzie kąpaną, to właśnie Tristan sprawiał, że zwalniała i zaczynała najpierw myśleć, a potem robić. Ale teraz go nie było, sama kazała mu iść i pomagać innym, sprawdzić co z jego mieszkaniem - bo widziała dym, unoszący się nad mugolską częścią Londynu. Rozdzielenie się było głupim pomysłem, ale nie mogła go przecież wtajemniczyć w to wszystko. Jednocześnie ona chciała coś robić. Cokolwiek.
- Może mogę ci jakoś pomóc? Zanim pójdę szukać mamy - zaoferowała, przestępując z nogi na nogę. Nie, Olivia Quirke nienawidziła bierności a teraz czuła się, jakby tylko zawadzała.
Rozejrzała się po raz trzeci? A może czwarty. Herbaty i eliksiry działały, oczywiście, ale przecież widziała wyraźnie, że ludzie byli zdenerwowani. Cholera, ona sama była zdenerwowana jak sam chuj, chociaż starała się robić dobrą minę do złej gry. Olivia zmrużyła nieco oczy, a jej ruchy stały się nieznacznie wolniejsze.
- Co jej się stało? - szepnęła, podbródkiem wskazując kobietę z dziwnymi śladami na ciele. - Wygląda jakby ją ktoś ubrudził popiołem. Może mogłaby się umyć albo coś?
Większość z tych osób patrzyła z niepokojem na to, co działo się w Londynie.
Bierność.
Olivia nienawidziła bierności, od razu chciała działać. To ona była tą w gorącej wodzie kąpaną, to właśnie Tristan sprawiał, że zwalniała i zaczynała najpierw myśleć, a potem robić. Ale teraz go nie było, sama kazała mu iść i pomagać innym, sprawdzić co z jego mieszkaniem - bo widziała dym, unoszący się nad mugolską częścią Londynu. Rozdzielenie się było głupim pomysłem, ale nie mogła go przecież wtajemniczyć w to wszystko. Jednocześnie ona chciała coś robić. Cokolwiek.
- Może mogę ci jakoś pomóc? Zanim pójdę szukać mamy - zaoferowała, przestępując z nogi na nogę. Nie, Olivia Quirke nienawidziła bierności a teraz czuła się, jakby tylko zawadzała.