09.05.2025, 12:51 ✶
Miał być miły wieczór. Ciekawa randka z człowiekiem, z którym poznała ją jedna ze znajomych z pracy. Wiedziała, że ta wybitnie stara się ją wyswatać, w końcu była w wieku, w którym brak męża i dzieci, to nie był dobrowolny wybór lecz porzucenie. Jak to ona, doceniała starania koleżanki i złego słowa nie powiedziała na temat lekkiego wtrącania się w jej życie osobiste - powodem mogło być też to, że Romulus Potter zrobił na niej dobre pierwsze wrażenie. Na tyle dobre, że zgodziła się na spotkanie. A dzisiejszego wieczora obserwowała tylko, jak te plany idą z dymem. Dosłownie.
Odkąd tylko w mieście rozpętało się to szaleństwo, starała się pomagać na tyle, na ile była w stanie. Niestety, ta magia, która najbardziej mogła być pomocna, u niej jednocześnie była najsłabsza. I tak zresztą musiała uważać, by nie złamać zasad tajności. Jej pomoc ograniczała się głównie do tego, co mogła zrobić bez użycia magii - chyba, że nikogo nie było w okolicy. Przerażeni sąsiedzi, krzyczące dzieci, straż pożarna, której było zbyt mało na całe miasto... Naprawdę starała się pomóc kazdemu, ale to nie było możliwe.
Najgorsze stało się, gdy nieopanowany ogień wskoczył bezpośrednio na jej osiedle i jej dom. Teraz musiała zająć się własnym dobytkiem. I po początkowym sukcesie z wyczarowaniem wody, brak odpowiednich umiejętności zemścił się w najmniej odpowiednim momencie. W pewnej chwili mogła już tylko bezradnie obserwować, jak ogień pożera wszystko, co tylko był w stanie. Płonęły meble, pieczołowicie zbierane bądź otrzymywane drobiazgi, wesoło trzaskały płomienie na kolejnych kartach książek i zapisanych pergaminach, z sykiem eksplodowały kolejne przetwory w kuchennych szafkach o spalonych drzwiczkach, skwierczały palone mięsa, trzeszczały materiały ubrań... Teraz zostało jej już tylko ratować siebie.
Wtedy też usłyszała nawoływanie Romulusa. Nie spodziewała się, że w ogóle się tutaj pojawi, w końcu mógł mieć własne problemy i całkowicie nie miałaby mu tego za złe. Mimochodem pomyślała, że obecnie wygląda całkowicie nie wyjściowo - umazana sadzą i popiołem, potargana, a do tego jeszcze w pończochach poszły jej oczka. Totalnie nie nadawała się na randkę.
– Tu jestem! - Zawołała, wychodząc zza rogu budynku, bo już chwilę wcześniej ewakuowała się z płonącego domu na jego tyły. Przynajmniej była cała i zdrowa. – Nie spodziewałam się... – Ruszyła w stronę mężczyzny, ale mijając okno usłyszała cichy pisk. Odwróciła głowę, a dostrzegając gwałtownie szalejące przy szybie płomienie, zbyt późno zdała sobie sprawę z niebezpieczeństwa.
W ostatniej chwili uniosła rękę do twarzy, by osłonić się przed gwałtownym wybuchem. Okno eksplodowało, otaczając ją odłamkami szkła, dymem i buchającymi ze środka płomieniami, a siła wybuchu odrzuciła ją kilka metrów do tyłu. Nawet nie zarejestrowała uderzenia o ziemię, ból z poparzonego i porozcinanego ciała był wystarczająco duży, by na chwilę straciła przytomność.
Odkąd tylko w mieście rozpętało się to szaleństwo, starała się pomagać na tyle, na ile była w stanie. Niestety, ta magia, która najbardziej mogła być pomocna, u niej jednocześnie była najsłabsza. I tak zresztą musiała uważać, by nie złamać zasad tajności. Jej pomoc ograniczała się głównie do tego, co mogła zrobić bez użycia magii - chyba, że nikogo nie było w okolicy. Przerażeni sąsiedzi, krzyczące dzieci, straż pożarna, której było zbyt mało na całe miasto... Naprawdę starała się pomóc kazdemu, ale to nie było możliwe.
Najgorsze stało się, gdy nieopanowany ogień wskoczył bezpośrednio na jej osiedle i jej dom. Teraz musiała zająć się własnym dobytkiem. I po początkowym sukcesie z wyczarowaniem wody, brak odpowiednich umiejętności zemścił się w najmniej odpowiednim momencie. W pewnej chwili mogła już tylko bezradnie obserwować, jak ogień pożera wszystko, co tylko był w stanie. Płonęły meble, pieczołowicie zbierane bądź otrzymywane drobiazgi, wesoło trzaskały płomienie na kolejnych kartach książek i zapisanych pergaminach, z sykiem eksplodowały kolejne przetwory w kuchennych szafkach o spalonych drzwiczkach, skwierczały palone mięsa, trzeszczały materiały ubrań... Teraz zostało jej już tylko ratować siebie.
Wtedy też usłyszała nawoływanie Romulusa. Nie spodziewała się, że w ogóle się tutaj pojawi, w końcu mógł mieć własne problemy i całkowicie nie miałaby mu tego za złe. Mimochodem pomyślała, że obecnie wygląda całkowicie nie wyjściowo - umazana sadzą i popiołem, potargana, a do tego jeszcze w pończochach poszły jej oczka. Totalnie nie nadawała się na randkę.
– Tu jestem! - Zawołała, wychodząc zza rogu budynku, bo już chwilę wcześniej ewakuowała się z płonącego domu na jego tyły. Przynajmniej była cała i zdrowa. – Nie spodziewałam się... – Ruszyła w stronę mężczyzny, ale mijając okno usłyszała cichy pisk. Odwróciła głowę, a dostrzegając gwałtownie szalejące przy szybie płomienie, zbyt późno zdała sobie sprawę z niebezpieczeństwa.
W ostatniej chwili uniosła rękę do twarzy, by osłonić się przed gwałtownym wybuchem. Okno eksplodowało, otaczając ją odłamkami szkła, dymem i buchającymi ze środka płomieniami, a siła wybuchu odrzuciła ją kilka metrów do tyłu. Nawet nie zarejestrowała uderzenia o ziemię, ból z poparzonego i porozcinanego ciała był wystarczająco duży, by na chwilę straciła przytomność.