• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue

[10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#17
09.05.2025, 22:51  ✶  

Sama Prue chyba nie spodziewała się tego, że będzie miała chęć w najbliższym czasie znaleźć się w jakichkolwiek ramionach. Nie szukała bliskości, dobrze jej było samej, w tym malutkim świecie, który sobie wybudowała. Nie należała do osób, które potrzebowały kogoś wokół siebie. Nie starała się na siłę otaczać ludźmi. Nie była jedną z tych osób, które potrzebowały towarzystwa, bliskości. Nie zakładałaby, że kiedykolwiek znajdzie się w ten wyjątkowy sposób gdzieś z nim. Nie, żeby ogólnie rozmyślała o tym, czy pozwoli się w ogóle komuś do siebie zbliżyć. Wydawało jej się, że tego nie potrzebuje, jak widać jednak dość szybko się to zmieniło. Wystarczyła odpowiednia (całkiem niedawno jeszcze raczej nieodpowiednia) osoba, aby pozwoliła sobie zupełnie zmienić swój tok myślenia. Właściwie to chyba raczej nie myślała, po prostu pozwoliła sobie zupełnie niespodziewanie pozbyć się murów, którymi się otaczała. Nie miała pojęcia z czego to wynikało, czy z tego, co razem przeżyli, czy z tego, że poczuła się w jego towarzystwie jakoś tak inaczej, a może to wszystko razem wpłynęło na to, że stała się nieco innym człowiekiem. Najwyraźniej właśnie tego potrzebowała w tej chwili, bez sensu było więc analizować to zachowanie, jakoś specjalnie się na nim skupiać, niczego by to przecież nie zmieniło.

Zauważyła też jego zmianę nastawienia wobec swojej osoby, cóż, wystarczyło, by nieco inaczej się zachowywała, a udało im się znaleźć nić porozumienia, może nawet więcej niż nić, pojawiło się coś więcej, chociaż nie potrafiła jeszcze tego nazwać, tak właściwie to czy w ogóle musieli to nazywać? Nie, bo przecież to miał być tylko moment w czasie i przestrzeni, dwie osoby, które spotkały się ze sobą z jakiegoś powodu, może bez powodu, kto to właściwie mógł wiedzieć i niedługo miały się rozejść każde w swoją stronę. Nic więcej, tylko tyle, a może, aż tyle. Wiele było niewiadomych w tym wszystkim, ale wyjątkowo jej to nie niepokoiło, wręcz przeciwnie w tym przypadku to wydawało się właściwe.

Nie potrzebowali żadnych zapewnień, deklaracji, to nie było im do niczego potrzebne, wiedzieli na co się piszą, czego chcą, gesty mówiły same za siebie. Może były zupełnie niespodziewane, ale jednak chciane, zupełnie naturalnie przyszło im zaakceptowanie tego uczucia, które się między nimi pojawiło, bo nie dało się nie dostrzec, że coś wisiało w powietrzu, otaczało ich coraz bardziej, zwłaszcza kiedy przestali je ignorować i pozwolili mu znaleźć swoje ujście.


Nie podejrzewałaby ich o to, że będą potrafili ze sobą rozmawiać w ten sposób, a przychodziło im to całkiem naturalnie. Rozmawiali o wszystkim o niczym, o pierdołach i o tych rzeczach, którymi raczej z nikim się nie dzieliła. Podejrzewała, nie wiedzieć czemu, może nie powinna, ale jednak to robiła, że on też nie jest szczególnie wylewny, a jednak przed nią nieco się otworzył. Czasem chyba tak to działało, że dużo prościej było się otworzyć przed kimś obcym, tyle, że oni nie byli sobie tak do końca obcy, to nieco komplikowało sprawę, chociaż czy na pewno? To nie tak, że dzisiaj odejdą każde w swoją stronę, może to nawet lepiej, bo była go coraz bardziej ciekawa. Chciała zobaczyć do czego ich to doprowadzi, co wyniosą z tej dziwnej, nie do końca spodziewanej relacji, która się właśnie między nimi tworzyła. Byli niby bardzo różni, a mimo wszystko czuła, że sporo ich łączy. Każde swoje przeżyło, w tych zupełnie innych światach, w którym przyszło im żyć. Nie wydawali się być szczególnie szczęśliwi, raczej mocno pokaleczeni przez wydarzenia z przeszłości, może właśnie dzięki temu tak lekko przychodziła im ta rozmowa. Każdy, nawet najbardziej introwertyczny człowiek czasem potrzebował bliskości drugiej osoby, mogli mówić o tym, że tak nie było, ale nie dało się zaprzeczyć, że zdecydowanie pokazywali aktualnie coś innego.

Wyciągała wnioski z tej konwersacji, potrafiła to robić, to nie tak, że nie docierało do niej to, co do niej mówił. Na pewno zaczęła zauważać pewne rzeczy, mogła zaprzeczać, że jest częścią jakiegokolwiek stada, ale jednak tak się stało, nie miała nawet pojęcia kiedy, nie była tego świadoma, teraz sobie to uzmysłowiła, ale nie przerażało jej to jakoś specjalnie, nie zamierzała też mówić głośno o tym, co wyniosła z tej rozmowy. Właściwie to chyba faktycznie powinna nieco inaczej patrzeć na to wszystko, czy tego chciała, czy nie. Nie dało się zaprzeczyć temu, że jednak pojawiły się pewne zmiany w jej życiu, dopiero zaczęła je dostrzegać.

Nie wypytywała go o jego przeszłość, sytuację rodzinną zbyt mocno. Wiedziała, że może to nie być tematem, który ma chęć poruszać, i tak dość sporo jej powiedział, nieco przybliżył swoją sytuację. Dzięki temu otworzyła oczy, zaczęła widzieć więcej, chyba potrzebowała tego, żeby móc spojrzeć na niego łaskawiej, tego w przeszłości, bo na mężczyznę, z którym teraz przemierzała drogę spoglądała z nieukrywaną ciekawością.

Bez sensu było dyskutować o niespełnionych oczekiwaniach, wydarzeniach, które nie miały miejsca, wszystkich hipotetycznych sytuacjach, które na niego czekały, gdyby nie podjął takiej, a nie innej decyzji. Miała wrażenie, że gdyby tego nie zrobił, byłby naprawdę nieszczęśliwym człowiekiem, zdecydował się podążać własną drogą, może nieco wyboistą, jednak dzięki temu mógł uniknąć tego ułożonego dla niego przez innych życia. To był chyba całkiem niezły wybór. Na pewno dusiłby się, gdyby założyli mu taką pętlę na szyję, pewnie z roku na rok by się zaciskała coraz bardziej, aż w końcu nie mógłby oddychać.

- Widzę to, ale zastanawiam się dlaczego tak jest. - Może jego sytuacja się zmieniła, nie był już tym zadufanym w sobie, bogatym gówniarzem należącym do elity, jednak nie zmieniało to faktu, że mógł mieć jakieś pewne oczekiwania. Czy bał się rozczarowania, czy powodowało to coś zupełnie innego? Mogła tylko gdybać, jednak wiedziała, że nie działo się to bez przyczyny, ktoś musiał go zawieść, albo sam się zawiódł, nie wydawało jej się jednak, że takie założenia były słuszne, warto było mierzyć wyżej, sięgać po rzeczy, które nie były na wyciągnięcie ręki. Nie wydawało jej się, aby mógł mieć z tym problem. Przecież potrafił być zdeterminowany, to na pewno się nie zmieniło, z czego więc wynikała taka bierność? Nie miała pojęcia, może nie powinna mówić o tym, że w ogóle się nad tym zastanawiała, ale tego dnia wybierała szczerość, może nawet zbyt często. Myślała o tym, co musiał przeżywać podczas czasu, który spędził w podróży, podejrzewała, że raczej nie były to tylko i wyłącznie kolorowe wspomnienia, a jednak wrócił do kraju, na pewno miał ku temu jakiś powód, coś go tutaj sprowadziło. Czy to też nie były jakieś oczekiwania? O to jednak nie zapytała, nie wydawało jej się, aby była osobą, która powinna się tym interesować. Wspominał, że wrócił na chwilę, że niedługo stąd wyjedzie, najwyraźniej nie zastał tu tego, czego potrzebował, tak też mogło być, zresztą nie wydawało jej się, żeby mógł chcieć tutaj zostać, bo przecież nie bez powodu te kilkanaście lat temu stąd uciekł. Miała naprawdę wiele pytań, coraz więcej, ale póki co ich nie zadawała. Może uda jej się dostać chociaż część odpowiedzi podczas tego tygodnia.

- To zależy, co uznajemy za zdrowy instynkt samozachowawczy. Nie narzekam na swój. - Wręcz przeciwnie, wydawało jej się, że działa nie najgorzej. Mógł sobie mówić o tym, że nie był dla niej najbardziej odpowiednią osobą, że powinna na niego uważać, że był problemem. Tyle, że nie teraz, nie dla niej i nie bała się mu tego powiedzieć. Nie wiedziała, dlaczego spoglądał na siebie tak krytycznie. Może wykreował jakąś wersję siebie, którą pokazywał większości osób, dzięki której łatwiej było mu żyć w tym swoim świecie, jednak to, co pokazywał jej nie powodowało, żeby go jakoś negatywnie oceniała, wręcz przeciwnie. To, co ona widziała było od tego bardzo dalekie, szkoda, że nie mógł na siebie spojrzeć w ten sposób. Naprawdę tego żałowała. Nie przemawiały do niej te jego argumenty, i mógł uznać ją za niespełna rozumu, ale co z tego, naprawdę czuła się w jego towarzystwie bezpiecznie, dużo bezpieczniej niż w towarzystwie większości osób, a to był już spory wyczyn.

Czuła na sobie jego wzrok, nie miała najmniejszego problemu z tym, aby odwdzięczyć się tym samym, spojrzenie za spojrzenie, może nawet trochę za bardzo wyzywające, ale nie umiała czasem pozbyć się tego wyrazu twarzy. Nie, kiedy próbował jej mówić, co powinna myśleć. - Jak do tej pory były nie trafne, ale każdy popełnia błędy, mam wrażenie, że w końcu zaczną być celne, przecież coraz bardziej Cię znam. - Z początku może błądziła w tych swoich próbach rozgryzienia go, ale wydawało jej się, że z minuty na minutę poznaje go coraz bardziej. Nie wiedzieć czemu mówił o sobie jako o rozczarowaniu, ktoś musiał go kiedyś bardzo skrzywdzić, to też nie wzięło się znikąd, tylko kto i dlaczego? Czy ciągnęło się to za nim od momentu w którym opuścił Wielką Brytanię? Nie wydawało jej się, nie sądziła, że wynikało to z niespełnionych oczekiwań względem swojej rodziny, to musiało być coś więcej, tyle, że jeszcze nie wiedziała co.

Nie dawał jej aktualnie żadnych podstaw ku temu, aby mogła sądzić, że ją rozczaruje. Właściwie to nie miała wobec niego żadnych oczekiwań, poza tym, że teraz, przez ten moment będzie przy niej, bo spodobało jej się to, jak czuła się w jego towarzystwie. Brakowało jej kogoś bliskiego, kogoś z kim mogłaby porozmawiać w ten sposób, bez niepotrzebnych i zbędnych, oceniających komentarzy, bez zastanawiania się nad tym, co może, a czego nie może powiedzieć. To nie było dla niej typowe, naprawdę nie mogła uwierzyć w to, że przyszło jej się otworzyć w ten sposób właśnie przed nim. Nigdy nie założyłaby takiego scenariusza. Los potrafił zaskakiwać, ale w tej chwili była mu za to ogromnie wdzięczna, czuła, że sporo by straciła, gdyby nagle, znienacka Benjy ponownie nie pojawił się w jej życiu, zresztą, mogłaby nawet nie przeżyć tych pożarów.

- Nie robię sobie nadziei, możesz być spokojny. - Nie chciała, żeby pomyślał sobie, że ma wobec niego jakiekolwiek oczekiwania, to nie byłoby na miejscu, po prostu chciała mu pokazać swoje spojrzenie, swoją wizję jego osoby, która mocno się różniła od tego, co on próbował jej sugerować. Nie miała jednak zamiaru się z nim o to sprzeczać, mógł mówić swoje, co nie zmieniało faktu, że Prue i tak będzie myślała swoje. Nie tak łatwo było ją przekonać do zmiany zdania, szczególnie, gdy już zaczęła go poznawać. Naprawdę musiałby mocno nadepnąć jej na odcisk, aby się nim teraz rozczarowała.

- Nudziara też mi nie przeszkadza, miewałam dużo gorsze, ale ta nowa jest chyba najlepsza. - Tak właściwie, to nawet ją to bawiło. Nie miała problemu z tym, aby podzielić się z nim swoimi zainteresowaniami. Nie robiła tego po to, aby przestać być nudziarą, w tym też nie widziała niczego złego. Nie przeszkadzało jej to, że niektórzy mogli ją uznawać za mało interesującą, nie potrzebowała zainteresowania ludzi, wręcz przeciwnie, im mniej o niej wiedzieli, tym lepiej. Wolała mieć te swoje tajemnice, bo tak było prościej. Zresztą z jej pakietem pasji mogła być jeszcze bardziej odbierana jako dziwaczka, co może i by jej nawet nie przeszkadzało, ale uważała, że było to zbędne.

Miała świadomość, że to mogło wzbudzać kontrowersje. Śmierć, widma, nekromancja, to wszystko mogło niepokoić innych. To nie były szczególnie mile widziane hobby, raczej wręcz przeciwnie. Powodowały krzywe spojrzenia, ocenianie. Nie mogła jednak nigdy uciec przed tymi zainteresowaniami, one siedziały w niej od lat. Poniekąd została na to skazana przez to, że jako dziecko objawił się jej ten dar. Z początku ją przerażał, z czasem go zaakceptowała i zaczęła uważać za atut. Po tym jak kilka razy jako dzieciak miała szansę zobaczyć pewne wizje śmierć zaczęła ją interesować. Tak po prostu, przywykła do niej i po prostu traktowała ją jako coś zwyczajnego. Dla niektórych było to nie do końca normalne, nie wszyscy uważali koniec życia, przejście za zasłonę za tematy, którymi warto się interesować. Raczej ich unikali. Dla niej była to codzienność, stąd też jej późniejsza fascynacja nekromancją, która w połączeniu z leczeniem okazała się być naprawdę wciągającą dziedziną magii. Może nie tak łatwo było zdobyć tę wiedzę, ale to jeszcze bardziej nakręcało ją do działania. Nie lubiła prostych rozwiązań, a skoro musiała się nieco naprodukować przy zdobywaniu informacji, to ceniła je jeszcze bardziej.

Wiedziała, że to nie jest normalne, ona traktowała to trochę jako coś wyjątkowego, ale też dziwnego. Wszystko zależało, kto ją oceniał. Benjy nie wydawał jej się być osobą, która by się tym przejęła, nie zmieniało to jednak faktu, że wolała się upewnić, jak faktycznie to odbiera. W końcu nie dało się nie zauważyć, że była wariatką. No, może nie do reszty popierdoloną, miała w sobie jeszcze sporo ogłady.

- To dobrze. - Wolała wiedzieć na czym stoi, czego się spodziewać, nie, żeby zakładała inną wersję, ale teraz przynajmniej miała pewność, że jest tak, jak jej się wydaje.

Nie bez powodu raczej z nikim się tym nie dzieliła, mało kto wiedział, co kryje się za tą jej maską zwyczajności i pozorności, którą codziennie zakładała.

Zawiesiła na nim spojrzenie na trochę dłużej, gdy usłyszała jego kolejne słowa. Miała szczęście, że nie otworzyła przy tym ust, bo wyglądałaby teraz bardzo głupio. Trochę jakby nie docierało do niej to, co przed chwilą powiedział. Nie wiedziała, czy się z niej nabija, nie, nie zrobiłby tego, musiał być z nią nad wyraz szczery. - Ty też nie jesteś normalny. - Stwierdziła fakt, powiedziała to bardziej do siebie, niż do niego, ale jeśli faktycznie tak uważał, to też nie miał szczególnie po kolei poukładane w głowie. Trafił swój na swego, czy coś. Miała ochotę się roześmiać. W sumie w jego przypadku to wcale nie było takie dziwne, wyglądał na kogoś kto lubił balansować na krawędzi, łapać się wszystkiego, co było niebezpieczne, a te jej zainteresowania czasem mogły objawiać się właśnie w taki sposób i nieść za sobą różne rzeczy.

- To jest jedyna alternatywna ścieżka, jaka może istnieć. Wiesz, i tak to robię, tylko w nieco ograniczonym czasie, mogłabym w końcu zająć się tym, co lubię i co faktycznie jest interesujące, ileż można ciąć trupy. - Szczególnie takie, którymi nawet nie można się było za bardzo pobawić, bo przecież w biurze koronera nie mogła sobie pozwolić na zbyt wiele, nawet jeśli Corio wiedział o jej zainteresowaniach. Wiodła poniekąd dwa życia, to jedno oficjalne, ułożone i drugie - trochę ciekawsze, ale nie mogła się za bardzo dzielić nim z innymi, bo mogło ją to faktycznie doprowadzić do Azkabanu, z czego zdawała sobie sprawę. Praktyki, które ją najbardziej interesowały nie były legalne, nekromancja była wyklętą dziedziną magii i mało kto doceniał jej piękno. Prue wiedziała, że są granice, których nie może przekroczyć, wiedziała, że nie wszyscy je wyczuwają, ona nigdy nie dała jednak się pochłonąć tym siłom.

Nie zamierzała udawać, że jest kimś innym. Tak właściwie, to chciała mu pokazać, jaka jest naprawdę, skoro już zaczęła łączyć ich ta dziwna więź, której nie potrafiła nazwać, ale o której istnieniu wiedziała, to dlaczego miałaby tego nie zrobić. Nie było sensu ukrywać tej strony, bo tak czy siak, jeśli spędzą ze sobą więcej czasu, to na pewno ją zauważy. Zresztą dzięki temu też pewnie prościej będzie mu zrozumieć to, dlaczego była taka inna.

- Niby tak, ale nie sądzisz, że młodość rządzi się swoimi prawami? Muszą się uczyć na błędach, każdy od czegoś zaczynał. Nie uważam, że warto je tak przekreślać. - Pamiętała swoje pierwsze kroki, które zaczynała stawiać w tych nielegalnych dziedzinach magii, nie były one może szczególnie kontrowersyjne, bo Prue od zawsze wykazywała się ogromnym rozsądkiem, jednak też nie za każdym razem wszystko szło po jej myśli. Nie była i może człowiekiem, który sięgałby po takie rytuały przez biedne, złamane serduszko, ale też starała się być dość wyrozumiała. Oczywiście zdaniem Prudence powinni najpierw przeczytać bardzo dokładnie instrukcje, może zasięgnąć języka i wtedy próbować się bawić, kto wie, może w przyszłości zostaną kolejnymi czarnymi księżniczkami.

- To akurat żadna nowość, nigdy nie byłeś śnieżnobiały. - Znali się w końcu nie od dzisiaj, prawda? Poznała pewne mechanizmy jego zachowania. Właściwie to nawet do tego dawnego Rookwooda pasowała ta aura klątwołamacza, który nie do końca kierował się regułami, czy jakimiś zasadami. Można się było spodziewać, że będzie zajmował się czymś podobnym.

- Szkoda, myślałam, że będziesz nieco bardziej zaskoczony, jak widać dla Ciebie to wszystko jest całkiem normalne. - Zdecydowanie przyciągał do siebie wszystko to, co przekraczało jakiekolwiek granice, ale nie wydawało jej się, aby było w tym coś złego. Sama pewnie za młodu nie spodziewałaby się tego, że i ją zaczną fascynować takie rzeczy, była nad wyraz poprawna i grzeczna, a jednak dała się przeciągnąć na ciemną stronę mocy, przez ciekawość, przez to, że lubiła wiedzieć więcej, że nie chciała się w żaden sposób ograniczać. Najwyraźniej to też ich łączyło. Mieli podobne zdanie na temat tych praktyk.

- Chętnie kiedyś o tym usłyszę. - Uśmiechnęła się do niego dość delikatnie, najwyraźniej wcale nie bała się tego, co może jej opowiedzieć. To chyba nie był odpowiedni czas i miejsce na takie opowieści, dopiero się w końcu poznawali, ale może kiedyś zechce jej nieco zdradzić na ten temat. Tak właściwie to była bardzo ciekawa jego praktycznego doświadczenia. Wydawało jej się, że mógł mieć go sporo. Naprawdę dość mocno zazdrościła mu tego, że miał szansę widzieć tak wiele na własne oczy. Kiedy ona siedziała na miejscu i musiała kombinować, skąd zaczerpnąć wiedzę na miejscu, on podróżował po świecie i miał do niej dostęp od ręki. Wydawało się Bletchley, że sporo mogła się od niego nauczyć, nie, żeby chciała go wykorzystać i w ten sposób.

Dostrzegła, że coś zmieniło się w jego spojrzeniu, tak, patrzył na nią w tym momencie zupełnie inaczej. Poczuła dziwny dreszcz, miała wrażenie, że jest w stanie przejrzeć ją na wylot, jakby nic nie mogła przed nim ukryć. Nie do końca wiedziała, co w niej widzi i dlaczego tak na nią patrzy, chociaż może, może już zaczęła zdawać sobie sprawę z tego, że faktycznie dostrzegał więcej niż wszyscy inni. Pozwoliła mu też na to, ale stało się to tylko dlatego, że już na początku ich ponownych interakcji widziała ku temu pewne przesłanki. Czuła, że coś się między nimi dzieje, i działo się nadal, bez względu na to, że był kimś kogo znała w przeszłości. Właściwie to nie był nim, nie był tym, którego znała. Zbliżył się do niej, znalazł się tuż przed nią i miała wrażenie, że świat zaczął się zatrzymywać i że znowu byli tylko oni, a to było dość niebezpieczne, ale również fascynujące, to ją nieco niepokoiło, ale też ekscytowało. Wzbudzał w niej okropnie sprzeczne emocje, ale może właśnie dzięki temu w końcu czuła, że żyje, że nie wszystko jest czarno-białe.

Kącik ust uniósł jej się w uśmiechu, pewnie powinna czuć się nieswojo, bo znowu znajdowali się tak blisko siebie, ale było wręcz przeciwnie, naprawdę wydawało jej się to właściwe, naprawdę tego chciała. Nie sądziła, że ktokolwiek inny byłby w stanie obdarzyć ją podobnym komplementem, tak zauważyła, że to chyba znowu miał być komplement.

- Jak mniemam w Twoich ustach porypianie to zaleta. - Tak, Benjy zdecydowanie był taką osobą. Nie bał się inności, wręcz przeciwnie, wydawało jej się, że to doceniał. Cóż, miała sporo szczęścia, że ich drogi znowu się skrzyżowały, chyba właśnie czegoś takiego aktualnie potrzebowała. Ostatnio raczej unikała interakcji międzyludzkich, te trzy lata właściwie egzystowała z dala, by nie rzucać się w oczy. Raczej nie wychylała się zbytnio, bo nie czuła takiej potrzeby, nie chciała zwracać na siebie uwagi, nie chciała wzbudzać kontrowersji, a on powodował, że otworzenie się wydawało się właściwe. Widział w niej coś więcej, niż wszyscy inni, to było dziwne, a za razem okropnie niebezpieczne.

- Oczywiście, nie zamierzam i myślę, że nie będę tego żałować. - Dlaczego by miała? Dawno nie czuła się w ten sposób, tak właściwie to nie miała pojęcia, czy ktokolwiek kiedyś zaakceptował bez zbędnych pytań te wszystkie jej odchyły. Liam... nie wiedział o większości jej zainteresowań. Nie opowiadała mu o nich, bo wiedziała, że raczej by tego nie popierał, kiedyś próbowała mu coś o tym wspomnieć, oczywiście dość pokrętnie, żeby nie było, to potraktował jej słowa w taki sposób, że już nigdy nie wróciła do tematu. Udawała, że nie istnieje. Benjy? Wydawał się być otwarty na wszystko, nie uznawał ograniczeń i w tej chwili naprawdę jej się to podobało. Nie podcinał skrzydeł, bardziej wyglądał na kogoś kto nauczyłby ją latać.

Kiedy wspomniał o tym, że jest czarnoksiężnicą, czuła, że może być to powodem do dumy, a nie do wstydu. Wcześniej wydawało jej się to być raczej niewłaściwe, złe. W tym wypadku, miała ochotę przekraczać kolejne granice, zupełnie przestać przejmować się tym, że coś może pójść nie tak. Miał w sobie tę pewność, która powodowała, że i ona zaczynała wierzyć w to, że nie było w tym niczego nieodpowiedniego. Zdecydowanie miałaby chęć pójść za nim do piekła.

- Do wszystkiego można się przyzwyczaić. - To wydawało jej się być dość proste. Wiele zależało od myślenia, nastawienia, jeśli jednak komuś zależało na tym, aby osiągnąć cel to nie powinien mieć z tym najmniejszego problemu. Zauważyła, że urwał, że nie dopowiedział wszystkiego. Nie zamierzała drążyć, wiedziała, że są rzeczy o których wolałby jej nie opowiadać. Pamiętała o tym, co jej powiedział podczas pożarów, pamiętała, że miał kiedyś żonę, a teraz był sam. Musiał przeżyć swoje, nie miała pojęcia na którym etapie życia się to wydarzyło, ale chyba aktualnie nie chciała tego wiedzieć, te informacje nie były jej do niczego potrzebne, nie sądziła, żeby chciał się przed nią, aż tak odsłonić, bo przecież to nie miało być nic trwałego, mieli spędzić ze sobą trochę czasu, nieco się poznać, dobrze się przy tym bawić, nie miała pojęcia jednak dlaczego wydawało jej się, że gdyby spotkali się w innych okolicznościach, faktycznie mogłoby ich połączyć coś jeszcze głębszego. Wolała o tym teraz nie myśleć, bo wiedziała, jak malowała się ich sytuacja. Chciała cieszyć się tym czasem, który dostali od losu, wykorzystać go w odpowiedni sposób, czerpać z tych kilku dni jak najwięcej się dało.

- Wydaje mi się, że zawsze można znaleźć takie drobne rzeczy, które spowodują, że jakoś idzie to przetrwać, wiesz? Może nie mam w tym doświadczenia, ale chyba warto się skupić na pozytywach, nawet tych najmniejszych, wtedy jest prościej. - Nie była szczególnie wykfalifikowana w tym, aby wygłaszać takie opinie, ale zdawała sobie sprawę, że czasem wystarczyło zaciągnięcie się chłodnym powietrzem, poczucie drobnych płatków śniegu na twarzy, czy kolorowym zachodem słońca, aby faktycznie mieć tylko i wyłącznie dobre wspomnienia związane z jakimś miejscem. Odpowiednie towarzystwo, zapach, złapanie się za ręce, jakieś drobne gesty, zachwycający smak, takie niepozorne, zupełnie nieistotne rzeczy, które potrafiły wzbudzić ciepło w sercu.

- Gdy tak o tym mówisz, to faktycznie mam ochotę pierdolnąć to wszystko i w końcu zobaczyć, jak to jest żyć. - Tak naprawdę. Bez jakichś konkretnych zobowiązań, zastanawiając się tylko nad tym, co będzie robić jutro, ale nawet nie. Po prostu korzystając w pełni z każdego dnia. To nie było w jej stylu, ale gdy o tym opowiadał coraz bardziej zazdrościła mu tej odwagi i tego, że bez zastanowienia potrafił tak po prostu wyruszyć w nieznane.

- Czas jest dość istotnym czynnikiem, nie da się sięgnąć po wszystko od razu, nawet najlepsi, najbardziej wprawieni nie mogą się ot tak dostosować do zupełnie innych warunków, ale chyba warto go na to poświęcić. - Zresztą, czymże był miesiąc na tle całego życia. Tak naprawdę nic nie znaczącym kawałkiem czasu, o którym bardzo szybko można było zapomnieć. Przystosowanie się potrzebowało pewnego zaangażowania. Nie miała pojęcia dlaczego tak łatwo przychodziły jej te rozważania, chociaż nigdy nie miała przeżyć czegoś takiego w swoim życiu. Przy Benjym te marzenia wydawały się być jednak na wyciągnięcie ręki, wprowadzał taką atmosferę, jakby wszystko było możliwe. Nie miała pojęcia skąd się to u niego brało, wolała nie wiedzieć, tylko z tego korzystać. Czerpać jak najwięcej mogła. Czuła, że może się wiele nauczyć od jego podejścia.

- Nie zastanawiałam się nad tym, co robisz jak gdzieś utkniesz, oke? - Tak, może nie powinna była zareagować tak nieprzemyślanie, ale jakoś tak wyszło, że jej się to wymsknęło. Musiał jej to wybaczyć, ciągle jednak gdzieś tam miała wizję tego czystokrwistego, którego pamiętała z przeszłości. Nie mogła jej się tak od razu pozbyć ze swojej głowy.

- Jak możesz nie odróżniać lamy i alpaki? Może powinniśmy Ci zrobić jakiś przyspieszony kurs. Zresztą myślałam, że liczy to się owce... - Bletchley była całkiem niezła w znajomości roślin i zwierząt, więc mogłaby go przez to przeprowadzić, może mógłby sobie umilić jakoś czas dzięki tej drobnej lekcji, której mogłaby mu udzielić.

- Fakt, jesteś za duży na miotłę. - Weszła mu w słowo, przy okazji pozwoliła sobie zmierzyć go wzrokiem od stóp do głów, mimo że stała tak blisko niego. Nie powinien jej mieć tego za złe, prawda, zresztą sama już wcześniej przyłapała go na tym, że i on się jej bardzo dokładnie przyglądał. W Hogwarcie nie robił, aż takiego wrażenia, ale wtedy też patrzyła na niego zupełnie inaczej, nie tak jak teraz, nie była nim zauroczona.

- To prawda, literatura magiczna nie jest szczególnie obszerna. - Miała w tym dość spore doświadczenie, bo również czytanie było często jej pierwszym wyborem na spędzanie wolnego czasu. Tak właściwie to była jej główna rozrywka.

- Naprawdę jestem, aż taka przewidywalna? Tylko nie do końca Austen, bardziej Poe, Baudelaire, Blake. - Prudence zaczytywała się w utworach poetów wyklętych. Ciekawiło ją ich podejście do życia, to była chyba jej ulubiona część mugolskiej literatury. Zresztą tak właściwie nie wyglądała na osobę, która doceniałaby literaturę piękną, ale to było kolejną z jej tajemnic. Uwielbiała poezję. Mało kto o tym wiedział, raczej była kojarzona z faktami, więc nie do końca pasowało to do jej osoby, ale czy było coś piękniejszego od zaszycia się pod ciepłym kocem, butelką wina i próbą zrozumienia tych niezrozumianych? No nie wydawało jej się.

Nie spodziewała się, że jej kolejne słowa mogły wywołać w nim takie zmieszanie, a może bardziej poruszenie. Tak, sama włożyła mu kartę w dłoń, ale czy tego żałowała? No, niekoniecznie. Wiedziała, że mógł jej komentarz dwojako, nie rzucała słów ot tak, na wiatr, to wszystko miało jakieś większe znaczenie, szczególnie, gdy zaczęli grać w tę grę, która chyba nie miała żadnych zasad. Cóż, była gotowa na konfrontację, czy nie wybredne komentarze, gdyby nie była gotowa, to na pewno nie ujęłaby tego w ten sposób.

Starała się zachować powagę, gdy odchrząknął, chociaż przychodziło jej to z trudem. Była jeszcze nieco pijana, powoli ten stan mijał, ale jednak nadal czuła pewną lekkość związaną ze spożywaniem alkoholu, to sporo ułatwiało. Zazwyczaj bowiem nie była, aż tak bezpośrednia w tym co mówiła, chociaż czy właściwie była bezpośrednia, no nie, ale on był na tyle bystry, że wyłapał jej aluzję, wiedziała, że to zrobi, inaczej nie sięgnęłaby dokładnie po te słowa, które padły.

- Doceniam bogatą wyobraźnię. - Nie musiał jej sugerować, że powinna zważać na słowa, wręcz przeciwnie, to, co powiedział wręcz zachęcało ją do kolejnych sugestii, wyjątkowo nie miała wobec nich żadnych wątpliwości. Zresztą, atmosferę między nimi można byłoby ciąć siekierą taka była gęsta. - Zdajesz sobie sprawę z tego, że zawsze bardzo dokładnie dobieram słowa, prawda? - Nie musiał jej wspominać o ostrożności. Z jej przypadłością oczywiste raczej było, że zwracała na to uwagę, cóż, może musiała go uświadomić w tym, że naprawdę zdawała sobie sprawę z tego, jak mogły zostać one odebrane i chyba nie do końca jej to przeszkadzało. - Wiesz, takie artefakty można znaleźć też i w Wielkiej Brytanii... - Dodała jeszcze, jakby zapomniał o tym, że tutaj również mogli sobie pozwolić na więcej. Nie mogła mieć pewności, że faktycznie kiedyś postanowi rzucić wszystko i wyjechać, ale mogła zgodzić się na to, że w ciągu tego tygodnia popracują razem nad jakimiś klątwami, chociaż chyba bardzo dobrze zdawali sobie sprawę, że już dawno minęli się z tym tematem. Aktualnie dyskutowali o czymś zupełnie innym, chociaż nie odnosili się do tego bezpośrednio. Cóż, to było całkiem dobrym posunięciem, nie nazywanie rzeczy po imieniu, a sięganie po takie epitety, zwłaszcza, że bardzo dobrze zdawali sobie sprawę do czego zmierzają.

Przyciągnął ją wtedy do siebie. Zrobił to zupełnie niespodziewanie, ale zupełnie jej to nie ruszyło. Czuła bowiem, że było to miejsce, w którym powinna się znaleźć. Ta bliskość wydawała się jej być właściwa. Naprawdę chciała znowu poczuć ciepło jego ciała, szczególnie, że miała już szansę dowiedzieć się, jak to jest przeżyć coś takiego. Nie miał najmniejszych oporów przed tym, aby spowodować, że znajdą się tak blisko siebie i dobrze, bo naprawdę jej to odpowiadało. Może i była od niego kilka razy drobniejsza, ale czuła, że idealnie wpasowuje się w jego ciało. Wydawali się być dla siebie właściwi, chociaż mogły to być tylko pozory, bo przecież to miało być wyłącznie chwilowe, nie opuszczało jej jednak wrażenie, że faktycznie doskonale współgrali.

To było miejsce, w którym chciała się teraz znajdować, w jego ramionach, które ją otaczały, chroniły przed całym światem, niczym jakiś azyl, chociaż wcale nie potrzebowała ochrony przed światem, mimo wszystko wydawało się to być najbardziej odpowiednią rzeczą na świecie. Nie było sensu zastanawiać się nad tym, że to tylko chwilowe, wiedziała przecież, że na dłuższą metę nie mieli mieć niczego wspólnego, różnili się za bardzo, chociaż rozmawiali o tym, co mogliby razem przeżyć i te jego propozycje były okropnie kuszące. Nie sądziła jednak, aby kiedykolwiek znalazła w sobie taką odwagę, teraz jednak, w tej chwili mogła wykorzystać w pełni jego obecność, przytulić się do ciepłego ciała i zapomnieć o całym świecie, właśnie to zamierzała zrobić. Chciała zapomnieć o wszystkim innym i pozwolić sobie zatracić się w tym zupełnie nowym, jednak przyjemnym uczuciu. Nie liczyło się nic więcej, tylko ta dziwna, niezrozumiała chęć znalezienia się jak najbliżej niego.

Nie potrzebowała deklaracji, zbędnych słów, niczego tak naprawdę poza tym, że po prostu był przy niej - teraz, kiedy go potrzebowała, a z czego wynikała ta potrzeba, też nie umiała zrozumieć. Nie było to zwyczajnym pożądaniem, w którym mogłaby się zatracić bez zastanowienia, zbyt wiele ich połączyło, za dobrze jej się z nim rozmawiało, aby przyrównać to do takich podstawowych potrzeb. Nazewnictwo jednak było w tym przypadku obojętne, liczyło się tylko i wyłącznie to, że trafiła na kogoś, kto potrafił ją zrozumieć, dostrzec to, czego potrzebowała, nic więcej nie było ważne, nie miała najmniejszego problemu z tym,  aby owinąć go ponownie swoimi rękoma, nie, po tym co mieli już szansę wspólnie przeżyć. Rozbudzało to jej ciekawość, powodowało, że chciała sięgać po więcej, bez względu na to, że normalnie pewnie miałaby ku temu pewne obawy. Benjy wzbudzał w niej pewne emocje, których nie umiała nazwać, powodował, że przekraczała nieprzekraczalne granice, tylko co z tego? No nic, dokładnie tego chciała.

Najważniejsze było to, że on też tego chciał. Te wszystkie słowa, te komplementy, musiały być prawdziwe, naprawdę widział w niej kogoś, kim warto było się zainteresować. To wcale nie było dla niej takie oczywiste, raczej wszyscy omijali ją szerokim łukiem, a on znajdował się tak blisko niej, bez zawahania jej dotykał i bardzo, ale to bardzo jej się to podobało. Dawno nie przekraczała podobnych granic, nawet nie czuła, że tego potrzebuje, ale teraz jej ciało domagało się uwagi, pragnęło dotyku, a on jej to wszystko dawał.

Starała się dystansować, zazwyczaj, ucinać wszystkie interakcje, a w jego przypadku ciągle chciała więcej. Czuła, że mogłaby z nim rozmawiać całą noc, wdawać się w najbardziej niepojęte dyskusje, ale w tym przypadku nie chodziło tylko i wyłącznie o nie, bo przyciągało ich do siebie zdecydowanie coś więcej. Ta niepohamowana chęć bliskości, poznania swoich ciał, sięgania po te wszystkie gesty, to też nie było dla niej typowe, ale nie negowała tego, nie zastanawiała się skąd się wzięło, i dlaczego się pojawiło. Może był to po prostu odpowiedni moment w czasie, odpowiednia osoba, odpowiednie wszystko? Nie była w stanie odpowiedzieć na te pytania, nie czuła potrzeby, aby to robić.

- Twoje. - Wydawało jej się, że nie do końca zakładał, że może po raz kolejny poruszyć ten temat. Wydawało jej się to jednak całkiem naturalne. Skoro on zamierzał pomóc jej przekroczyć granice, wprowadzić ją w buntownictwo, to Prudence musiała się mu za to jakoś odwdzięczyć, to było raczej zupełnie naturalne, ludzie w ten sposób współpracowali, całkiem oczywista rzecz, ale chyba nie dla niego?

- To tyle, co nic, a jednak chciałabym też w jakiś sposób dać Ci to, czego potrzebujesz. - Nie miała najmniejszego problemu z tym, aby pozostało to między nimi, zresztą po co miałaby kogokolwiek w to angażować. To było ich, ta zmiana, te nagłe wędrówki dłoni po jego plecach, ta bliskość której pragnęła, nikt nie musiał być w to zaangażowany, bo po co? Mogli razem przeżyć niesamowity tydzień, o którym nikt nie będzie wiedział, nikt nie będzie się w to wtrącał, to wydawało się mieć sens, bo inaczej mogły pojawić się pytania, szczególnie zważając na ich typowe zachowania. Chciała jednak dać mu czegoś więcej, zwłaszcza, że on bez najmniejszego problemu postanowił zostać jej przewodnikiem w byciu buntownikiem, musiała się mu jakoś za to odpłacić i nie miała pojęcia dlaczego nie chciał pozwolić jej tego zrobić, dlaczego trzymał ja z daleka od swoich marzeń, czy faktycznie żadnych nie miał? Nie chciało jej się w to wierzyć.

- Dlaczego miałby Cię zabić, przecież o niczym się nie dowie. - Powiedziała cicho, uśmiechając się przy tym dość niewinnie. W końcu ustalili, że to zostanie między nimi. Nikt się miał o tym nie dowiedzieć, więc Eliasza również nie brali pod uwagę. To miało pozostać między nimi, więc nie było ewentualnego niebezpieczeństwa związanego z tym, że jej brat, a zarazem jego przyjaciel mógłby się o tym dowiedzieć.

- Zresztą nigdy jakoś specjalnie go to nie obchodziło. - Musiała to dodać. Byli może z Eliasem bliźniakami, ale nie opowiadała mu jakoś specjalnie o swoich życiowych wyborach. Utrzymywali dość szorstki kontakt, który nie wymagał szczególnego spoufalania się ze sobą. Jasne, byli rodzeństwem, mogli ze sobą rozmawiać, ale bez przesady. Nigdy nie odczuwała jakiejś szczególnej potrzeby, aby dzielić się z nim tym, co działo się w jej życiu.

- Zanim zabrałby Cię na spotkanie z gilotyną do szyb, musiałby sobie poradzić ze mną, sądzę, że to mogłoby mu przysporzyć nieco problemów. - Nie zamierzała udawać nawet przez chwilę, że mogłaby to zignorować. Jasne, zbliżanie się do przyjaciela brata mogło wydawać się niewłaściwe, ale co z tego? Nie powinno go to obchodzić, zupełnie. Zresztą Elias był tak bardzo zajęty sobą, że na pewno niczego by nie zauważył, nie było szansy na to, że dostrzeże, że między nimi coś się zmieniło. Była tego wyjątkowo pewna, chociaż wiedziała, że może skorzystać z ich umiejętności rodowej, która pewnie pokazałaby jakie mają wobec siebie zamiary. Nie spodziewała się jednak tego, żeby chciał to robić, bo nie było takiej potrzeby, w końcu ona i Rookwood od zawsze się nienawidzili.

Stosunki stosunkami, nie wątpiła, że bardzo mogą się zmienić te, które ich połączą, zresztą już się to działo. Była gotowa sięgnąć po te najbardziej zażyłe, mimo tego, że miała świadomość, iż miały się skończyć równie szybko, co się zaczęły - zupełnie jej to nie przeszkadzało, nie w tym przypadku. Nie potrzebowała żadnych deklaracji, żadnych zapewnień, po prostu chciała cieszyć się tą chwilą.

Później znowu to zrobił. Bez żadnego uprzedzenia, po prostu zacisnął dłonie  na jej pośladkach i uniósł ją wyżej. Nie zareagowała, chociaż powinna, bo nie była przyzwyczajona do podobnych gestów. Zaczynała jednak powoli się przyzwyczajać do tej jego dość specyficznej obecności w swoim życiu. Przeniosła wtedy dłonie z jego pleców na szyję, owinęła ją nimi po prostu, bo musiała czuć się pewniej, gdy znalazła się na takiej wysokości, dla niego to mogło być nic, ale dla niej... Obawiała się nieco wysokości, a to wcale nie była tak niska odległość od ziemi.

Niosło to za sobą oczywiście pozytywy, bo w końcu znaleźli się na tym samym poziomie. Mogła bezwstydnie wpatrywać się w jego oczy, gdy miała na to ochotę i właśnie to robiła, bez nawet momentu zawahania, nie bała się tego, co w nich zobaczy, a może powinna? Chyba nie, nadal wydawało jej się, że nie mogła się po nim spodziewać niczego nieodpowiedniego, a przynajmniej nie po tym, co zaczęło ich łączyć gdy znaleźli się sam na sam.

- Oczywiście, że muszę, co to w ogóle za pytanie? - Przecież to wcale nie tak, że znalazła się na tej wysokości tylko dzięki niemu, on sam ułatwił jej wygranie tej ich dość nie do końca jasnej rywalizacji. Faktycznie znajdowali się dość blisko siebie, tak, że mogła trącić go delikatnie nosem i zasugerować, że te zmagania nie miały najmniejszego sensu, jednak nie w ten sposób chciała postępować, nie chodziło wcale o jej przewagę, a o bliskość, w której znowu się znaleźli.

Mogłaby nadal domagać się uwagi, prosić o to, aby jej nie ignorował, ale przecież wcale tego nie robił. Wpatrywali się w siebie przez dłuższą chwilę, tak długą, że nie była w stanie określić ile ona trwała,  aż w końcu spojrzała na jego usta i nie mogła powstrzymać chęci skosztowania ich smaku, wpatrywała się w nie długo, zdecydowanie zbyt długo - przygryzając przy tym swoją dolną wargę, aż w końcu pękła, bo dlaczego by nie. Skoro już wiedziała, czego się może spodziewać, przynajmniej na początku, i wiedziała, że każde zbliżenie smakuje jak kolejny pierwszy raz to mogła to zrobić.

Nachyliła się w końcu, mimo, że nie musiała jakoś specjalnie, bo przecież byli tak blisko siebie, ale przychodziło jej to naturalnie, była drobna, nawet jeśli ją trzymał w objęciach, i pocałowała go znowu, po raz kolejny, jakby to miał  być ich kolejny pierwszy pocałunek, który powinien smakować ogromnym rozczarowaniem, tyle, że wcale tak nie było.

Miała wrażenie, że każde dotknięcie jego ust, wiąże się z poznaniem nowej historii, na którą niekoniecznie była gotowa, ale dlaczego miałaby to teraz odpuścić? Zamiast się nad tym zastanawiać, zatraciła się jeszcze bardziej w tym pocałunku i mógł ją za to grzecznie wyprosić ze swojej okolicy, albo po prostu pozwolić jej się w sobie zapomnieć. Nie mogła odpuścić, więc w końcu zaplotła też swoje własne nogi tuż pod jego biodrami, aby jeszcze bardziej zamknąć go w klatce (wcale nie, nikt inny nie miał szansy tego zrobić).



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (43540), Pan Losu (29), Prudence Fenwick (35854)




Wiadomości w tym wątku
[10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 30.04.2025, 20:19
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Pan Losu - 30.04.2025, 20:19
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 30.04.2025, 21:33
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 30.04.2025, 23:24
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 01.05.2025, 00:13
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 01.05.2025, 02:30
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 01.05.2025, 03:30
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 01.05.2025, 15:38
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 01.05.2025, 23:40
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 02.05.2025, 19:45
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 03.05.2025, 00:53
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 04.05.2025, 20:31
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 05.05.2025, 18:00
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 06.05.2025, 18:07
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 07.05.2025, 01:27
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 08.05.2025, 23:21
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 09.05.2025, 22:51
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 11.05.2025, 01:33
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 11.05.2025, 23:43
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 14.05.2025, 17:37
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 16.05.2025, 00:16
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 16.05.2025, 19:39

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa