10.05.2025, 01:18 ✶
Kobieta powiedziała, że nikogo nie było. Nikt też nie walił w drzwi, a dodatkowo ogień, który udało mu się chociaż trochę spacyfikować, nie dosięgnął parteru.
A jednak, nawet kiedy Brenna pobiegła, Jonathan przez chwilę się wahał, czy nie spróbować wyważyć drzwi. Tak na wszelki wypadek. Dlatego, że był zły na samego siebie, że przez niego ta kobieta teraz cierpiała, a on chyba też bardzo potrzebował, aby kogoś jeszcze spróbować uratować.
A potem dotarło do niego, jak głupie to było, skoro, przykładem młodszej czarownicy, mógł najpierw sprawdzić okna, a dopiero potem pozbawić mieszkań drzwi. Zwłaszcza, że istniała szansa, że po ulicach nie kręciły się już osoby, które nie skorzystałyby z okazji do okradzenia nieobecnych mieszkańców.
Nawet jeśli odpuścił pomysł z wyważeniem drzwi, Jonathan nie wyszedł od razu z kamienicy, nie zważając na dym, próbując najpierw okiełznać płomienie, co wymagało od niego wejścia na piętro. Strumień wody, który wyczarował nie należał znowu do najbardziej udanych, więc to wszystko pewnie trwało dłużej niż powinno, ale w końcu ponownie zawitał na zewnątrz, kaszląc dymem.
I oczywiście od razu pobiegł do okien, aby upewnić się, że na pewno nikogo tam nie było. Na całe szczęście kobieta miała rację.
No właśnie... Kobieta...
Coś sprawiło, że Jonathan przez chwilę nie mógł oddychać i bynajmniej nie był to dym.
Mógł temu zapobiec. Była ranna przez niego. Jedno zaklęcie. Jedno, proste zaklęcie, które przecież w tej czy innej formie rzucał już wielokrotnie. A jednak teraz coś nie wyszło, a ta kobieta cierpiała.
– Mamy jakąś możliwość skontaktowania się z medykami? – spytał Brennę, spoglądając że zmartwieniem na kobietę. – Albo chociaż jakieś bezpieczne miejsce?
A jednak, nawet kiedy Brenna pobiegła, Jonathan przez chwilę się wahał, czy nie spróbować wyważyć drzwi. Tak na wszelki wypadek. Dlatego, że był zły na samego siebie, że przez niego ta kobieta teraz cierpiała, a on chyba też bardzo potrzebował, aby kogoś jeszcze spróbować uratować.
A potem dotarło do niego, jak głupie to było, skoro, przykładem młodszej czarownicy, mógł najpierw sprawdzić okna, a dopiero potem pozbawić mieszkań drzwi. Zwłaszcza, że istniała szansa, że po ulicach nie kręciły się już osoby, które nie skorzystałyby z okazji do okradzenia nieobecnych mieszkańców.
Nawet jeśli odpuścił pomysł z wyważeniem drzwi, Jonathan nie wyszedł od razu z kamienicy, nie zważając na dym, próbując najpierw okiełznać płomienie, co wymagało od niego wejścia na piętro. Strumień wody, który wyczarował nie należał znowu do najbardziej udanych, więc to wszystko pewnie trwało dłużej niż powinno, ale w końcu ponownie zawitał na zewnątrz, kaszląc dymem.
I oczywiście od razu pobiegł do okien, aby upewnić się, że na pewno nikogo tam nie było. Na całe szczęście kobieta miała rację.
No właśnie... Kobieta...
Coś sprawiło, że Jonathan przez chwilę nie mógł oddychać i bynajmniej nie był to dym.
Mógł temu zapobiec. Była ranna przez niego. Jedno zaklęcie. Jedno, proste zaklęcie, które przecież w tej czy innej formie rzucał już wielokrotnie. A jednak teraz coś nie wyszło, a ta kobieta cierpiała.
– Mamy jakąś możliwość skontaktowania się z medykami? – spytał Brennę, spoglądając że zmartwieniem na kobietę. – Albo chociaż jakieś bezpieczne miejsce?