Z salonu nie mieli może tak dobrego widoku z okna na podwórko, gdzie hipogryfy zajmowały się swoimi sprawami, ale wciąż mogli się wychylić i może udałoby im się coś zobaczyć. To właśnie robił Nikolai - co jakiś czas wychylał się, by zerknąć przez to okienko, czy na zewnątrz wszystko było w porządku. Zazwyczaj nie robił tego tak często, szczególnie gdy w domu był jeszcze Vlad i obaj pilnowali stada, ale tego dnia wolał mieć wszystko pod kontrolą. W końcu nikt nie chciał żadnych wypadków, tylko dlatego, że on czegoś nie dopilnował albo nie zauważył.
Na szczęście nie działo się nic niepokojącego. Arno dalej sobie leżał, jak Jaśnie Pan, Kalio skubał trawę, a Suzie i... chyba na razie można go nazywać po prostu Młody... ganiali się, jak para dzieciaków.
-Lubi dziobać mnie w ramię - to była pierwsza rzecz, która przyszła mu do głowy, gdy Mabel zaczęła zadawać pytania. -To jeszcze młody hipogryf, więc czasami bywa złośliwy i atencyjny. Hm... Trochę jak mój młodszy brat - drugą uwagę powiedział już trochę ciszej.
Uwaga Sama była słuszna, bo nadanie imienia nie oznaczało, że stworzenie stanie się posłuszną własnością i będzie co wieczór układać się u stópek i mruczeć, czy wydawać jakiekolwiek inne dźwięki, ale czy NAPRAWDĘ trzeba było od razu mówić o zabijaniu?
-Myślę, że nie zdołałaby ich wkurzyć na tyle, żeby próbowały ją zabić - powiedział, zerkając szybko na Sama, by zaraz wrócić do Mabel. -Poza tym, nie będziesz podchodzić do nich sama. Z nami ci się nic nie stanie.
Uniósł jedną brew, słysząc historię o imieniu kota. Sir Mleczysław... Musiał je zmieniać?
-Miałbyś jedno z bardziej oryginalnych imion w Dolinie - mruknął i znów odezwał się do Mabel. -Raczej nikt by się nie obraził, nawet gdybyś nazwała go Gubernatorem Dziobem, ale poobserwujesz go, jak wyjdziemy, i sama zdecydujesz, jak chciałabyś go nazwać.