10.05.2025, 13:08 ✶
Bardzo Pytające Spojrzenie zostało skwitowane przez Miles ledwie sekundą niezrozumienia, gdy w końcu stanęła na palcach by przyciągając głowę Prewetta do siebie szepnąć mu dość enigmatycznie:
- Jezioro. - i uśmiechnąć się w ten charakterystyczny sposób, z zaciśniętymi wargami i złotymi kocimi ślepiami w temacie "proszę nie panikuj, proszę zostań z nami, proszę potrzebujemy Cię". Szczególnie, że nikt nie wiedział co się dzieje z Florence, nawet jeśli do kontaktu z nią delegowany był kto inny.
Teraz jednak, aby nie dzielić włosu na czworo, Miles była w ferworze nieudolnego rysowania. Zaskakujące, że łatwiej było jej gasić kamienice (och wciąż pamiętała ten przepływ mocy, gdy nakierowała wodę na szlaejący ogień zmierzający od wschodu ku Norze Nory) a teraz zamiast legitnych portretów pamięciowych wychodziły jej jakieś karykatury, bohomazki. Na pewnym etapie się już poddała i po prostu notowała imiona nazwiska, notowała znaki szczególne i obiecywała że popyta, że sprawdzi. Nie było to jednak tak kojące jak byłyby portrety. Zdała sobie sprawę też, że może była nieco zbyt marudna przy tych rozmowach - wszyscy w końcu byli zmęczeni, a jej w głowie świtało głównie to, żeby Bazyliszka jak najszybciej zabrać do rannego Thomasa. On potrzebował profesjonalnej pomocy. Prowizoryczne opatrunki w jego stanie raczej nie zdawały egzaminu.
Dlatego też gdy powróciła do pozostawionej wcześniej dwójki, odetchnęła głęboko.
- Jak tam? Jak pan nowy? Jak ludzie? Probowałam robić portrety pamięciowe ale wyszło mi gówno. Ale mam notatki jakby co, żeby podpytać w innych miejscach. Czy coś. - jej głos był zachrypnięty i zmęczony. Musiała jeszcze chwilę pociągnąć. Oni wszyscy musieli.
- Jezioro. - i uśmiechnąć się w ten charakterystyczny sposób, z zaciśniętymi wargami i złotymi kocimi ślepiami w temacie "proszę nie panikuj, proszę zostań z nami, proszę potrzebujemy Cię". Szczególnie, że nikt nie wiedział co się dzieje z Florence, nawet jeśli do kontaktu z nią delegowany był kto inny.
Teraz jednak, aby nie dzielić włosu na czworo, Miles była w ferworze nieudolnego rysowania. Zaskakujące, że łatwiej było jej gasić kamienice (och wciąż pamiętała ten przepływ mocy, gdy nakierowała wodę na szlaejący ogień zmierzający od wschodu ku Norze Nory) a teraz zamiast legitnych portretów pamięciowych wychodziły jej jakieś karykatury, bohomazki. Na pewnym etapie się już poddała i po prostu notowała imiona nazwiska, notowała znaki szczególne i obiecywała że popyta, że sprawdzi. Nie było to jednak tak kojące jak byłyby portrety. Zdała sobie sprawę też, że może była nieco zbyt marudna przy tych rozmowach - wszyscy w końcu byli zmęczeni, a jej w głowie świtało głównie to, żeby Bazyliszka jak najszybciej zabrać do rannego Thomasa. On potrzebował profesjonalnej pomocy. Prowizoryczne opatrunki w jego stanie raczej nie zdawały egzaminu.
Dlatego też gdy powróciła do pozostawionej wcześniej dwójki, odetchnęła głęboko.
- Jak tam? Jak pan nowy? Jak ludzie? Probowałam robić portrety pamięciowe ale wyszło mi gówno. Ale mam notatki jakby co, żeby podpytać w innych miejscach. Czy coś. - jej głos był zachrypnięty i zmęczony. Musiała jeszcze chwilę pociągnąć. Oni wszyscy musieli.