22.10.2022, 22:16 ✶
Przez chwilę patrzyła się na niego w zastanowieniu. Czy naprawdę mógł istnieć jeszcze na tym świecie ktoś o niespaczonym spojrzeniu na świat? Nie mogła w to uwierzyć, bazując na własnych doświadczeniach. Wszystko w Longbottomie było pełne odwagi, ale też pewnego rodzaju wyższości.
Staranna dykcja pilnująca by każdy, nawet z odległego krańca pomieszczenia dokładnie usłyszał i zasłuchał się w jego polecenia, twardy i pewny chód, zręczna budowa ciała świadcząca o latach praktyki pojedynków magicznych. Jeśli duma miałaby spersonifikować się w czarodzieju, zapewne wybrałaby jego. Mieli już w końcu ze sobą do czynienia poza murami Hogwartu i korytarzami pracy, chociażby w klubie pojedynków.
Na tym zapewne poprzestałby zwykły obserwator, ale ekspertyza w Urokach kazała Idzie iść nawet głębiej w prywatnych spostrzeżeniach. Tylko jego oczy nie pasowały do kreującego się przed innymi obrazem. Nawet teraz gdy mówił do niej z wyczuwalną nutą emocji w głosie, zielonkawe oczy pozostawały tak samo nostalgiczne. Ciekawiła kobietę przyszłość detektywa, nawet jeśli wrodzony instynkt podpowiadał, że nie będzie ona w pełni kolorowym obrazem.
Pokręciła głową z udawanym niedowierzaniem na fakt, że mężczyzna autentycznie zastanawiał się nad komentarzem o swojej sylwetce.
— Sieję w twoim sercu popłoch? — Uniosła brwi, w udawanym zaskoczeniu przykładając dłoń do ust ze zdziwieniem. Warto było chwilę poczekać, jeśli oznaczało to, że rozbawi się nieco przed sprawozdaniem dla komisji. Coś musiało trafić na kozła ofiarnego jej humoru, a skoro ten był tuż przed nią i trzymał się na porządnych stu dziewięćdziesięciu centymetrach wysokości, żal było nie skorzystać z okazji.
Przez chwilę wsłuchała się w słowa Erika w milczeniu, po czym pokręciła głową z zaprzeczeniem. — Nic ci się nie stanie. — Odpowiedziała wolno, odbiegając myślami od oczywistej niedorzeczności tego scenariusza. Przez chwilę przez twarz czarownicy przemknął ledwo widoczny, ponury cień, który zaraz ponownie ukryła głęboko za zasłoną całej reszty własnych problemów. — Wiedziałabym o tym wcześniej. — Dodała niewspółmiernie poważnym tonem, do pozostałej części rozmowy.
Zanim jednak zdążyła jeszcze zareagować w inny sposób, jej rozmówca autentycznie ruszył przed siebie, wzdłuż kolejki. Zeneida powstrzymała się siłą od rozchylenia ust w geście zdziwienia, przez chwilę mrugając powiekami. — Co… Dobra, to się dzieje naprawdę. Po prostu poszedł. — Wymamrotała pod nosem, wciąż niedowierzając w rozgrywającą się przed nią scenę. Mimowolnie zaczęła się zastanawiać, ile rzeczy dziennie jej towarzysz robił tylko dlatego, że ktoś go oto poprosił i jak daleko leżała granica tego, na co się zgodzi. Pozostawiając mentalną notatkę, ruszyła spod ściany, zerkając tylko co jakiś czas na ludzi rzucających im spojrzenia spode łba. Wzruszała na to ramionami, kręciła z fałszywym oburzeniem głową i wskazywała tylko kciukiem na plecy Erika, bezgłośnie i przekornie sygnalizując pozostałym zgromadzonym “To nie moja wina, przysięgam”.
Staranna dykcja pilnująca by każdy, nawet z odległego krańca pomieszczenia dokładnie usłyszał i zasłuchał się w jego polecenia, twardy i pewny chód, zręczna budowa ciała świadcząca o latach praktyki pojedynków magicznych. Jeśli duma miałaby spersonifikować się w czarodzieju, zapewne wybrałaby jego. Mieli już w końcu ze sobą do czynienia poza murami Hogwartu i korytarzami pracy, chociażby w klubie pojedynków.
Na tym zapewne poprzestałby zwykły obserwator, ale ekspertyza w Urokach kazała Idzie iść nawet głębiej w prywatnych spostrzeżeniach. Tylko jego oczy nie pasowały do kreującego się przed innymi obrazem. Nawet teraz gdy mówił do niej z wyczuwalną nutą emocji w głosie, zielonkawe oczy pozostawały tak samo nostalgiczne. Ciekawiła kobietę przyszłość detektywa, nawet jeśli wrodzony instynkt podpowiadał, że nie będzie ona w pełni kolorowym obrazem.
Pokręciła głową z udawanym niedowierzaniem na fakt, że mężczyzna autentycznie zastanawiał się nad komentarzem o swojej sylwetce.
— Sieję w twoim sercu popłoch? — Uniosła brwi, w udawanym zaskoczeniu przykładając dłoń do ust ze zdziwieniem. Warto było chwilę poczekać, jeśli oznaczało to, że rozbawi się nieco przed sprawozdaniem dla komisji. Coś musiało trafić na kozła ofiarnego jej humoru, a skoro ten był tuż przed nią i trzymał się na porządnych stu dziewięćdziesięciu centymetrach wysokości, żal było nie skorzystać z okazji.
Przez chwilę wsłuchała się w słowa Erika w milczeniu, po czym pokręciła głową z zaprzeczeniem. — Nic ci się nie stanie. — Odpowiedziała wolno, odbiegając myślami od oczywistej niedorzeczności tego scenariusza. Przez chwilę przez twarz czarownicy przemknął ledwo widoczny, ponury cień, który zaraz ponownie ukryła głęboko za zasłoną całej reszty własnych problemów. — Wiedziałabym o tym wcześniej. — Dodała niewspółmiernie poważnym tonem, do pozostałej części rozmowy.
Zanim jednak zdążyła jeszcze zareagować w inny sposób, jej rozmówca autentycznie ruszył przed siebie, wzdłuż kolejki. Zeneida powstrzymała się siłą od rozchylenia ust w geście zdziwienia, przez chwilę mrugając powiekami. — Co… Dobra, to się dzieje naprawdę. Po prostu poszedł. — Wymamrotała pod nosem, wciąż niedowierzając w rozgrywającą się przed nią scenę. Mimowolnie zaczęła się zastanawiać, ile rzeczy dziennie jej towarzysz robił tylko dlatego, że ktoś go oto poprosił i jak daleko leżała granica tego, na co się zgodzi. Pozostawiając mentalną notatkę, ruszyła spod ściany, zerkając tylko co jakiś czas na ludzi rzucających im spojrzenia spode łba. Wzruszała na to ramionami, kręciła z fałszywym oburzeniem głową i wskazywała tylko kciukiem na plecy Erika, bezgłośnie i przekornie sygnalizując pozostałym zgromadzonym “To nie moja wina, przysięgam”.
give me a bitter glory.