11.05.2025, 09:13 ✶
- No jasne - zabrzmiał na okropnie urażonego jej sugestią. - Zostaw mnie tutaj, na środku ulicy, ze złamaną nogą, żeby mnie ci Śmierciożercy DOBILI! - wyglądał na poważnego, ale może to z szoku, a przynajmniej, cholera, sam na to liczył. Trochę, oprócz tego że go bolało, myślał już o tym jaki opieprz dostanie. Widział oczyma duszy ściągniętą w powadze twarz Florence i Basiliusa. W szczególności tego drugiego, bo przecież nie minęło parę godzin od momentu, kiedy się z nim widział i ten zszywał mu nogę.
Dzielna była i może by jej to przyznał w jakikolwiek sposób, ale na pewno nie w tym momencie. Była w nim jakaś złość - że sam nie był w stanie się stąd wygrzebać i został ranny. Na to, że musiał w tak dużym stopniu polegać na niej. A mógł na przykład zwrócić większą uwagę na to gdzie stał i żeby się odsunąć, zamiast wcześniej martwić się o nią.
- Gdybym ją miał - zaczął zrzędliwym tonem. - To bym się stąd mógł sam wygrzebać - poinformował ją, walcząc sam ze sobą, żeby nie dopowiedzieć coś tam o ogólnej szybkości tych działań. W końcu jednak uniosła część zawaliska, dając mu przestrzeń do poruszenia się i wtedy wreszcie zaparł się, chcąc odczołgać od kawałka ściany, który zrobił mu najwięcej krzywdy.
Skrzywił się wyraźnie, bo kiedy się poruszył, poczuł na nowo w jak kiepskim stanie była ta noga. Pewnie połamana, ale niestety nie był lekarzem i nie mógł sam się na miejscu wyleczyć, żeby nie robić z siebie kaleki.
- Eh, kurwa - plecy na nowo dotknęły bruku. Na nowo przeżywał swoją porażkę i zastanawiał się, czy na pewno to był ten moment, kiedy koniecznie trzeba było zawitać do Munga. - Dzięki - mruknął w jej stronę, odwracając twarz do niej. - Ale następnym razem może nie stój tak blisko jak coś się wali, co? Nie trzeba będzie się tobą martwić - czy to była jej wina? Owszem.
Dzielna była i może by jej to przyznał w jakikolwiek sposób, ale na pewno nie w tym momencie. Była w nim jakaś złość - że sam nie był w stanie się stąd wygrzebać i został ranny. Na to, że musiał w tak dużym stopniu polegać na niej. A mógł na przykład zwrócić większą uwagę na to gdzie stał i żeby się odsunąć, zamiast wcześniej martwić się o nią.
- Gdybym ją miał - zaczął zrzędliwym tonem. - To bym się stąd mógł sam wygrzebać - poinformował ją, walcząc sam ze sobą, żeby nie dopowiedzieć coś tam o ogólnej szybkości tych działań. W końcu jednak uniosła część zawaliska, dając mu przestrzeń do poruszenia się i wtedy wreszcie zaparł się, chcąc odczołgać od kawałka ściany, który zrobił mu najwięcej krzywdy.
Skrzywił się wyraźnie, bo kiedy się poruszył, poczuł na nowo w jak kiepskim stanie była ta noga. Pewnie połamana, ale niestety nie był lekarzem i nie mógł sam się na miejscu wyleczyć, żeby nie robić z siebie kaleki.
- Eh, kurwa - plecy na nowo dotknęły bruku. Na nowo przeżywał swoją porażkę i zastanawiał się, czy na pewno to był ten moment, kiedy koniecznie trzeba było zawitać do Munga. - Dzięki - mruknął w jej stronę, odwracając twarz do niej. - Ale następnym razem może nie stój tak blisko jak coś się wali, co? Nie trzeba będzie się tobą martwić - czy to była jej wina? Owszem.