11.05.2025, 09:50 ✶
- Za blisko ciebie - rzucił pod nosem, jakby to nie sam budynek był tutaj problemem, a jej bezpośrednia okolica. Może było coś w tym, że niektórzy uważali ją za chodzącą klątwę, bo przecież to nie było normalne, żeby dookoła człowieka tyle się działo. Atreus lubił akcję, ale lubił tez wygrywać, a Brenna była jak magnes na sytuacje nieszczęsne.
Na całe szczęście też nie wykrwawiał się tutaj właśnie. Krew była w środku - czyli dokładnie tam gdzie powinna, co parę razy z głupią miną zdarzyło mu się już mówić tak samo przypadkowym uzdrowicielom, jak i własnej rodzinie.
- Wypraszam sobie - obruszył się wyraźnie i to nawet nie z tą przerysowaną manierą, w którą zdarzało mu się często uderzać. - Byłoby w sam raz, gdybyś nie stała do ostatniej chwili jak kołek. Ty chyba chcesz zginąć - na całe swoje nieszczęście, tak samo jak kumulowała dookoła siebie pecha, to sama wychodziła z tych sytuacji obronną ręką, a przynajmniej tak Atreus był gotowy się w tym momencie upierać. - Potrójnie - zrzędził. - Ba, poczwórnie. Ale nie martw się, nic mi nie jest. Trochę się usztywni i będzie jak nowa - głos miał ostry i uciążliwy, ale mimo tego nie było w nim agresji. Może jakiś żal i nawet nie tyle do niej, co do samego siebie. Bo Bulstrode dochodził do okropnego wniosku, że bardziej jak o siebie, to martwił się o nią. Widział, jaka jest wymęczona, jak krew ciecze jej z ręki, a mimo tego wstaje i idzie szukać tej pierdolonej różdżki. - Możesz wrócić do swoich spraw, ja sobie dam radę.
Na całe szczęście też nie wykrwawiał się tutaj właśnie. Krew była w środku - czyli dokładnie tam gdzie powinna, co parę razy z głupią miną zdarzyło mu się już mówić tak samo przypadkowym uzdrowicielom, jak i własnej rodzinie.
- Wypraszam sobie - obruszył się wyraźnie i to nawet nie z tą przerysowaną manierą, w którą zdarzało mu się często uderzać. - Byłoby w sam raz, gdybyś nie stała do ostatniej chwili jak kołek. Ty chyba chcesz zginąć - na całe swoje nieszczęście, tak samo jak kumulowała dookoła siebie pecha, to sama wychodziła z tych sytuacji obronną ręką, a przynajmniej tak Atreus był gotowy się w tym momencie upierać. - Potrójnie - zrzędził. - Ba, poczwórnie. Ale nie martw się, nic mi nie jest. Trochę się usztywni i będzie jak nowa - głos miał ostry i uciążliwy, ale mimo tego nie było w nim agresji. Może jakiś żal i nawet nie tyle do niej, co do samego siebie. Bo Bulstrode dochodził do okropnego wniosku, że bardziej jak o siebie, to martwił się o nią. Widział, jaka jest wymęczona, jak krew ciecze jej z ręki, a mimo tego wstaje i idzie szukać tej pierdolonej różdżki. - Możesz wrócić do swoich spraw, ja sobie dam radę.