11.05.2025, 10:57 ✶
Najgorsze było w tym wszystkim to, że ona wcale nie chciała się z nim sprzeczać. Szukanie zaczepki było łatwe i przyjemne, bo emocje miały gdzie znaleźć ujście, a Atreus właśnie zmagał się w swojej głowie z wizją kalectwa na resztę nocy, tłumaczenia się siostrze i kuzynowi, a także ze zwyczajnym stresem. Właśnie tak cholernie dbał o to, by znajdować sobie wymówki by nie przejmować się innymi. Florence była bezpieczna, bo była na zmianie w szpitalu. Basilius był bezpieczny, bo biegał po Londynie z pogotowiem ratunkowym. Orion był bezpieczny, bo był cholernym aurorem, który dodatkowo potrafił o siebie zadbać. Kamienica i reszta familii tez byli bezpieczni, bo zwyczajnie w niej ukryci za zaklęciami i przekładniami.
Przez lata nauczył się bardzo zgrabnie unikać niewygodnych dla niego emocji, a zżerające poczucie winy, że nie było się na miejscu, było jednym z nich. Myślenie też, czy komuś coś się stało, to była jedna rzecz, ale patrzenie na to w odległości niemal na wyciagnięcie ręki?
Zacisnął zęby, łapiąc za podaną mu różdżkę, ale nie było w tym niczego z nadąsanego chłopaczka, do jakiego zdarzało mu się upodabniać. Złapał ją za rękę, nie chcąc pozwolić by się odsunęła - za tą która krwawiła.
- A co z tobą, hm? Krwawisz - przypomniał jej. Nawet jeśli miała się o wiele lepiej od niego, to niewiele to właśnie zmieniało. - Ty też możesz dostać cegłą w głowę. Mogłaś nią dostać nawet teraz.
Ale zamiast niej to on dostał. Całe szczęście, nawet jeśli mogło wyglądać na to, że wcale nie jest z tego zadowolony. Brenna miała przecież te wszystkie super ważne rzeczy, które wypełniały jej czas po brzegi - te wszystkie razy które czuł jak więź mu ciążyła, kiedy nie było ich w pracy nie zostały tak zwyczajnie wyrzucone przez niego do kosza i usunięte z pamięci.
- Lupina? - skrzywił się wyraźnie, jakby zaproponowała mu najobrzydliwsze lekarstwo. - I jak właściwie chcesz go tu ściągnąć, co? - zakpił zwyczajnie.
Przez lata nauczył się bardzo zgrabnie unikać niewygodnych dla niego emocji, a zżerające poczucie winy, że nie było się na miejscu, było jednym z nich. Myślenie też, czy komuś coś się stało, to była jedna rzecz, ale patrzenie na to w odległości niemal na wyciagnięcie ręki?
Zacisnął zęby, łapiąc za podaną mu różdżkę, ale nie było w tym niczego z nadąsanego chłopaczka, do jakiego zdarzało mu się upodabniać. Złapał ją za rękę, nie chcąc pozwolić by się odsunęła - za tą która krwawiła.
- A co z tobą, hm? Krwawisz - przypomniał jej. Nawet jeśli miała się o wiele lepiej od niego, to niewiele to właśnie zmieniało. - Ty też możesz dostać cegłą w głowę. Mogłaś nią dostać nawet teraz.
Ale zamiast niej to on dostał. Całe szczęście, nawet jeśli mogło wyglądać na to, że wcale nie jest z tego zadowolony. Brenna miała przecież te wszystkie super ważne rzeczy, które wypełniały jej czas po brzegi - te wszystkie razy które czuł jak więź mu ciążyła, kiedy nie było ich w pracy nie zostały tak zwyczajnie wyrzucone przez niego do kosza i usunięte z pamięci.
- Lupina? - skrzywił się wyraźnie, jakby zaproponowała mu najobrzydliwsze lekarstwo. - I jak właściwie chcesz go tu ściągnąć, co? - zakpił zwyczajnie.