Świadomość, że coś mogło koledze pójść nie tak, przy rzuceniu zaklęcia na jeden z kominków, omal nie wyprowadziła jego z koncentracji. Nicholas spojrzał na swój drugi kominek, w którego uraczył zaklęciem rozpraszającym wszelkie zabezpieczenia i działania. Cudem być może się udało, choć przez sekundy miał wątpliwości. Odpowiedź Vipery, sygnalizująca o tym, by opuścili miejsce, była zrozumiała. Travers też nie chciał marnować energii i sił na walkę z kimś, kto może się tutaj zaraz pojawić i kto wie, czy nie będzie to człowiek z Ministerstwa. Tak opcja była mocno prawdopodobna.
Skinieniem głowy, zgodził się na tę propozycję. Również zrobił obrót, lecz nim postanowił się całkowicie usunąć, stanął jeszcze na chwilę przy kolejnym kominku ze swojej strony, trzecim, w którego także machnął różdżką, rzucając zaklęcie rozproszenia.
Rzut na rozproszenie, aby aby pozbawić trzeci kominek zdolności magicznych.
Sukces!
Nie oglądał się już za siebie, aby sprawdzić, czy zaklęcie podziałało. Czy ktoś kto próbował tutaj wylądować, nie utknął w przestrzeni rozszczepiając się. Najważniejsze, że jakąś część udało się pozbawić działania.
Dołączył do Rodolphusa, gdzie później obaj panowie, teleportowali się w znanym sobie kierunku, aby kontynuować zlecone pozostałe zadania.
Zaklęcie rzucone na kominek podziałało i sprawiło, że miejsce przeznaczone do magicznego transportu, zostało pozbawione swoich mocy. Ktokolwiek próbował wylądować w tym akurat miejscu, spotkał się z katastrofalną sytuacją. Być może utknął w przestrzeni magicznej teleportacji? Inni, którzy chcieli skorzystać z tego jak i innych kominków, pozbawionych magii translokacji, mogli się bardzo zdziwić. Zmuszeni będąc do szukania innego miejsca, które pozwoli im uciec z Londynu.