06.02.2023, 01:35 ✶
Parsknęła paskudnie, zanosząc się śmiechem nieprzystojącym damie.
Była wstawiona dość konkretnie, ale nie była na tyle otępiała, żeby dać się nabrać na gadkę o podatkach. Nie wiedziała, co w tym momencie ją bardziej bawiło - wizja Elliotta w fazie wyparcia tak głęboko, po same uszy wręcz, żeby samemu w to wierzyć, czy raczej jego przekonanie, że Eden łyknie taką wymówkę. Przecież mógł być z nią szczery, doskonale wiedziała, co się święci.
- Przestań, bo cię śmiechem zabiję - skwitowała wreszcie, doprowadzając się do względnego porządku. - Im więcej pieprzysz o tej działalności charytatywnej, tym bardziej jestem przekonana, że to ciebie powinna wspierać jakaś fundacja. - Zmierzyła go wzrokiem, kręcąc głową z dezaprobatą. Może jakiś przylądek nadziei byłby gotów go przygarnąć? Lub raczej beznadziei, jeśli łudził się, że skoro publikę oszuka unikając podatków, to swoją rodzoną siostrę bliźniaczkę również?
Kiedy wspomniał o Perseusu, coś zadzwoniło w głowie Eden, ale przez moment nie była pewna, w którym kościele. Zmrużyła oczy, patrząc w bliżej niezidentyfikowany punkt w oddali, ewidentnie się nad czymś zastanawiając. Wyglądała, jakby próbowała sobie coś przypomnieć, kiedy Elliott rozprawiał na temat ich wspólnego szwagra.
- Teraz, gdy o tym wspominasz - zaczęła wreszcie, a następnie poruszyła szklaną z alkoholem tak, jakby chciała zaakcentować swoje olśnienie. - W marcu otrzymałam anonimową sowę zawierającą zdjęcie norki. Myślisz, że to Black? W sumie... Kobieta, którą zamienili w bobra nazywa się Nora, prawda? Może rozsyłał wskazówki? - Eden w tym momencie zrobiła dziwną minę, jakby naprawdę połączyła dwie kropki w skomplikowanej zagwozdce detektywistycznej, ale wciąż uważała całokształt za wybitnie niedorzeczny. Szczerze mówiąc, nie była pewna, czy interesowało ją, kto zamienił Figg w zwierzę, ani nie chciała wiedzieć, co dzieje się w głowie Percy'ego. Zawsze miała przeczucie, że gość jest nie do końca normalny, więc gdyby to on okazał się winowajcą i sprawcą całego dzisiejszego ambarasu, nie byłaby w żadnym wypadku zaskoczona. Co najwyżej skonsternowana, bo za żadne skarby nie mogła doszukać się w tym ani krzty logiki.
Zresztą, nie widziała jej też w swoim własnym zachowaniu ostatnimi czasy. Tuż po tym, kiedy przyznała się do swojej porażki małżeńskiej swojemu bratu, zaczęła się poważnie zastanawiać, czemu to zrobiła. I tym razem nie głowiła się nad swoimi słowami do Williama, a raczej nad pomysłem zwierzania się Elliottowi. Oczywiście wiedziała, że nie wykorzysta tego przeciw niej (choć niechybnie bardzo by chciał i prawdopodobnie marzył o tym po nocach), ale przecież wcale go to nie obchodziło. Była przekonana, że gdyby się powiesiła, to też by się upił, ale w przeciwieństwie do śmierci Simone, w tym wypadku zrobiłby to na wesoło.
- Sama już nie wiem, czy chcę, aby żył - wyznała, ale w trakcie dotarło do niej, że doskonale wie i że oczywiście, że chce. - Strasznie nie lubię pogrzebów, nuży mnie taka grobowa atmosfera. - Wymówkę miała kiepską, ale wcale nie kłamała. Wbrew pozorom nie znosiła takich imprez, bo miała złośliwy nawyk wplatywania czarnego humoru we wszystko, co mówi, a na cmentarzu jakoś średnio takie żarciki siadały. Sztywne towarzystwo.
Mimo wszystko Elliott zapytał o powód scysji, co mogło zwiastować tylko jedno - trochę jednak interesował się losem swojej bliźniaczki. Już prawie wydała z siebie sarkastyczne wow, ale udało się je stłumić sporym łykiem alkoholu. Po chwili westchnęła ciężko, jakby szkoda było gadać; machnęła wolną ręką, po czym opadła na oparcie kanapy jak półżywa.
- Od czego by tu zacząć - rozpoczęła takim tonem, jakby musiała przewertować w głowie całą odyseję kłótni z Williamem. - Może od tego, że chciał mnie powstrzymać od licytacji i porównał mnie przy tym do zdesperowanej Prewettówny, więc w odwecie mu odpyskowałam, że tę kolację to dla niego chcę wygrać, żeby w końcu poznał jakiegoś prawdziwego mężczyznę i się czegoś od niego nauczył. - Wzruszyła ramionami, po czym spojrzała na Elliotta spojrzeniem pod tytułem "to nie moja wina". Napiła się niechętnie alkoholu, dosłownie siorbnęła go, żeby zabić ciszę, która zapadła na chwilę po jej wyznaniu. Zaczęła czuć się niezręcznie, bo chyba dotarło do niej, jak małostkowo się zachowała. Niestety nie umiała nazwać jeszcze tego fenomenalnego uczucia, jakim były wyrzuty sumienia. - Dwa dni wcześniej obiecałam mu, że przestanę być taka niemiła i złamałam dane mu słowo. Jeszcze nie zdecydowałam, czy jest mi z tego tytułu przykro. Zajmę się tym później. - To wyznanie zabrzmiało tak nieludzko, że aż wzdrygnęła się lekko od swojego nienaturalnego podejścia do własnych uczuć. - Bardziej martwi mnie fakt, że nie umiałam utrzymać języka za zębami aż do momentu, kiedy zejdziemy z oczu innych ludzi. Puszczają mi nerwy - wyznała zrezygnowanym tonem, upiła porządny łyk swojego drinka, po czym ni stąd, ni zowąd, oparła głowę na ramieniu brata. Zrobiła to wręcz naturalnie, nie myśląc za wiele o intymności tego gestu. Przecież w normalnych okolicznościach nawet ręki sobie by nie podali. Znów westchnęła ciężko, po czym zaczęła się gapić w gości stojących w oddali. Jak tak dalej pójdzie, to upije się na smutno.
Była wstawiona dość konkretnie, ale nie była na tyle otępiała, żeby dać się nabrać na gadkę o podatkach. Nie wiedziała, co w tym momencie ją bardziej bawiło - wizja Elliotta w fazie wyparcia tak głęboko, po same uszy wręcz, żeby samemu w to wierzyć, czy raczej jego przekonanie, że Eden łyknie taką wymówkę. Przecież mógł być z nią szczery, doskonale wiedziała, co się święci.
- Przestań, bo cię śmiechem zabiję - skwitowała wreszcie, doprowadzając się do względnego porządku. - Im więcej pieprzysz o tej działalności charytatywnej, tym bardziej jestem przekonana, że to ciebie powinna wspierać jakaś fundacja. - Zmierzyła go wzrokiem, kręcąc głową z dezaprobatą. Może jakiś przylądek nadziei byłby gotów go przygarnąć? Lub raczej beznadziei, jeśli łudził się, że skoro publikę oszuka unikając podatków, to swoją rodzoną siostrę bliźniaczkę również?
Kiedy wspomniał o Perseusu, coś zadzwoniło w głowie Eden, ale przez moment nie była pewna, w którym kościele. Zmrużyła oczy, patrząc w bliżej niezidentyfikowany punkt w oddali, ewidentnie się nad czymś zastanawiając. Wyglądała, jakby próbowała sobie coś przypomnieć, kiedy Elliott rozprawiał na temat ich wspólnego szwagra.
- Teraz, gdy o tym wspominasz - zaczęła wreszcie, a następnie poruszyła szklaną z alkoholem tak, jakby chciała zaakcentować swoje olśnienie. - W marcu otrzymałam anonimową sowę zawierającą zdjęcie norki. Myślisz, że to Black? W sumie... Kobieta, którą zamienili w bobra nazywa się Nora, prawda? Może rozsyłał wskazówki? - Eden w tym momencie zrobiła dziwną minę, jakby naprawdę połączyła dwie kropki w skomplikowanej zagwozdce detektywistycznej, ale wciąż uważała całokształt za wybitnie niedorzeczny. Szczerze mówiąc, nie była pewna, czy interesowało ją, kto zamienił Figg w zwierzę, ani nie chciała wiedzieć, co dzieje się w głowie Percy'ego. Zawsze miała przeczucie, że gość jest nie do końca normalny, więc gdyby to on okazał się winowajcą i sprawcą całego dzisiejszego ambarasu, nie byłaby w żadnym wypadku zaskoczona. Co najwyżej skonsternowana, bo za żadne skarby nie mogła doszukać się w tym ani krzty logiki.
Zresztą, nie widziała jej też w swoim własnym zachowaniu ostatnimi czasy. Tuż po tym, kiedy przyznała się do swojej porażki małżeńskiej swojemu bratu, zaczęła się poważnie zastanawiać, czemu to zrobiła. I tym razem nie głowiła się nad swoimi słowami do Williama, a raczej nad pomysłem zwierzania się Elliottowi. Oczywiście wiedziała, że nie wykorzysta tego przeciw niej (choć niechybnie bardzo by chciał i prawdopodobnie marzył o tym po nocach), ale przecież wcale go to nie obchodziło. Była przekonana, że gdyby się powiesiła, to też by się upił, ale w przeciwieństwie do śmierci Simone, w tym wypadku zrobiłby to na wesoło.
- Sama już nie wiem, czy chcę, aby żył - wyznała, ale w trakcie dotarło do niej, że doskonale wie i że oczywiście, że chce. - Strasznie nie lubię pogrzebów, nuży mnie taka grobowa atmosfera. - Wymówkę miała kiepską, ale wcale nie kłamała. Wbrew pozorom nie znosiła takich imprez, bo miała złośliwy nawyk wplatywania czarnego humoru we wszystko, co mówi, a na cmentarzu jakoś średnio takie żarciki siadały. Sztywne towarzystwo.
Mimo wszystko Elliott zapytał o powód scysji, co mogło zwiastować tylko jedno - trochę jednak interesował się losem swojej bliźniaczki. Już prawie wydała z siebie sarkastyczne wow, ale udało się je stłumić sporym łykiem alkoholu. Po chwili westchnęła ciężko, jakby szkoda było gadać; machnęła wolną ręką, po czym opadła na oparcie kanapy jak półżywa.
- Od czego by tu zacząć - rozpoczęła takim tonem, jakby musiała przewertować w głowie całą odyseję kłótni z Williamem. - Może od tego, że chciał mnie powstrzymać od licytacji i porównał mnie przy tym do zdesperowanej Prewettówny, więc w odwecie mu odpyskowałam, że tę kolację to dla niego chcę wygrać, żeby w końcu poznał jakiegoś prawdziwego mężczyznę i się czegoś od niego nauczył. - Wzruszyła ramionami, po czym spojrzała na Elliotta spojrzeniem pod tytułem "to nie moja wina". Napiła się niechętnie alkoholu, dosłownie siorbnęła go, żeby zabić ciszę, która zapadła na chwilę po jej wyznaniu. Zaczęła czuć się niezręcznie, bo chyba dotarło do niej, jak małostkowo się zachowała. Niestety nie umiała nazwać jeszcze tego fenomenalnego uczucia, jakim były wyrzuty sumienia. - Dwa dni wcześniej obiecałam mu, że przestanę być taka niemiła i złamałam dane mu słowo. Jeszcze nie zdecydowałam, czy jest mi z tego tytułu przykro. Zajmę się tym później. - To wyznanie zabrzmiało tak nieludzko, że aż wzdrygnęła się lekko od swojego nienaturalnego podejścia do własnych uczuć. - Bardziej martwi mnie fakt, że nie umiałam utrzymać języka za zębami aż do momentu, kiedy zejdziemy z oczu innych ludzi. Puszczają mi nerwy - wyznała zrezygnowanym tonem, upiła porządny łyk swojego drinka, po czym ni stąd, ni zowąd, oparła głowę na ramieniu brata. Zrobiła to wręcz naturalnie, nie myśląc za wiele o intymności tego gestu. Przecież w normalnych okolicznościach nawet ręki sobie by nie podali. Znów westchnęła ciężko, po czym zaczęła się gapić w gości stojących w oddali. Jak tak dalej pójdzie, to upije się na smutno.
I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~