11.05.2025, 16:50 ✶
– Tak niestety już się zorientowałem, że to nie jest pokłosie nieudanej próby w The Globe – powiedział. Na bogów, przecież teraz trzeba będzie usunąć wszystkie elementy pirotechniczne z Hamleta. O ile w ogóle jeszcze będą mieli gdzie wystawiać sztuki. Nie że była to najpilniejsza sprawa odnośnie tej całej tragedi, ale... Ale nie umiał teraz przestać o tym myśleć.
Na całe szczęście, albo i nieszczęście, jego myśli dość szybko powróciły do spraw obecnie najważniejszych. Weszli do środka i Jonathan przez cały czas patrzył uważnie na Morpheusa w trosce, aby ten zaraz nie zemdlał. Strzepnął nawet trochę popiołu z jego ramienia, jakby to miało pomóc przy obecnym wizerunku czarodzieja. Potem podeszli do barmana i Jonathan, po krótkim rozejrzeniu się po siedzących tutaj osobach i krótkiej, wciąż głupiej, myśli, że jeśli ucierpiał teatr, to pewnie ucierpiały też pluszowe mandragory-aktorki, które mieli rozdawać, ponownie zerknął na Morpheusa, czy przyjaciel na pewno nie umierał.
I wtedy Morpheus zadał pytanie barmanowi, a Jonathan, gdy tylko ten sam barman nagle się oburzył, zaczął udawać, że widzi dzisiaj Longbottoma pierwszy raz w życiu.
No cóż...
Wymówka była dobra, ale najwidoczniej barman był w bardzo złym nastroju i prawdę mówiąc trochę ciężko mu się było dziwić.
I trochę głupio było mu to robić Morfiemu, ale jednak barman zdecydowanie coś wiedział, a oni potrzebowali informacji. Potem wyśle mu jakiś prezent z notatką dla ulubionego Longbottoma.
– Nie proszę pana. Mnie też proszę zostawić i przestać cię wygłupiać. Jeśli pan jest Niewymownym to ja mogę być Ministrem Magii. Naprawdę, trochę powagi! – wypalił nagle oburzony w stronę Morpheusa na tyle głośno, aby mógł go też usłyszeć barman, wchodząc w rolę osoby, która nigdy wcześniej nie rozmawiała z Morpheusem Longbottomem, nigdy wcześniej nie wymieniła z nim ani jednego żartu, nigdy wcześniej nie zwierzała mu się z żadnego problemu i zdecydowanie nigdy wcześniej nie siedzieli razem nago w basenie w podziemiach domu ich wspólnego przyjaciela. No, chwilowo byłego wspólnego przyjsciela. Wspólnego króla dramatyzmu i niezrozumienia.
Prawdę mówiąc rozważał jeszcze oblanie Morfiego wodą z prośbą, aby zmienił swoje życie, ale to chyba by była przesada.
– Straszne. Londyn płonie, a tu jeszcze żartownisie się pałętają. Co się dzieje z tymi ludźmi? – powiedział, podchodzący do barmana i przybierając wyraźnie zaniepokojony wyraz twarzy, jakby rozkładał ręce nad całą magiczną społecznością jednocześnie. – Na całe szczęście chyba już odpuścił. Może panu pomogę? – spytał, pomagając mężczyźnie w poprawianiu materiału na okiennicach. – Powiem szczerze mam nadzieję, że ten pożar szybko da się okiełznać, a to wszystko... – zniżył głos. – Że to wszystko jedynie tragiczny wypadek i nic więcej. Chociaż nie wiem. Wydaje mi się, że tutaj dzieje się coś więcej. Jeszcze większa tragedia. Słyszał coś pan?
Rzut na charyzmę III, próbuję zagadać barmana I wyciągnąć od niego informacje.
Przewaga: Występowanie, udaję że nie znam Morpheusa i jestem po prostu zaniepokojonym człowiekiem, który chce zwyczajnie pomóc i dowiedzieć się więcej
Na całe szczęście, albo i nieszczęście, jego myśli dość szybko powróciły do spraw obecnie najważniejszych. Weszli do środka i Jonathan przez cały czas patrzył uważnie na Morpheusa w trosce, aby ten zaraz nie zemdlał. Strzepnął nawet trochę popiołu z jego ramienia, jakby to miało pomóc przy obecnym wizerunku czarodzieja. Potem podeszli do barmana i Jonathan, po krótkim rozejrzeniu się po siedzących tutaj osobach i krótkiej, wciąż głupiej, myśli, że jeśli ucierpiał teatr, to pewnie ucierpiały też pluszowe mandragory-aktorki, które mieli rozdawać, ponownie zerknął na Morpheusa, czy przyjaciel na pewno nie umierał.
I wtedy Morpheus zadał pytanie barmanowi, a Jonathan, gdy tylko ten sam barman nagle się oburzył, zaczął udawać, że widzi dzisiaj Longbottoma pierwszy raz w życiu.
No cóż...
Wymówka była dobra, ale najwidoczniej barman był w bardzo złym nastroju i prawdę mówiąc trochę ciężko mu się było dziwić.
I trochę głupio było mu to robić Morfiemu, ale jednak barman zdecydowanie coś wiedział, a oni potrzebowali informacji. Potem wyśle mu jakiś prezent z notatką dla ulubionego Longbottoma.
– Nie proszę pana. Mnie też proszę zostawić i przestać cię wygłupiać. Jeśli pan jest Niewymownym to ja mogę być Ministrem Magii. Naprawdę, trochę powagi! – wypalił nagle oburzony w stronę Morpheusa na tyle głośno, aby mógł go też usłyszeć barman, wchodząc w rolę osoby, która nigdy wcześniej nie rozmawiała z Morpheusem Longbottomem, nigdy wcześniej nie wymieniła z nim ani jednego żartu, nigdy wcześniej nie zwierzała mu się z żadnego problemu i zdecydowanie nigdy wcześniej nie siedzieli razem nago w basenie w podziemiach domu ich wspólnego przyjaciela. No, chwilowo byłego wspólnego przyjsciela. Wspólnego króla dramatyzmu i niezrozumienia.
Prawdę mówiąc rozważał jeszcze oblanie Morfiego wodą z prośbą, aby zmienił swoje życie, ale to chyba by była przesada.
– Straszne. Londyn płonie, a tu jeszcze żartownisie się pałętają. Co się dzieje z tymi ludźmi? – powiedział, podchodzący do barmana i przybierając wyraźnie zaniepokojony wyraz twarzy, jakby rozkładał ręce nad całą magiczną społecznością jednocześnie. – Na całe szczęście chyba już odpuścił. Może panu pomogę? – spytał, pomagając mężczyźnie w poprawianiu materiału na okiennicach. – Powiem szczerze mam nadzieję, że ten pożar szybko da się okiełznać, a to wszystko... – zniżył głos. – Że to wszystko jedynie tragiczny wypadek i nic więcej. Chociaż nie wiem. Wydaje mi się, że tutaj dzieje się coś więcej. Jeszcze większa tragedia. Słyszał coś pan?
Rzut na charyzmę III, próbuję zagadać barmana I wyciągnąć od niego informacje.
Przewaga: Występowanie, udaję że nie znam Morpheusa i jestem po prostu zaniepokojonym człowiekiem, który chce zwyczajnie pomóc i dowiedzieć się więcej
Rzut Z 1d100 - 40
Slaby sukces...
Slaby sukces...