• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue

[10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#19
11.05.2025, 23:43  ✶  

Czasem zdarzały się takie sytuacje, których pewnie nikt by się nie spodziewał. Los potrafił zaskakiwać, okropnie, ale wyjątkowo jej to w niczym nie przeszkadzało. Nie budziło tego uczucia niepewności, nie wprowadzało napięcia, wrażenia, że robi coś w nieodpowiedni sposób. Tym razem zupełnie tego nie czuła, wręcz przeciwnie miała wrażenie, że wszystko jej mówi, że jest zupełnie inaczej i że powinna zagłębić się w to jeszcze bardziej. Kto by się spodziewał, że kiedyś nadejdzie moment, w którym Bletchley spodoba się spontaniczność i brak kontroli nad tym, co działo się w jej życiu. To było coś zupełnie nowego, ale chyba była na to gotowa. Przynajmniej tak się jej wydawało, tak właściwie to nie rozkładała tego na części pierwsze, nie analizowała, bo to po prostu się działo.

To, że akurat on jej w tym towarzyszył powodowało, że było to jeszcze bardziej nieprzewidywalne. Nigdy nie zakładała, że się jeszcze spotkają, a nawet jeśli tak, to nie założyła by, że będą to podobne okoliczności. Nie mieli w zwyczaju rozmawiać ze sobą w ten sposób, tak właściwie to praktycznie w ogóle nie prowadzili konwersacji, raczej rzucali w siebie słowami, jak najbardziej zaczepnymi czekali na reakcję drugiej strony. Okazało się, że bardzo wiele traciła nie doceniając tego, jakim był rozmówcą. Na szczęście dostali szansę, podczas której mogli zweryfikować tę dawną wiedzę. Nie miała pojęcia, że tak łatwo przyjdzie jej zapomnieć o tych dawnych nieporozumieniach, a jednak w tej chwili wydawały się zupełnie nie mieć znaczenia. Liczyło się tylko tu i teraz, a teraz naprawdę doceniała jego obecność. Cieszyła się nią, jakby aktualnie nie mogło jej spotkać nic lepszego, może właśnie tak było? Szkoda tylko, że musieli przeżyć razem piekło na ziemi, aby do tego doszła. Miała sporo szczęścia, że trafił na nią tamtej pamiętnej nocy, nie mogła pozbyć się myśli, że to też nie wydarzyło się przypadkowo, czy takie rzeczy, takie spotkania zdarzały się zupełnym przypadkiem? Jakie były szanse na to, że trafi akurat na niego, swojego dawnego wrzoda na tyłu, a przy okazji jednego z najlepszych przyjaciół jej brata bliźniaka. Niemalże niemożliwe, a jednak do tego doszło, cóż właśnie dlatego nie zamierzała się wycofywać, tylko wręcz przeciwnie, chciała zobaczyć, po co było to wszystko. Może potrzebowała takich bodźców, aby zmienić swoje życie, tak właściwie to dość szybko jego obecność zaczęła działać na jej zachowanie, nikt jeszcze nie wzbudził w niej czegoś takiego, Benjy jednak od zawsze miał w sobie takie coś, co zachęcało do przekraczania granic. Może nie pozwalała mu kiedyś do siebie dotrzeć, ale teraz nie zamierzała się opierać. Chciała zobaczyć jak to jest pozwolić sobie na wszystko, z nim, tak po prostu, jakby to było najbardziej oczywistą rzeczą na świecie.

- Tak, to znaczy jak? - Zamrugała pospiesznie. Najwyraźniej musiał jej powiedzieć wprost w jaki sposób nie miała na niego patrzeć, bo przecież nie widziała w swoim spojrzeniu niczego niewłaściwego, musiał ją uświadomić, nazwać rzeczy po imieniu. Trochę go prowokowała do tego, żeby jeszcze bardziej się otworzył. - To zawsze jest coś specjalnego. - Mógł jej mówić, że nie, ale ona wiedziała swoje. Nie miała zamiaru oczywiście, zwyczajowo ciągnąć za język, nie w ten sposób, nie chciała się narzucać, zbliżać za bardzo, jeśli tego nie chciał. W końcu nie byli sobie jakoś szczególnie bliscy, dopiero się poznawali, dopiero uczyli się tego, jakimi tak naprawdę byli ludźmi. Prue nie należała do tych wścibskich osób, które nie potrafiły odpuścić, musiały wiedzieć wszystko od razu. Miała w sobie ogrom cierpliwości, jeśli będzie miał kiedyś chęć co nieco o tym powiedzieć, to w porządku, jeśli nie? Jakoś to przeżyje. W niektórych aspektach przestrzeń była potrzebna, naciski nie miały żadnego sensu, to był jeden z nich. Zresztą Benjy nie był osobą, którą dałoby się do czegoś zmusić, miała tego świadomość, robił tylko to na co miał ochotę, mówił jej ile uważał za słuszne, co zresztą wcale jej nie dziwiło. Musiał sporo przeżyć w ciągu tych lat spędzonych poza granicami kraju, nie sądziła, aby większość z jego wspomnień była szczególnie ciepła i kolorowa. Ta szorstkość i podejście nie brało się znikąd, ktoś musiał go kiedyś mocno zranić, przez co teraz miał do tego takie podejście. Nie oceniała go jednak, wiedziała, że czasem mogło być naprawdę trudno przetrawić słowa które padły, które uderzały bardzo głęboko we wnętrze i cięły ostrzej niż noże, pozostawały dużo głębsze blizny, które okropnie długo się goiły.

Nie dało się nie dostrzec uśmiechu który pojawił się na jego twarzy. Miała wrażenie, że już powoli zaczynała odróżniać jego uśmiechy i ich znaczenia, każdy z nich niósł bowiem w sobie zupełnie inne emocje. Wcale nie potrzebowała na to wiele czasu, być może przez to, że częściowo kojarzyła je z Hogwartu. Nie zaprzeczył, gdy stwierdziła, że też nie należy do szczególnie normalnych osób, najwyraźniej faktycznie był popaprany jak ona i nie widział w tym niczego złego. Znowu coś ich łączyło, zaczynali znajdować coraz więcej punktów wspólnych. Spodziewała się tego, bo przecież inaczej nie poczułaby się tak lekko w jego towarzystwie, miała wrażenie, że jeszcze znajdą sporo tych podobieństw. Mieli na ich odkrycie zawrotne siedem dni, więc istniała też szansa, że nie dowiedzą się o wszystkich, ale to nie miało znaczenia. Ważne było to, ze stali tu teraz ze sobą, że tego chcieli, że mogli sobie towarzyszyć w tym czymś, co właśnie robili. Wiedziała, że są blisko przekraczania kolejnych granic, prowokowali się do tego, jednak robili to całkiem zgrabnie, badając przy tym grunt, sprawdzając na co mogą sobie pozwolić i czego pragnie każde z nich.

- Ta alternatywna ścieżka w zasadzie nie różniłaby się, aż tak bardzo od tego, co robię teraz, więc to nie jest nic szczególnie szalonego. - W końcu większość czasu i tak spędzała w kostnicy, między trupami, może robiła to w nieco bardziej cywilizowany sposób, ale czy zmiana metody robiła, aż taką wielką różnicę? Nie wydawało jej się. Mogła wprowadzić nieco zmian, skorzystać z innych możliwości, tak naprawdę to tylko byłoby rozwinięciem jej aktualnego zajęcia. Nie lubiła się ograniczać, więc może faktycznie powinna była się nad tym zastanowić. - Cornelius pozwala mi czasem wyciągać świeczki w kostnicy, może to nie ma takiego klimatu, jak piwnica, jednak nie jest tak najgorzej. - Tak w zasadzie brakowało jej tylko tych wszystkich nie do końca mile widzianych rytuałów, z których mogłaby korzystać. Wiedziała, że musi się ograniczać, bo jednak praca w ministerstwie rządziła się swoimi prawami, nie mogła tuż pod ich nosem korzystać z tej dziedziny magii, która ostatnio przyciągała ją coraz bardziej. Magia zostawiała ślady, każda, wolała nie ryzykować, nie znaleźć się na celowniku osób, które nie miały takich otwartych umysłów i traktowały nekromancje, jako coś złego. Zdawała sobie sprawę, że niektórzy byli ograniczeni i przerażało ich nieznane, cóż - ona nie do końca należała do tych osób, nie kiedy chodziło o poszerzanie wiedzy i o korzyści, jakie mogło to ze sobą nieść. Wszystko dla nauki, czyż nie. Nie chodziło wcale o nic więcej, po prostu chciała wiedzieć i poznać to, czego inni się bali.

- Do wszystkiego należy podchodzić z rozsądkiem, wtedy świat też jest bardziej łaskawy. - Przynajmniej tak się jej wydawało. Naprawdę próbowała rozumieć młodych, ich chęć zdobywania wiedzy, próby, które podejmowali. Było to trochę niebezpieczne, ale nauka często niosła ze sobą ryzyko, wystarczyło podchodzić do tego rozważanie, a można było ominąć to niepotrzebne. Prue sama była tego przykładem, chociaż zdawała sobie sprawę, że jednak nie wszyscy mieli takie samo podejście, jak ona. To bywało zgubne, mogło przynieść nieoczekiwane efekty, na które nie wszyscy byli gotowi.

- Szarość nie jest najgorsza, jeśli mówimy o kolorach. Wydaje się być całkiem w porządku. - Nic nie było, ani czarne, ani białe. W każdych czynach można było doszukiwać się zupełnie innych kolorów. Szarość wydawała jej się być najlepsza ze wszystkich, była mieszanką bieli i czerni, tak samo jak zachowania, na które każdy mógł patrzeć z innej perspektywy. To, co dla jednych było białe, dla innych mogło być podszyte złymi intencjami, czarne, złe nie do końca mile widziane sposoby działania też niosły ze sobą często coś głębszego. Wszystko zależało od perspektywy przez którą się na to patrzyło, a często w ocenie zachowania brakowało pytań o jego przyczynę. Ludzie lubili bez zastanowienia wydawać opinie, oceniać, co jej zdaniem nie było do końca rozsądnym podejściem.

- Czyli jesteśmy na randce. - Nie mogła nie skorzystać z tego, że ujął to w taki sposób. Nie, żeby ta sytuacja nie wydawała się oczywista, jednak wcześniej, żadne z nich nie określało tego, co działo się między nimi. Niby mogła odpuścić, ale nie byłaby sobą, gdyby nie złapała go za słówko, oczywiście uśmiechnęła się przy tym bezczelnie i wpatrywała się w niego przez dłuższą chwilę. - Jakie opowieści są lepsze na jesienne noce? Podejrzewam, że też masz coś w zanadrzu. - Tak naprawdę nie tak łatwo było ją wystraszyć. Nie należała do osób, które uciekały od prawdy. Była skłonna wysłuchać jego historii, nie oceniać go przy tym, tylko wyciągnąć z nich jak najwięcej wniosków. Nie należała do tych osób, które miały problem z akceptacją pewnych faktów. Wiedziała, że wszystko działo się z jakiejś przyczyny. Nie była szczególnie delikatna, jeśli o to chodzi, sporo widziała w swoim życiu, może głównie w kostnicy, ale czy to naprawdę tak wiele zmieniało? No nie. Podejrzewała, że mało kto był tak odporny jak ona, zresztą już jako uzdrowiciel miała do czynienia z naprawdę trudnymi przypadkami. Widziała sporo i przywykła do tego, co może zobaczyć, wręcz spodziewała się tego, że jeszcze sporo rzeczy może ją zdziwić, ale podchodziła do tego raczej z ciekawością. Może nie każdy uznawałby jej podejście za normalne, jednak już doszli do tego, że dla niego to nie było nic wielkiego. Śmierć również nie była mu obca, poniekąd przecież też już jedną przeżył, pochował dawnego siebie za życia.

- Wiesz, że kiedy tak o tym mówisz, to wydaje się być całkiem proste i prawdopodobne? Nawet ta Rumunia, w końcu to całkiem blisko. - Nie musiał jej jakoś specjalnie do tego przekonywać. Rozumiała, co miał na myśli, wiedziała do czego zmierzał. Tak właściwie, to przeżyła już kiedyś zawalenie swojego świata. Myślała, że nie uda jej się wtedy wszystkiego na nowo ułożyć, skorzystała z pomocy, z wyciągniętej ręki, wtedy powinna podejmować takie decyzje. Teraz, miała całkiem spokojne i lekkie życie, ale docierało do niej, jak sporo ją omijało. Wiedziała, że chodzi mu o to, aby nie popełnić jego błędów, on spalił wiele mostów, nie do końca mógł pozwolić sobie na powrót, nie jako ta osoba, którą był. Musiał się pilnować, dbać o to, aby nieodpowiedni ludzie nie dowiedzieli się o tym, gdzie przebywa, co robi, czym się zajmuje, bo mogło się to dla niego skończyć w najgorszy z możliwych sposób. Był poniekąd jak ten duch, który szlajał się po świecie, o którego istnieniu pewnie nie wszyscy pamiętali. Nie wiedziała, jaki ciężar to ze sobą niosło, czy były momenty, w których żałował, że wybrał tak, a nie inaczej.

Okropnie łatwo przychodziło jej wysłuchiwanie tego, co miał jej do powiedzenia. Sugestie mężczyzny wydawały się mieć sens, jego doświadczenie, sposób w jaki mówił o tym wszystkim. Wzbudzał w niej ciekawość świata, której wcześniej raczej jej brakowało. Nie miała pojęcia, co miał w sobie takiego, że uznała to, za wcale nie tak zły pomysł. Nie spodziewała się, że tak łatwo będzie jej zmienić swoje podejście do życia, które raczej było bardzo unormowane. Cóż, ten błysk w oku, uśmiech i jego pewność siebie były dość mocno przekonujące. Najwyraźniej potrzebowała sporo czasu, aby to zauważyć. Może to i lepiej, bo była już na takim etapie życia, że nikt nie uznałby, że podejmuje irracjonalne decyzje, raczej traktowano ją poważnie i w zasadzie nie musiałaby się jakoś szczególnie tłumaczyć ze swoich ewentualnych wyborów chociażby rodzicom.

Nie miała najmniejszego problemu z tym, aby się przed nim otworzyć, mówiła wszystko, na co miała ochotę, pytała, ale milczenie też w tym przypadku nie było szczególnie niezręczne. Spoglądali na siebie próbując zrozumieć się nawzajem, w powietrzu wisiało napięcie, jednak nie było ono z tych kłopotliwych, które powodowały, że chciało się zniknąć gdzieś pod ziemią, schować głowę w piasek i udawać, że nie jest się w tym miejscu. Ta cisza między nimi wyrażała więcej, niż słowa, które mogłyby paść. Jej również potrzebowali, przynosiła coś więcej, coś czego nie dało się do końca nazwać. Tak właściwie to nie widziała sensu w nazywaniu tego. Wiedziała, że jest to dość wyjątkowe, nawet jeśli miało trwać tylko przez moment, być dziwnym zawieszeniem w czasie, którego teraz potrzebowali.

Pokręciła jedynie głową, przygryzając przy tym dolną wargę. Oczywiście, że musiał to odczytać na swój własny sposób. Powinna się tego spodziewać, że weźmie ją pod włos. Jakże mogłoby być inaczej. - Nie powinno Cię to dziwić, wcale, a wcale. Przyjęłam te informację, zaakceptowałam ją, jeśli mam być szczera, to nawet ucieszyłam się z tego, że będziesz na drugim końcu świata. Nasza relacja była bardzo ciekawa, jednak jakoś nieszczególnie żałowałam tego, że przestała istnieć. - Nie powinien się spodziewać, że było inaczej. Jej brat wspomniał kiedyś o tym, że Rookwood wyjechał, nie zamierzała jakoś szczególnie o to wypytywać, raczej odetchnęła ze spokojem, że raczej szybko się nie spotkają. Nie był jej ulubionym znajomym jej brata. To, że się tego dowiedziała i tak wynikało tylko i wyłącznie z tego, że Elias czasem lubił się dzielić z nią różnymi informacjami, cóż jak się okazało w tym wypadku nawet kłamstwem, pewnie po to, aby kiedyś nie zadała jakiegoś niewygodnego pytania. - Zresztą nie powiesz mi, że z Tobą było inaczej, na pewno zapomniałeś o moim istnieniu, jak tylko opuściłeś mury Hogwartu. - Nie wydawało jej się to być niczym dziwnym. Może ona wiodła dość nudne życie, i pewnie zdarzyło jej się kilka razy wrócić do jego osoby, aczkolwiek nie sądziła, że on zrobił to samo. Nie, kiedy wiódł zupełnie nowe życie, które samo w sobie było dość absorbujące.

Takie znajomości jak ich, raczej tkwiły po prostu niczym drzazga, wzbudzały raczej nieprzyjemne wspomnienia, których nie dało się pozbyć, ale dało się z nimi żyć. Z czasem nawet zapominało się o ich istnieniu, bo przecież szkolne lata zostawały gdzieś bardzo daleko, a z czasem zupełnie się rozmywały. To nie tak, że zupełnie zapomniała o tym, że miał pewną rolę w jej życiu, w pewnym okresie jej młodości, ale nie skupiała się na tym w swoim dorosłym życiu. Nastoletnie czasy aktualnie wydawały jej się być bardzo odległe, tamte dramaty zupełnie nieznaczące, nie po tym wszystkim co działo się później w jej dorosłym życiu.

- Nie wydaje mi się, aby doktorat z zoologii był potrzebny do tego, aby odróżnić od siebie te zwierzęta. - Nawet wizualnie można było dostrzec różnice. Benjy wydawał się całkiem bystry, nie sądziła, aby nie był w stanie nie zauważyć podstawowych różnic, chociaż niektórzy mężczyźni przecież mieli problem z rozróżnianiem kolorów. Może w tym przypadku było to coś na podobnym poziomie? - Och, nie wątpię, że masz inne talenty, część z nich już miałam szansę nawet zobaczyć. - Ponownie weszła mu słowo, jakoś coraz łatwiej jej to przychodziło. Przestała się wycofywać, właściwie to coraz chętniej zaczynała grać w tę ich śmieszną grę, sprawiało jej to przyjemność, chociaż wiedziała, że przyszło jej grać z naprawdę trudnym i doświadczonym przeciwnikiem, ale Prue nie poddawała się tak łatwo, wręcz przeciwnie, bardzo chętnie przyjmowała takie wyzwania. - Jest zdecydowanie milsza, bo alpaki mają wełnę jednowarstwową, a lamy dwuwarstwową, przez co jest bardziej szorstka. - Oczywiście, że posiadała teoretyczną wiedzę na ten temat, dzięki temu mogła uzupełniać tę jego praktyczną. Nie, żeby potrzebował tych konkretnych informacji, ale skoro wiedziała dlaczego tak się dzieje, postanowiła o tym wspomnieć. Bletchley nie była najgorsza w temacie roślin i zwierząt, zresztą musiała się o nich kiedyś sporo uczyć, chociaż i tak zdecydowanie więcej czasu poświęcała ludziom, bo w końcu to ta część wiedzy przyrodniczej była jej najbardziej potrzebna.

- Haczyki mogłyby powodować niedogodności i być nieprzyjemne dla transportującego. - Jasne, miałoby to na pewno swoje zalety, nie musiałaby się martwić tym, że może zaliczyć glebę, ale na dłuższą metę wcale nie wydawało jej się to być zaletą. Nie, kiedy przypadkowo mogłaby kogoś skrzywdzić. Zresztą można o niej powiedzieć, że miała kolce, pokazywała je wtedy, gdy miała na to ochotę, kiedy w końcu faktycznie chciała kogoś zaczepić. Nie zdarzało się to zbyt często, bo nie uważała, że warto jest to robić dla każdego. Nie wszyscy mieli poznać jej prawdziwą stronę, nie pokazywała jej ot tak, bo szkoda jej było czasu na nic nieznaczące znajomości. Benjy miał tę przyjemność poznać ją taką już dawno, wiedział, że potrafiła dość szybko reagować, właściwie działo się tak, kiedy czuła się pewnie przy danej osobie. Nawet jeśli niekoniecznie wiązało się to, jak kiedyś z samymi pozytywnymi emocjami.

Kącik ust drgnął jej w uśmiechu, gdy usłyszała jego kolejne słowa. Nie mogłaby, przecież to było całkiem proste, faktycznie można się tego było po Bletchley spodziewać. Śmierć wkradała się we wszystkie elementy jej życia, jakoś tak już miała, że nie potrafiła unikać tych tematów, i to one ją najbardziej pociągały. Otaczała ją ta dziwna aura, niczym ciemny woal, nawet z tym jakoś specjalnie nie walczyła, bo jaki był sens udawać, że to jej nie pociąga. To było jej, niektórzy traktowali to jako coś dziwnego, dla niej jednak dość szybko stało się normalnością. Nie miała więc najmniejszego problemu, aby o tym mówić, jakby to było nic takiego, bo przecież dokładnie tak było. Miała wręcz wrażenie, że ludzie demonizowali śmierć, zupełnie niepotrzebnie, zamiast się z nią pogodzić i dostrzec jej piękno.

Nie wydawała się być zupełnie zbita z tropu przez jego zmieszanie. Wiedziała co robi, zresztą sama mu o tym powiedziała, działała naprawdę świadomie, używała słów, które niosły za sobą konkretne przesłanie. Prue wiedziała, że je wyłapie, Benjy potrafił to robić, nie był głupi, wręcz przeciwnie od zawsze pokazywał, że jest bardzo bystry. Sama podsuwała mu w ręce kolejne argumenty, z których mógł korzystać, ciekawa, kiedy wreszcie sięgnie po to, czego pragnęli. Nie dało się bowiem nie zauważyć, że atmosfera między nimi robiła się coraz gęstsza. Nie miała zamiaru udawać, że nie ma chęci po raz kolejny przekroczyć tej granicy przyzwoitości, nie kiedy wiedziała już, że to nie było jednostronne, że on również miał problem z tym, aby się powstrzymać. Drobne prowokacje nie były niczym złym, prawda? Nie mogła się powstrzymać przed rzucaniem tych sugestii, chociaż zazwyczaj tego nie robiła, jednak w jego towarzystwie czuła się bardzo pewnie, przynajmniej w ostatnim czasie.

Znalazł się jeszcze bliżej niej. Mimo wszystko, jeszcze nie sięgnął po więcej, najwyraźniej musiała nieco bardziej się postarać. W końcu jej ulegnie, albo ona ulegnie jemu, co do tego nie miała najmniejszych wątpliwości. Chciała tylko zobaczyć, kto pierwszy przekroczy granicę, nie, żeby przegrany w tym wypadku coś tracił, bo przecież w zasadzie pragnęli tego samego, więc tak naprawdę każde z nich, bez względu na to, jak potoczy się ich ta gra miało coś wygrać.

- Musisz być szczery, nie widzę innej możliwości Benjy, przecież już to ustaliliśmy. - Nie, żeby w niego wątpiła, spodziewała się jednak tego, że z jego charakterem dobieranie reakcji mogło być okropnie, ale to okropnie trudne. Nie do końca więc wierzyła w to, co miał jej do powiedzenia, oczywiście nie wspomniała o tym na głos, że nieco neguje to, co jej powiedział.

Dostrzegła w jego twarzy coś, co sugerowało jej, że prowadzi właśnie jakąś wewnętrzną dyskusję. Zawiesił się na moment, jakby zastanawiał się nad tym, co powinien zrobić. Czy już nadeszła ta chwila? Cóż, i tak ich to nie ominie, miała co do tego pewność, bo nie dało się odczuć tej zmiany w otoczeniu, która nadeszła, kiedy rzucali kolejne sugestie. Nie powstrzymywali się przed nimi wcale, bo właściwie dlaczego mieliby to robić. Nic ich nie ograniczało, byli dwójką dorosłych ludzi, która mogła robić wszystko, na co miała ochotę, a że aktualnie najbardziej chciała ponownie zatopić swoje usta w jego? Nie zamierzała się nad tym jakoś szczególnie ubolewać, chociaż było to raczej bardzo niskim życzeniem, nie była jednak w stanie walczyć jakoś szczególnie z tym palącym uczuciem, które znowu się pojawiło. Zwłaszcza, że znajdował się teraz tak blisko niej.

- Bardzo dobrze wiesz, co sugeruję. - Nie potrzebował tego jeśli, był naprawdę bystry, na pewno doskonale zdawał sobie sprawę do czego zmierzała. To nie było szczególnie skomplikowane. Może zaczęli tę rozmowę na temat klątw i artefaktów, dość szybko jednak przenieśli ją w zupełnie inne miejsce. To nie tak, że nie uważała tamtej za coś ciekawego, wręcz przeciwnie, naprawdę nie miałaby nic przeciwko temu, aby kiedyś, może, gdzieś faktycznie pomóc mu przy jakiejś sprawie, zobaczyć, jak działa, czym się zajmuje, ale nie to było dla niej istotne w tym momencie. Teraz skupiona była na jego obecności, spojrzeniu, tym, po co mogli sięgnąć. Klątwy mogły zaczekać, na pewno nigdzie nie uciekną, a on mógł to zrobić, tak właściwie to już wiedziała, że do tego dojdzie, mieli tylko kilka dni, aby w pełni skorzystać ze swojej obecności. Ta świadomość nieco popychała ją do działania, nie chciała marnować ani chwili, którą mogliby razem spędzić. Nie chodziło tylko o tę fizyczność, która ich do siebie przyciągała, czuła, że to coś więcej, ale trudno byłoby sięgnąć po wszystko, w tak krótkim czasie.

Zresztą i tak miała wrażenie, że dostała wiele. Rozmawiał z nią o tych lekkich, jak i mniej przyjemnych tematach, dał jej pewne zrozumienie, którego raczej nigdy nie miała szansy otrzymać. To było dziwne, bo przecież poza tym, że znali się kiedyś w przeszłości, to aktualnie byli dla siebie zupełnie obcy, przynajmniej powinni być. Tyle, że wydawało jej się, iż jest zupełnie inaczej. Nie miała najmniejszego problemu z tym, aby z nim dyskutować, bez zastanawiania się nad tym, czy będzie ją oceniał, czy coś wzbudzi w nim nieodpowiednie wrażenie, to jeszcze nigdy nie było takie proste. Dziwne, że wiele lat wcześniej tego nie dostrzegała. Najwyraźniej czas w tym wypadku dobrze im zrobił, mieli szansę dorosnąć, pójść każde swoją ścieżką, doświadczyć tych różnych rzeczy, aby spotkać się ponownie, po latach i dać sobie coś zupełnie nowego, innego, co kiedyś nie miało racji bytu.

Pewne rzeczy wydawały jej się być oczywiste. Jak zasada wzajemności, może nie była mistrzem w relacjach międzyludzkich, ale co do tego nie miała najmniejszej wątpliwości. Nie wydawało jej się w porządku pozostanie tylko biorcą, naturalne wręcz było danie coś od siebie. Stąd nie miała najmniejszego problemu, aby o tym wspomnieć. Nie chciał tego, wyczuwała, że może to być pewna nieprzekraczalna granica, i jeśli nie zamierzał jej przekraczać, to nie miała zamiaru go do tego zmuszać. Powinna zaakceptować, że tak będzie. Tak właściwie, to pewnie i tak zamierzała to jakoś obejść, może nawet by się nie zorientował. Mimo tej swojej dziwności Bletchley była dość empatyczną osobą, która potrafiła wyczuwać potrzeby innych. Być może działo się tak przez te jej dziwne umiejętności, trochę bardziej otwarty umysł, po prostu widziała więcej. Od zawsze, nawet jeśli nie zawsze mówiła o tym w głos. Nic jej jednak nie umykało.

Nie musiał jej mówić o tym, z czego wynikał ten jego brak oczekiwań, brak marzeń. Wydawało jej się, że sama jest w stanie połączyć te kropki. Tyle, że póki co jeszcze nie mogła mieć pewności związanej z tym, co konkretnie było przyczyną. Wyczuwała, że ktoś, go kiedyś musiał mocno zranić, takie podejście było rozsądniejsze. Brak oczekiwań wiązał się z brakiem rozczarowania. Cóż, to było całkiem bezpiecznym posunięciem. Zresztą, czy ona tak właściwie jakieś miała, chciała po prostu odetchnąć, zobaczyć, jak to jest zatracić się w czymś, poczuć się wolnym, nie zastanawiając się nad konsekwencjami i wiedziała, że to może jej dać i chciała z tego skorzystać, bo skoro nie miał nic przeciwko temu, to dlaczego miałaby tego nie zrobić.

Wydawało się, że ich ciała bardzo dobrze wiedzą, co powinny robić. Wystarczył jeden gest, zaproszenie jej do tego, aby znalazła się bliżej, a jej dłonie wiedziały, gdzie powinny się znaleźć. Nie były im potrzebne do tego słowa. Nie potrzebowali ich w tej chwili. Tak właściwie to bardzo dobrze wiedzieli, kiedy powinni się odezwać, kiedy milczeć, kiedy spojrzeć na siebie w ten właściwy sposób. Istniało między nimi jakieś dziwne porozumienie, którego nie była w stanie nazwać, ale nie dało się zaprzeczyć temu, że po prostu było. Zresztą, wystarczyło nieco zmienić nastawienie, a układanka sama zaczęła się rozwiązywać, może faktycznie to nie było tylko chwilowe, może od zawsze coś wisiało między nimi, tylko podchodzili do tego w nieodpowiedni sposób.

Czuła, że zbliża się ten moment, tyle, że tkwili jeszcze chwilę w zawieszeniu, wpatrywali się w siebie bez słowa, ciesząc się tym widokiem. Wszystko inne wydawało się być tłem, widziała tylko jego, ten błysk w oku i uśmiech, który wyrażał wszystko. Wiedziała, że zmierzali ku temu od samego początku, miało ich to doprowadzić do tej w końcu odpowiedniej bliskości, której się domagali, bezwstydnie, bez zastanowienia, bez rozważania, czy faktycznie było to właściwe. Aktualnie zdrowy rozsądek wydawał się gdzieś przepaść, nie miał siły przebicia zważając na to, co się między nimi działo. Nie było sensu poddawać wątpliwości słuszności tego, ku czemu zmierzali.

- Czasem lubię za bardzo komplikować pewne sprawy. - Tak, wystarczyła zmiana nastawienia, aby wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Po latach nie miała najmniejszego problemu z tym, aby przebywać w jego towarzystwie, nie oceniać tego kim był, kim się stał. Po prostu przyjęła jego obecność, bo przeczuwała, że może wyniknąć z niej coś dobrego. Nie pomyliła się, wręcz przeciwnie, uważała, że naprawdę dobrze się stało, że dała mu szansę. Zresztą, jak właściwie mogłaby postąpić inaczej? Miała ku temu dość spore powody, na które zupełnie nie miały wpływu te drobne, nic nie znaczące niesnaski z przeszłości.

Najwyraźniej to ona przegrała tę grę, bo nie mogła powstrzymać się przed ponownym posmakowaniem jego ust. Nie była dłużej w stanie walczyć z tym napięciem, które między nimi wisiało. Nie, gdy znajdowali się tak blisko siebie. Zareagowała odruchowo, nie zastanawiając się nad tym, czy to nie właściwe, czy może postanowi ją odrzucić, tak naprawdę w ogóle nie zakładała takiej możliwości, nie po tym, co działo się między nimi w ostatnim czasie. Nie zawiodła się, oczywiście, że nie było możliwości, aby ją zawiódł. Odwzajemnił ten pocałunek z odpowiednią pasją. Nie miała najmniejszych wątpliwości, że to, co się działo było obustronne. Najwyraźniej faktycznie coś między nimi wisiało i w końcu miało szansę wybuchnąć, znaleźć ujście, którego potrzebowali od lat.

Złapała głęboki oddech, po czym nie mogła nie zareagować na jego komentarz, nie miała w zwyczaju siedzieć cicho, szczególnie, gdy prosił się o to, aby nie ignorowała zaczepki. - Co za niekwestionowana pewność siebie. - Oczywiście, że się tego spodziewał, tylko ona nigdy nie zakładała tego, że kiedyś będzie pragnęła tego, aby przekraczał z nią kolejne granice, aby chciał zatracić się z nią w tej zupełnie nowej, innej dla nich rzeczywistości. Zdecydowanie była kiedyś bardzo nieświadoma i ślepa, tak nie bałaby się w ten sposób nazwać swojej ignorancji. Po raz kolejny jednak nie musieli sięgać po słowa, w tej chwili to gesty przede wszystkim wyrażały wszystko, co czuli. Nie wątpiła bowiem w to, że było to tylko i wyłącznie chwilową zachcianką, pożądaniem, z którym nie dało się walczyć, w głębi duszy wiedziała, że to coś więcej, to było chyba jedynym co mogło ją zacząć przerażać, na pewno była w stanie sobie z tym poradzić. Nie miała żadnych oczekiwań, bo to, co się między nimi działo miało datę ważności, i zdawała sobie sprawę, co to oznacza.

Znowu złączyli swoje usta w pocałunku, miała wrażenie, że gdy już raz to zrobili znajdując się tak blisko siebie, to bardzo trudno będzie im przestać. Jakoś tak nie mogłaby się od niego odsunąć nie pragnąc więcej, nie sięgając po kolejne. Było to naturalną koleją rzeczy, przynajmniej w ich przypadku. Tym bardziej, że w końcu nie musieli się przejmować obecnością kogokolwiek, byli tutaj zupełnie sami, z dala od całego świata, i wiedziała, że to może ich doprowadzić do zguby. Raczej nie było innej możliwości, innej opcji, nie kiedy już nikt, ani nic nie mogło im przeszkodzić. To było całkiem naturalne, miała chęć po prostu zatracić się w tym uczuciu, które zaczęło ją palić od środka, sięgnąć po wszystko, co znajdowało się na wyciągnięcie ręki. Tak po prostu, bez zastanowienia, bo czy było się tutaj nad czym rozwodzić, nie dało się ignorować tego wszystkiego. Byli dorośli, nie robili nikomu krzywdy, mogli sobie na to pozwolić.

I wydawało się, że nic nie mogło im w tym przeszkodzić, że faktycznie tym razem przekroczą kolejne granice, będą możliwość sięgnąć po wszystko, czego pragnęli, jednak los lubił przypominać o tym, że nie mogło być zbyt prosto, że nie zawsze wszystko musiało iść po ich myśli, że nawet ta paląca potrzeba nie mogła wygrać z tym, co szykowała dla nich siła wyższa. Wystarczyło, że poczuła na nodze zimny dotyk, który zdecydowanie nie był żadnym fragmentem ciała towarzyszącego mężczyzny, a odpłynęła. Wybrała sobie na to idealny moment.

Nie zdarzało jej się to często. Już nie. Kiedyś było to dla niej normalnością, nie panowała nad tym zupełnie, nie miała wpływu na to, kiedy coś poczuje, kiedy odpłynie, kiedy znajdzie się gdzieś daleko. Jej ciało pozostawało na miejscu, jednak nie było jej tu teraz, zniknęła, musiała odnaleźć się w innej rzeczywistości. Nie zdążyła zareagować, uprzedzić go w żaden sposób, niestety zupełnie nie miała na to wpływu. Nadeszło to tym razem bardzo raptownie. Zaskoczyło ją to, jednak powinna się spodziewać, że straci kontrolę, bo przecież to miejsce było wyjątkowe, czuła to, kiedy się tutaj znaleźli. Nie mogła jednak przewidzieć tego, jak bardzo miało to mieć na nią wpływ.

Nie pozostawało jej już nic innego, jak pozwolić się zagłębić w tym wspomnieniu. Zobaczyć, co chciano jej pokazać. Nie bała się tego, wiele już widziała, to miało być kolejne nie jej wspomnienie, które przyjdzie jej zapamiętać. Taki już był jej los. Nigdy nie mogła zakładać, czy wizja będzie należeć do tych przyjemnych, czy mniej, była gotowa na wszystko, bo przecież nigdy nie wiadomo, co los postanowi odkopać, czym ją uraczy tym razem.

Była świadoma, no, przynajmniej częściowo świadoma tego, co się z nią stało. Dość szybko przyszło jej dotarcie do tego, że znalazła się w ciele kobiety, tak właściwie to chyba nawet nie do końca mogła to w ten sposób określić, ale to wydawało się być najbardziej uproszczoną wersją. Krąg był znajomy, jednak chyba dopiero co został stworzony, nie do końca umiała umieścić to w czasie, znaleźć konkretną datę, jednak podejrzewała, że znajdowała się bardzo, ale to bardzo daleko, w przeszłości. Kobieta, którą się stała wydawała się władać pewną, pierwotną siłą, nie do końca potrafiąc nazywać to wszystko w znany Prudence sposób. Nie walczyła z tym, pozwoliła sobie zobaczyć wszystko, co chcieli jej pokazać. Nic nie działo się bez przyczyny, miała tego świadomość.

Nie wiedziała na ile odpłynęła, jak długo jej nie było, nie umiała tego określić. W pewnym momencie zaczął docierać do niej znajomy głos, na nim się skupiła. Zdawała sobie sprawę, że jest to tylko chwilowe, że minie, minie, gdy przeżyje wszystko, co to miejsce chciało jej dać.

Tak też się stało. Poczuła, że wraca, przymknęła oczy, bo światło wydawało jej się być teraz bardzo nieprzyjemne, chociaż słońce wcale dzisiaj nie pokazywało pełni swoich możliwości. Mimo wszystko, to zawsze wyglądało w podobny sposób. Musiała w pełni wrócić, przestać myśleć o tym, gdzie była przed chwilą i na powrót odnaleźć się w rzeczywistości.

Czuła, że nadal znajduje się w jego ramionach, nie wypuścił ją z nich, pozwolił aby to co do niej przyszło trwało. Nie interweniował, wydawał się doskonale wiedzieć, co się właśnie wydarzyło. Odetchnęła głęboko, pozwoliła, aby chłodne powietrze wdarło się w jej płuca, potrzebowała tego.

- Przepraszam. - Powiedziała cicho, dużo mniej pewnym głosem, niż rozmawiała z nim wcześniej. Cóż, nie spodziewała się tego, że jej umiejętność, może im przerwać to, co robili. Było jej trochę niezręcznie, że do tego doszło, bo nie przywykła, aby ktoś ją oglądał w transie. Raczej nad tym panowała, a teraz zupełnie się odsłoniła. Nie mogła przestać myśleć o tej kobiecie, którą przed chwilą widziała, tak właściwie to nią była. Musiała ułożyć sobie w głowie, wrócić do pełni świadomości, co wcale nie było takie proste.

- Tak, już jestem. - Mówiła powoli, spokojnie, próbując faktycznie wrócić w pełni do tego miejsca w czasie, w którym się znajdowali. Trudno jej było odciągnąć swoje myśli od tego, co widziała. Krąg pokazał jej to z jakiegoś powodu, to zawsze miało jakiś głębszy sens, nie działo się bez przyczyny, jednak jeszcze nie do końca potrafiła ją odnaleźć.

- Zauważyłeś, że zniknęłam. - Odparła, jakby to nie było oczywiste, szczególnie, że znajdowała się podczas tego w jego ramionach. Próbowała jednak nieco rozluźnić atmosferę, pozbyć się tego dziwnego uczucia, że trochę za bardzo ją poniosło, że nie powinna do tego dopuścić, ale jednak się to wydarzyło i on miał szansę to zaobserwować.

- Krótkiej chwili, żeby wszystko ułożyć sobie w głowie, jeszcze ją czuję. - W sumie nie chyba powinna podzielić się z nim tym, co widziała, nie miała powodu, aby tego nie robić, zresztą to było bardziej jego miejsce, niż jej. Nie miała pojęcia, czy wiedział coś więcej o tym kromlechu, czy miał szansę dowiedzieć się czegoś o przeszłości tego miejsca. To on ją tutaj przyprowadził, więc mogła mu nieco opowiedzieć, bo dlaczego miałaby tego nie robić.

Nie wyrywała się z jego ramion, właściwie to całkiem dobrze jej było wrócić do świadomości właśnie w nich, poczuć znajome ciepło, do którego zaczęła się przyzwyczajać, chociaż wiedziała, że nie powinna tego robić. Cóż, później się zastanowi nad słusznością swoich czynów. - Wiesz, ten kromlech, był chyba od dawna miejscem schadzek. - Zaczęła mówić, bo w końcu była na to gotowa. - Tylko, że ich historia nie zakończyła się zbyt wesoło. - Rzadko kiedy widziała szczęśliwe zakończenia, tak właściwie to chyba przywykła do tego, że większość wydarzeń, które miała szansę zobaczyć na własne oczy kończyły się dość tragicznie.

- Znalazłam się w przeszłości, tak naprawdę nie potrafię określić jak bardzo odległej, musiało to być gdzieś na samym początku istnienia tego kręgu. - Przynajmniej tak się jej wydawało, w tym przypadku Prue nie mogła sięgać po suche fakty, bo ich nie dostawała, mogła jedynie spekulować.

- Było zimno, śmierć zawsze jest chłodna. - Mówiła trochę bez ładu i składu, ale jeszcze nie do końca przetrawiła tę całą sytuację. Nie powinna się skupiać na śmierci, ale jakoś tak przychodziło jej to najbardziej naturalnie, najczęściej bowiem widziała, jak ktoś umierał. Tym razem poczuła też wiele innych emocji, jednak to na tej jeden skupiała się najmocniej i na tej tęsknocie, którą czuła kobieta. Wiedzieli, że to nie było właściwe, a i tak postanowili zaryzykować, mogli się spodziewać nieszczęśliwego zakończenia, ale jednak mimo wszystko postanowili w to wejść. Los jednak nie miał litości, potrafił odebrać wszystko, na czym komuś zależało, i nie miało się na to żadnego wpływu. Rzadko kiedy wszystko kończyło się jak w bajce i to było dość przytłaczające, chociaż Prudence tak właściwie nigdy nie zakładała tego, że coś może się skończyć szczęśliwie. Nie bez powodu widmowidzowie cieszyli się raczej gorszą sławą od jasnowidzów. Mało kto cenił ich wizje, bo zazwyczaj nie niosły ze sobą niczego przyjemnego.

- Chyba nigdy nie pogodziła się z tym, że go straciła. - Powiedziała jeszcze cicho, tak, że ledwie można było ją usłyszeć. Nie mogła się pozbyć widoku tej kobiety, która jeszcze chwilę temu znajdowała się przed jej oczami, była niemalże namacalna, i pewnie nigdy już nie zapomni jej tragedii, którą miała szansę poznać. Cóż, to zawsze niosło ze sobą pewien ciężar, z którym później trzeba było sobie poradzić. Na pewno jeszcze chwilę potrwa, nim znowu w pełni wróci do siebie. W tej chwili trochę jeszcze wypełniały ją uczucia nieznajomej. Starała się z nimi walczyć, jednak wcale nie przychodziło jej to tak łatwo.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (43540), Pan Losu (29), Prudence Fenwick (35854)




Wiadomości w tym wątku
[10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 30.04.2025, 20:19
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Pan Losu - 30.04.2025, 20:19
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 30.04.2025, 21:33
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 30.04.2025, 23:24
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 01.05.2025, 00:13
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 01.05.2025, 02:30
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 01.05.2025, 03:30
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 01.05.2025, 15:38
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 01.05.2025, 23:40
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 02.05.2025, 19:45
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 03.05.2025, 00:53
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 04.05.2025, 20:31
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 05.05.2025, 18:00
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 06.05.2025, 18:07
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 07.05.2025, 01:27
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 08.05.2025, 23:21
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 09.05.2025, 22:51
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 11.05.2025, 01:33
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 11.05.2025, 23:43
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 14.05.2025, 17:37
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 16.05.2025, 00:16
RE: [10/09/72] Been tryin' hard not to get into trouble, but I... | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 16.05.2025, 19:39

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa