11.05.2025, 20:43 ✶
Tej nocy działo się naprawdę zbyt wiele złych rzeczy, żeby faktycznie miała ochotę się z kimkolwiek kłócić, nawet jeśli na tę pierwszą zaczepkę odruchowo odpowiedziała odbiciem piłeczki. Poza tym tkwili na gruzach, miał złamaną nogę, i w pierwszym momencie wcale nie była pewna, czy poza nią nie mają tu do czynienia i z innymi ciekawostkami, jak obrażenia wewnętrzne czy poważne urazy głowy, przez które mógł zaraz dramatycznie umrzeć jej na rękach.
W odróżnieniu do niego wiedziała też, że jej bliscy nie są bezpieczni. Spora ich część robiła to samo, co ona czyli biegała po mieście, próbując pomagać innym i ta przysłowiowa cegła w głowę mogła trafić każdego z nich. Próbowała o tym nie myśleć, mimo to ta świadomość tkwiła cały czas gdzieś z tyłu jej głowy.
– Ta, nie mam talentu do wydobywania ludzi z ruin – przyznała, spoglądając wreszcie na tę nieszczęsną rękę, która złapana zwyczajnie zabolała. Prawdopodobnie gdyby złapała ten fragment chociaż odrobinę mniej sprawnie, to zmiażdżyłoby w końcu albo jego nogę, albo jej palce. I tak, mało brakowało, żeby też dostała tę cegłą w głowę, albo całym stosem cegieł, ale po prostu… nawet jeśli miała na to dużo większe szanse niż przeciętny mieszkaniec Londynu, tej nocy zdawało się jej, że bogini grała ich losami w kości. Każdy mógł dostać niski wynik. – Do tej pory miałam dziś farta.
Z uchodzeniem obrażeniom, oczywiście, bo z innymi rzeczami niekoniecznie było już tak pięknie. Tak jak tutaj, gdy bardzo schrzaniła zaklęcie. Albo kiedy nie zdążyła rzucić czaru, żeby ocalić pewną biedną, skaczącą z balkonu kobietę przed połamaniem sobie nóg.
– Ognie chyba… chyba zaczynają dogasać. Lokal mojej znajomej ocalał, może widziała kogoś z moich krewnych, na pewno ma jakieś eliksiry, pomoże mi – zbyła to krótko, zupełnie nieświadoma przyszłości, w której wpisano jeszcze więcej pecha i dostanie bardzo trefnej mieszanki magicznych ziółek. I tak chciała tam wpaść, choćby po to, by sprawdzić, czy nie znajdzie tam innych. – Przepraszam, że nie mam pełnego katalogu uzdrowicieli do wyboru, karygodne niedopatrzenie z mojej strony. Tylko o Lupinach wiem, że nie tkwią w tej chwili w Mungu i tylko Cedric zna fale.
Wprawdzie do tej pory nie czuła się z nimi na tyle pewnie, żeby zgłaszać tę umiejętność jako nabytą, ale kiedy cały London płonął, to nie było coś, nad czym by się w ogóle zastanawiała.
W odróżnieniu do niego wiedziała też, że jej bliscy nie są bezpieczni. Spora ich część robiła to samo, co ona czyli biegała po mieście, próbując pomagać innym i ta przysłowiowa cegła w głowę mogła trafić każdego z nich. Próbowała o tym nie myśleć, mimo to ta świadomość tkwiła cały czas gdzieś z tyłu jej głowy.
– Ta, nie mam talentu do wydobywania ludzi z ruin – przyznała, spoglądając wreszcie na tę nieszczęsną rękę, która złapana zwyczajnie zabolała. Prawdopodobnie gdyby złapała ten fragment chociaż odrobinę mniej sprawnie, to zmiażdżyłoby w końcu albo jego nogę, albo jej palce. I tak, mało brakowało, żeby też dostała tę cegłą w głowę, albo całym stosem cegieł, ale po prostu… nawet jeśli miała na to dużo większe szanse niż przeciętny mieszkaniec Londynu, tej nocy zdawało się jej, że bogini grała ich losami w kości. Każdy mógł dostać niski wynik. – Do tej pory miałam dziś farta.
Z uchodzeniem obrażeniom, oczywiście, bo z innymi rzeczami niekoniecznie było już tak pięknie. Tak jak tutaj, gdy bardzo schrzaniła zaklęcie. Albo kiedy nie zdążyła rzucić czaru, żeby ocalić pewną biedną, skaczącą z balkonu kobietę przed połamaniem sobie nóg.
– Ognie chyba… chyba zaczynają dogasać. Lokal mojej znajomej ocalał, może widziała kogoś z moich krewnych, na pewno ma jakieś eliksiry, pomoże mi – zbyła to krótko, zupełnie nieświadoma przyszłości, w której wpisano jeszcze więcej pecha i dostanie bardzo trefnej mieszanki magicznych ziółek. I tak chciała tam wpaść, choćby po to, by sprawdzić, czy nie znajdzie tam innych. – Przepraszam, że nie mam pełnego katalogu uzdrowicieli do wyboru, karygodne niedopatrzenie z mojej strony. Tylko o Lupinach wiem, że nie tkwią w tej chwili w Mungu i tylko Cedric zna fale.
Wprawdzie do tej pory nie czuła się z nimi na tyle pewnie, żeby zgłaszać tę umiejętność jako nabytą, ale kiedy cały London płonął, to nie było coś, nad czym by się w ogóle zastanawiała.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.