12.05.2025, 09:19 ✶
Hestia szła ulicą Nokturnu. Była wręcz przekonana, że szła tam w jakiejś pracowej sprawie, nawet jeśli coś jej tutaj nie pasowało.
Nie była tylko w stanie określić co dokładnie jej nie grało w tej sytuacji, pomimo wskazówek, które dla jej umysłu na jawie powinny być wręcz oczywiste.
Teraz jednak, chociaż świat był czarno-biały, a zamiast swojego typowego, szarego munduru Brygadzistki, miała cywilne ubrania, to szła naprzód z misją... Z misją... No właśnie. Jaką?
Hestia?!
Znajomy głos zawołał jej imię. Czarownica natychmiast obróciła się, aby zobaczyć Cassandrę i dopiero wtedy, gdy zobaczyła twarz innej osoby otoczoną samą szarością, dotarło do niej, że coś było nie tak.
– Cassandra? Tak widzę, ale... – W sumie to o co miała zapytać? Czy i dla niej świat był jakiś dziwny? Jakby... Nierzeczywisty? A gdzie kolory? Nokturn może i był ponury w swoich barwach, ale na pewno nie... Szary. To znaczy tak, był szary, ale nie dosłownie szary. Dlaczego więc było tak jak było? – Co się dzieje?
Próbowała przypomnieć sobie ostatnią rzecz która pamiętała zanim się tutaj znalazła. Wróciła z pracy, porozmawiała z rodzicami i siostrą, a potem poszła do siebie chwilę poczytać w łóżku, ale... Ale chyba była tego dnia naprawdę zmęczona. Spała? To był sen? Palcami złapała pasmo swoich włosów i spróbowała zmienić ich kolor na różowy, tak by spróbować przywołać jakoś koloryt do tego świata. Kosmyk rzeczywiście zmienił barwę, ale po prostu na inny odcień szarości. Dziwne. Może to rzeczywiście był sen.
Te rozważania musiały jednak zejść na dalszy plan, bo w tym samym momencie i Bletchley dostrzegła nieznajomego mężczyznę, który nagle ruszył w ich stronę.
– Uważaj – ostrzegła Cassandrę, szykując się na potencjalną konfrontację.