12.05.2025, 09:25 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.05.2025, 09:26 przez Brenna Longbottom.)
W tej chwili Brenna i Jonathan czuli dokładnie to samo. Bo ona też mogła temu zapobiec. Mogła machnąć tą cholerną różdżką, ale nie zdążyła. Była za wolna, a przez to cywilna osoba ucierpiała. Nie wiedzieli, dokąd zmierzała ta noc i czy w ogóle będzie miała szanse wydobrzeć. Na pewno nie mogła już ewakuować się z miasta.
– Mogłabym spróbować… – zaczęła Brenna, chcąc powiedzieć Jonathanowi, że miała możliwość poproszenia o wsparcie Lupina, chociaż istniała niestety duża szansa, że ten jest w tej chwili zajęty pomaganiem komuś innemu. Albo że mogliby przenieść tę kobietę do klubokawiarni, byli może piętnaście metrów od drzwi, a Nora na pewno znajdzie jakiś eliksir. Nie mieli po prostu czasu na zabieranie jej do Munga.
Ale kobieta miała inne plany.
– Wy już mi lepiej nie pomagajcie! Nie wychodzi wam! – zawołała i rozszlochała się. Jej mieszkanie, nawet jeśli nie spłonęło doszczętnie, to było pełne dymu i uszkodzone, nie wiadomo jak bardzo. Miała złamaną przynajmniej jedną nogę albo dwie. Siedziała na ulicy, gdy oni sprawdzali budynek, niepewna, czy po nią wrócą. A teraz wciąż byli tutaj, na zadymionej ulicy, i wcale nie czuła się bezpiecznie. Strach, ból i rozpacz przytłaczały ją i sprawiały, że w tej chwili miała ochotę krzyczeć, jak bardzo bezużyteczna jest ta dwójka. – T… tam! W tamtym domu… mieszka moja przyjaciółka, on nie płonie… zanieście mnie do niej. Ona mi lepiej pomoże niż wy – wydusiła jeszcze przez łzy.
Brenna kiwnęła tylko głową, powoli. W pracy wiele razy widziała ludzi, którzy reagowali w ten sposób, a nawet gdyby było inaczej… nie mogłaby jej winić. Nie zdołała jej pomóc. A potem jeszcze nie opanowałaby sama ognia, gdyby Jonathan nie wpadł tam za nią.
– Pomożesz mi ją podnieść? Musimy uważać na nogę – powiedziała, spoglądając na Selwyna. Normalnie nie wahałaby się nad podniesieniem kogoś samodzielnie, nosiła w ten sposób ludzi wielokrotnie: czasem dla żartu, czasem dźwigając jakąś pijaną koleżankę, czasem udzielając komuś pomocy. Ale w tej chwili wszystko szło tak źle, że bała się, że po prostu ją opuści i uszkodzi jej tę nogę jeszcze bardziej. Zdecydowanie lepiej było współpracować.
Opisuję, że pani nas nie lubi, bo odnieśliśmy porażkę w zadaniu i się połamała.
EDIT. Schrzaniłam formatowanie, więc poprawione.
– Mogłabym spróbować… – zaczęła Brenna, chcąc powiedzieć Jonathanowi, że miała możliwość poproszenia o wsparcie Lupina, chociaż istniała niestety duża szansa, że ten jest w tej chwili zajęty pomaganiem komuś innemu. Albo że mogliby przenieść tę kobietę do klubokawiarni, byli może piętnaście metrów od drzwi, a Nora na pewno znajdzie jakiś eliksir. Nie mieli po prostu czasu na zabieranie jej do Munga.
Ale kobieta miała inne plany.
– Wy już mi lepiej nie pomagajcie! Nie wychodzi wam! – zawołała i rozszlochała się. Jej mieszkanie, nawet jeśli nie spłonęło doszczętnie, to było pełne dymu i uszkodzone, nie wiadomo jak bardzo. Miała złamaną przynajmniej jedną nogę albo dwie. Siedziała na ulicy, gdy oni sprawdzali budynek, niepewna, czy po nią wrócą. A teraz wciąż byli tutaj, na zadymionej ulicy, i wcale nie czuła się bezpiecznie. Strach, ból i rozpacz przytłaczały ją i sprawiały, że w tej chwili miała ochotę krzyczeć, jak bardzo bezużyteczna jest ta dwójka. – T… tam! W tamtym domu… mieszka moja przyjaciółka, on nie płonie… zanieście mnie do niej. Ona mi lepiej pomoże niż wy – wydusiła jeszcze przez łzy.
Brenna kiwnęła tylko głową, powoli. W pracy wiele razy widziała ludzi, którzy reagowali w ten sposób, a nawet gdyby było inaczej… nie mogłaby jej winić. Nie zdołała jej pomóc. A potem jeszcze nie opanowałaby sama ognia, gdyby Jonathan nie wpadł tam za nią.
– Pomożesz mi ją podnieść? Musimy uważać na nogę – powiedziała, spoglądając na Selwyna. Normalnie nie wahałaby się nad podniesieniem kogoś samodzielnie, nosiła w ten sposób ludzi wielokrotnie: czasem dla żartu, czasem dźwigając jakąś pijaną koleżankę, czasem udzielając komuś pomocy. Ale w tej chwili wszystko szło tak źle, że bała się, że po prostu ją opuści i uszkodzi jej tę nogę jeszcze bardziej. Zdecydowanie lepiej było współpracować.
Opisuję, że pani nas nie lubi, bo odnieśliśmy porażkę w zadaniu i się połamała.
EDIT. Schrzaniłam formatowanie, więc poprawione.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.