12.05.2025, 09:37 ✶
Rejwach stał, a jego pan wciąż żył.
Prawie ugięły się pod nią nogi, i to wcale nie dlatego, że rozbiła sobie kolana przy upadku, a potem jedno uszkodziła, próbując unieść mur. Ogarnięta niemal obezwładniającą falą ulgi pozwoliła, żeby Tarpaulin wepchnął ją z powrotem do pomieszczenia – tak było wręcz lepiej, mogli wymienić parę zdań z dala od uszu bywalców, którzy siedzieli tu, gdy doszło do małego końca świata, kolejnego już po Beltane. I uścisnęła go bez wahania, krótko i mocno, zostawiając na jego ubraniu ślad krwi, którą ubabrana była jej lewa ręka.
Tak naprawdę przez większość nocy miała szczęście. Najpierw to było trochę poparzeń i te zwykłe obrażenia, których doznawał każdy, kto był zbyt blisko ognia i dymu – problemy z oddechem, z oczami, nic, czego magia nie mogła naprawić. Dopiero pod koniec oberwała bardziej, ale wciąż pozostawała na chodzie, a to więcej niż mogło powiedzieć wiele osób.
– Pewnie, że dałam – odparła, takim tonem, jakby w ogóle nie istniała inna możliwość, chociaż przecież mogła zginąć tej nocy sto i jeden razy. On mógł zginąć tej nocy sto i jeden razy. Każde z nich mogło oberwać w głowę tą przysłowiową cegłą: te faktycznie spadały z nieba. – Ja nie, ale posłałam Heather na Horyzontalną, dała znać, że antykwariat nie spłonął, chyba ucierpiały trochę szyby, ale poza tym w porządku. Pobiegł tam też ktoś pomóc zorganizować kryjówkę – powiedziała, żałując, że nie może powiedzieć mu nic więcej. Wpadła do Nory w międzyczasie, raz na bardzo krótki, drugi raz na parę minut – to tam „zmieniła” twarz – ale stały kontakt miała tylko na falach z Heather, Lupinem i przez lusterko z Dorą. To pozwalało na wymiany informacji, nie była jednak pewna, gdzie w tej chwili przebywała Tessa i co ostatecznie Millie zastała na miejscu. Po prostu musiała wierzyć, że gdyby były tam wielkie kłopoty, to ktoś zostawiłby u Nory wiadomość. – Klubokawiarnia stoi. Nora i jej rodzina cali. Widziałam Millie, Jonathana, Dorę, Heather. Thomas był z Dorą. Jonathan znalazł Morpheusa. Na początku byłam z Bletchleyem, ale nie wiem, co z nim potem. W Pękatej Fiolce mają rozdawać eliksiry. Zgasiliśmy parę budynków, ewakuowaliśmy trochę ludzi. W paru miejscach nie daliśmy rady. Nie wiem nic o stratach bezpośrednio u nas – wyrzuciła z siebie, cicho i szybko. Szybko mówiła zawsze, choć zwykle jej wypowiedzi były dużo bardziej kwieciste: teraz jednak starała się przekazać maksimum informacji w jak najkrótszym czasie. [b] – Załatwiamy zapasy. Chcę zaraz teleportować się do mieszkania i zabrać stamtąd rzeczy, które mogą pomóc, a potem polecę do Nory. Czegoś tu potrzebujecie? Są jacyś ludzie, którym trzeba pomóc? Pracownicy cali?
!Nokturn
Prawie ugięły się pod nią nogi, i to wcale nie dlatego, że rozbiła sobie kolana przy upadku, a potem jedno uszkodziła, próbując unieść mur. Ogarnięta niemal obezwładniającą falą ulgi pozwoliła, żeby Tarpaulin wepchnął ją z powrotem do pomieszczenia – tak było wręcz lepiej, mogli wymienić parę zdań z dala od uszu bywalców, którzy siedzieli tu, gdy doszło do małego końca świata, kolejnego już po Beltane. I uścisnęła go bez wahania, krótko i mocno, zostawiając na jego ubraniu ślad krwi, którą ubabrana była jej lewa ręka.
Tak naprawdę przez większość nocy miała szczęście. Najpierw to było trochę poparzeń i te zwykłe obrażenia, których doznawał każdy, kto był zbyt blisko ognia i dymu – problemy z oddechem, z oczami, nic, czego magia nie mogła naprawić. Dopiero pod koniec oberwała bardziej, ale wciąż pozostawała na chodzie, a to więcej niż mogło powiedzieć wiele osób.
– Pewnie, że dałam – odparła, takim tonem, jakby w ogóle nie istniała inna możliwość, chociaż przecież mogła zginąć tej nocy sto i jeden razy. On mógł zginąć tej nocy sto i jeden razy. Każde z nich mogło oberwać w głowę tą przysłowiową cegłą: te faktycznie spadały z nieba. – Ja nie, ale posłałam Heather na Horyzontalną, dała znać, że antykwariat nie spłonął, chyba ucierpiały trochę szyby, ale poza tym w porządku. Pobiegł tam też ktoś pomóc zorganizować kryjówkę – powiedziała, żałując, że nie może powiedzieć mu nic więcej. Wpadła do Nory w międzyczasie, raz na bardzo krótki, drugi raz na parę minut – to tam „zmieniła” twarz – ale stały kontakt miała tylko na falach z Heather, Lupinem i przez lusterko z Dorą. To pozwalało na wymiany informacji, nie była jednak pewna, gdzie w tej chwili przebywała Tessa i co ostatecznie Millie zastała na miejscu. Po prostu musiała wierzyć, że gdyby były tam wielkie kłopoty, to ktoś zostawiłby u Nory wiadomość. – Klubokawiarnia stoi. Nora i jej rodzina cali. Widziałam Millie, Jonathana, Dorę, Heather. Thomas był z Dorą. Jonathan znalazł Morpheusa. Na początku byłam z Bletchleyem, ale nie wiem, co z nim potem. W Pękatej Fiolce mają rozdawać eliksiry. Zgasiliśmy parę budynków, ewakuowaliśmy trochę ludzi. W paru miejscach nie daliśmy rady. Nie wiem nic o stratach bezpośrednio u nas – wyrzuciła z siebie, cicho i szybko. Szybko mówiła zawsze, choć zwykle jej wypowiedzi były dużo bardziej kwieciste: teraz jednak starała się przekazać maksimum informacji w jak najkrótszym czasie. [b] – Załatwiamy zapasy. Chcę zaraz teleportować się do mieszkania i zabrać stamtąd rzeczy, które mogą pomóc, a potem polecę do Nory. Czegoś tu potrzebujecie? Są jacyś ludzie, którym trzeba pomóc? Pracownicy cali?
!Nokturn
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.