Rodolphus brzmiał na zadowolonego, jakby szczerze się cieszył, że był tutaj z nimi. Że mógł być częścią tego wszystkiego. Że był wierny swoim ideom... i jeszcze pewnie można by wymieniać tak przez kilka minut, ale czy był sens? Raczej nie. Grunt, że miał co robić, a Vulturis i tak musiał zająć się swoim krewniakiem, który wydawał się trochę "wystrzelony" w tej chwili.
Tego samego - co o Lestrange'u - nie mógł powiedzieć o Mulciberze. Niby zapewniał, że potrzebuje tylko chwili, chociaż brzmiał jakby potrzebował czegoś więcej. Czegoś, co pozwoliłoby mu odetchnąć z ulgą, a może powinni go stąd ewakuować? Nie chciałby, aby Serpens zszedł im na zawał serca czy dostał hiperwentylacji z tego wszystkiego.
Nie mniej jednak, nie panikował. Trzymał emocje na wodzy, słuchając dalej słów Alexandra. Wierzył mu... Znaczy chciał wierzyć. Wierzyć, że ten zdoła wyjść na prostą i otworzyć oczy, wszak podobno nic nie wiedział. Biednym.
- Mhm... - mruknął - Niech tak zatem będzie - zmrużył oczy jakby próbował coś dostrzec. Niestety się nie dało, wszak był zasłonięty swoją szatą i maską, która kryła jego tożsamość. Kryła też stan jego zdrowia, który mógł się pogorszyć w każdej chwili.
- Jakbyś miał... - ciężko westchnął, machając dłonią na stan Serpensa - Nie ważne - pokiwał przecząco głową. Stanley chciał coś napomknąć, aby dał mu znać jeżeli poczuje się gorzej. W teorii powinien to wiedzieć, a w praktyce? Cóż, przyjdzie im się przekonać.
Borgin nie miał nic lepszego do roboty, więc postanowił rozejrzeć się po okolicy. Z jednej strony byli w bocznej alejce i mogli napawać się chwilą prywatności z ich nowym kolegom. Z drugiej zaś strony ktoś zawsze mógł tutaj zajrzeć i im trochę przeszkodzić, co nie było naszym Śmierciożerom we smak.
Rzut aby się rozejrzeć. Percepcja.
Sukces!
Edycja na prośbę MG:
Stanley był na tyle skupiony i był pewien, że nikogo nie dostrzegł. Nikt nie miał prawa ich już zaskoczyć. Nie teraz, kiedy pozostawał czujny i był gotów zareagować w odpowiednim momencie. To jednak nie było konieczne, wszak nikt nie odważył się im teraz przeszkodzić, więc mogli kontynuować swoje działania.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972