Zainteresowania Prue jakoś nigdy nie znajdowały się specjalnie blisko survivalu, ku ich nieszczęściu. Pewnie gdyby wpadła w jej ręce chociaż jedna taka księga, to sporo by zmieniło w tej sytuacji. Bletchley miała pamięć fotograficzną, a więc była w stanie zapamiętać bardzo dużo, a nawet wracać do konkretnych stron, które kiedyś przeczytała. Cóż, zapewne nadrobi braki, gdy wrócą do Exmoor, aby przygotować się na kolejną taką ewentualność. Prudence uczyła się w końcu na błędach, wyciągała wnioski, które wdrażała w swoje życie.
Jako kilkuletnia dziewczynka, nie była tak ułożona, jak Romulus. Ba, zdarzyło jej się wspinać po drzewach, latała nawet na miotle, do momentu, w którym nie zaliczyła spektakularnego upadku, po którym została jej dość spora blizna na łydce i strach przed znajdowaniem się w powietrzu. Od tego momentu zaczęła unikać wysokości, nie zmieniło się to przez lata, nadal wzbudzało w niej dyskomfort. Nie było więc szansy na to, aby chociażby spróbowała wleźć na drzewo, to nie była, aż tak bardzo podbramkowa sytuacja.
Nie miała pojęcia, czy Romulus zdawał sobie sprawę na to, jak wyglądały jej doświadczenia z wilkołakami. Wyciągnął argument, z którym nie potrafiła jakoś szczególnie oponować. Nie znosiła tego gatunku, obawiała się go i miała ku temu dość solidne podstawy. Ciągnęło się to za nią od lat. Uważała, że ministerstwo powinno się nimi zająć i ograniczyć ich prawa, w końcu wielu z nich chodziło między ludźmi i tak, zdawała sobie sprawę, na jakiej zasadzie działała ich przemiana, ale nie zmieniało to jej zdania, co do tego, że te stworzenia były niebezpieczne i nie można było im ufać.
- Nie byłabym tego taka pewna, mam wrażenie, że plączemy się tutaj cały dzień. - Przerażało ją to, nie do końca była gotowa na to, aby spędzić tutaj noc. W buszu, w dziczy, niby jak mieli sobie poradzić? Nie mieli ze sobą niczego poza paczką fajek, której zawartość powoli zaczynała się kurczyć, oraz jej różdżką, bo okazało się, że ten pajac, zgubił gdzieś swoją. Prudence nie była jakoś szczególnie wprawiona w praktycznych dziedzinach magii, wiedziała więc, że może wyjść różnie radzenie sobie jej w takich warunkach. Trochę obawiała się tego, że może sobie ze wszystkim nie poradzić, sama. Nie znosiła takich sytuacji. Zaczynała się bać, że faktycznie coś ich tutaj zeżre, do tego znajdowała się w tym lesie z osobą, z której wolałaby unikać, nie mogło być gorzej. Powróciło do niej to okropne poczucie beznadziejności.
Robiło się coraz chłodniej, zimny wiatr zaczął przypominać o tym, że była jesień, może wcześniej ten dzień sprawiał pozory jeszcze jednego z tych letnich dni, jednak już to minęło. Zimny dreszcz przeszedł jej po plecach, naprawdę zaczynała czuć się coraz bardziej niepewnie.
Bletchley tak właściwie nie była głodna, ze stresu żołądek jej się skurczył i najprawdopodobniej zawinął w supeł, przez który aktualnie nic nie byłoby w stanie się przedostać. Nie czuła się dobrze ze świadomością, że będą musieli przeżyć tu noc. To nie było miejsce, które kiedykolwiek by wybrała, nie w takiej formie.
- Proszę. - Nie miała siły się z nim kłócić, wyliczać mu kolejnej fajki, więc po prostu wyciągnęła w jego kierunku paczkę i poczęstowała go szlugiem, przy okazji wyciągając jednego i dla siebie.
- Nie wiem. - Wysyczała przez zęby nieco zirytowana. Skąd niby mogła wiedzieć, czy zmierzają w dobrym kierunku? Ustalili przecież, że nie należała do osób, które wybierały spacery po ciemnym lesie jako jedną ze swoich aktywności. Pytanie, które zadał było głupie.
Prue zawiesiła się na moment, zastanawiała się, nad tym, czy jeśli by tu utknęli, a później umarli, to szybko znaleziono by ich ciała. Pewnie nie, nikt nie wiedział, gdzie się znajdowali, nie wiedzieliby gdzie ich szukać. Była nawet szansa, że nikt, nigdy by ich nie odnalazł, ich bliscy nie mieliby świadomości, co się z nimi stało. Zniknęli, przepadli w dziczy. Mrugnęła szybko dwa razy, aby powrócić do rzeczywistości, niestety nadal znajdowała się z Romulusem w lesie, nic się nie zmieniło.
Zaciągnęła się dymem, musiała czymś zająć dłonie, żeby nie zacząć się trząść, nie mogła panikować, ale teraz on wspominał coś o szałasie? Czy naprawdę sądził, że wiedziała od czego mieliby zacząć?
Miała wrażenie, że nagle zrobiło się bardzo cicho. Przestała słyszeć trel ptaków, drzewa, jakby nie miały siły dalej poruszać koronami. Nie sądziła, że to wróży coś dobrego, nawet Romulus zamilkł. Szarość zaczęła okrywać okolicę. Najprawdopodobniej noc się zbliżała, a oni nadal tkwili w miejscu. Nie wiedziała, gdzie się znajdowali, czy wrócili na miejsce, w którym się tutaj pojawili, czy kręcili się w kółko. Zdecydowanie nie odnajdywała się pośród natury.
- Słyszysz to? - Przerwała w końcu tę ciszę, aby upewnić się, że zmysły nie zaczęły sobie robić z niej żartów. Wydawało jej się, że gdzieś z oddali dochodzi do nich dźwięk wodospadu, musiała się jednak upewnić, że nie jest to złudzenie, że nie jest jedyną, która to zauważyła.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control