13.05.2025, 01:33 ✶
Bardzo go w tym momencie drażniła.
Drażniła, bo przyzwyczajenie rwało się do tego, żeby tylko ją podburzyć i wyciągnąć z niej jakąkolwiek gwałtowniejszą reakcję. Ale z drugiej strony przecież wcale tego nie chciał. Atreus miał to do siebie, że łatwo się denerwował i równie łatwo próbował tę złość rozładowywać. Póki mógł machać różdżką ze względną swobodą i był w stanie stać na dwóch nogach - trzymał się w ryzach, siły przekierowując do oceny sytuacji i sprawnemu zapobieganiu wszystkiemu, co mogło się spierdolić. Ale teraz stracił grunt pod nogami, dosłownie, bo już wcale nie był dzielnym panem aurorem tylko uszkodzonym funkcjonariuszem, który nie miał wyboru, tylko musiał zdać się na kogoś innego. To Brenna go wyciągnęła i to ona teraz musiała mu pomóc w znalezieniu uzdrowiciela. A Atreus bardzo też nie lubił o pomoc prosić czy w ogóle jej wymagać. Kiedy coś mu było, z właściwym dla siebie zirytowaniem szedł do rodziny, trochę jakby pomoc byli mu winni. Jakby robił im łaskawość, że w ogóle postanowił coś z niedogodnościami zrobić.
Zmarszczył brwi, nieco niezadowolony z tego, jak zbywała jego obawy. Jak obojętna się wydawała i jak bardzo zdawała się nie przejmować sobą. A może drażniło go to tak bardzo dlatego, że zachowywał się w taki sam sposób.
- Wiesz, hm? I skąd to wiesz? Przybiegł ci powiedzieć i go chwilowo tylko zgubiłaś? - Brenna wcale nie zasługiwała na to, żeby na nią krzyczeć, dlatego nie podnosił głosu, ale nie mógł się obronić przed sarkastycznym tonem, przerwanym jakimś zmęczonym sapnięciem, kiedy spróbował się podnieść na nogi - albo raczej na nogę. - I jak go zawołasz, hm? Bo ja nie mam zamiaru.
czy ustoję XD
Drażniła, bo przyzwyczajenie rwało się do tego, żeby tylko ją podburzyć i wyciągnąć z niej jakąkolwiek gwałtowniejszą reakcję. Ale z drugiej strony przecież wcale tego nie chciał. Atreus miał to do siebie, że łatwo się denerwował i równie łatwo próbował tę złość rozładowywać. Póki mógł machać różdżką ze względną swobodą i był w stanie stać na dwóch nogach - trzymał się w ryzach, siły przekierowując do oceny sytuacji i sprawnemu zapobieganiu wszystkiemu, co mogło się spierdolić. Ale teraz stracił grunt pod nogami, dosłownie, bo już wcale nie był dzielnym panem aurorem tylko uszkodzonym funkcjonariuszem, który nie miał wyboru, tylko musiał zdać się na kogoś innego. To Brenna go wyciągnęła i to ona teraz musiała mu pomóc w znalezieniu uzdrowiciela. A Atreus bardzo też nie lubił o pomoc prosić czy w ogóle jej wymagać. Kiedy coś mu było, z właściwym dla siebie zirytowaniem szedł do rodziny, trochę jakby pomoc byli mu winni. Jakby robił im łaskawość, że w ogóle postanowił coś z niedogodnościami zrobić.
Zmarszczył brwi, nieco niezadowolony z tego, jak zbywała jego obawy. Jak obojętna się wydawała i jak bardzo zdawała się nie przejmować sobą. A może drażniło go to tak bardzo dlatego, że zachowywał się w taki sam sposób.
- Wiesz, hm? I skąd to wiesz? Przybiegł ci powiedzieć i go chwilowo tylko zgubiłaś? - Brenna wcale nie zasługiwała na to, żeby na nią krzyczeć, dlatego nie podnosił głosu, ale nie mógł się obronić przed sarkastycznym tonem, przerwanym jakimś zmęczonym sapnięciem, kiedy spróbował się podnieść na nogi - albo raczej na nogę. - I jak go zawołasz, hm? Bo ja nie mam zamiaru.
czy ustoję XD
Rzut TakNie 1d2 - 1
Tak
Tak