13.05.2025, 07:03 ✶
Podobnie jak on miewała skłonności do bagatelizowania swoich obrażeń, ale też nie miała problemów z proszeniem innych o pomoc, gdy trzeba było się ranami zająć. Teraz po prostu… byli w takiej sytuacji, że póki była w stanie ustać na nogach, zamierzała z ogromnym uporem powtarzać, że nic – mi – nie – jest. Za to jeśli chciał ją wkurzyć i wyciągnąć z niej gwałtowną reakcję, to uznając, że teraz po prostu sobie wstanie, wybrał naprawdę najlepszą możliwą drogę. Nawet ona, jak kilka miesięcy temu się połamała, to grzecznie siedziała na tyłku, dopóki Slughornówna jej nie pomogła! I doskonale wiedziała, że nie zrobiłaby wtedy więcej niż dwa kroki, gdyby nie wsparcie. Ona bagatelizowała? To co wyprawiał on?!
– Odbiło ci? – spytała, też się podrywając. O nie, nie próbowała pomóc mu wstać, miała wręcz nadzieję, że mu się nie uda i może zwali się z powrotem na ziemię, zanim zdąży się wyprostować i przyjąć taką pozycję, z której upadek będzie dużo bardziej bolał. Łapać, gdyby się przewracał, proszę bardzo, pomagać, za żadne skarby. Dał radę, niestety, może dzięki wrodzonemu fartowi Prewettów, a może uderzył się w łeb tak mocno, że jeszcze nie do końca docierał do niego ból. Szkoda, bo absolutnie sobie zasłużył, żeby przy pierwszym ruchu się wywalić. – I co teraz? Masz zamiar stąd odmaszerować? Czy będziesz sobie tak stał na baczność do rana na ruinach, posępnie spoglądając na gruzy i udawał, że się doskonale czujesz?
Tak, teraz też się zaczynała wkurzać, bo nie dość, że zdawał dążyć do tego, żeby zrobić sobie krzywdę, nie była pewna, czy w jakimś ślepym uporze, czy żeby zrobić jej na złość, to jeszcze przeciągał wszystko, a chociaż na razie nie wydawało się, aby ktoś wokół potrzebował pomocy, przy gruzach byli ludzie… to przecież sytuacja wcale nie była opanowana.
– A ja cię o to proszę? Sama mogę go zawołać, ale jak trzeba cię będzie związać, żebyś dał mu sobie pomóc, to chyba prościej poczekać aż wreszcie tutaj zemdlejesz.
– Odbiło ci? – spytała, też się podrywając. O nie, nie próbowała pomóc mu wstać, miała wręcz nadzieję, że mu się nie uda i może zwali się z powrotem na ziemię, zanim zdąży się wyprostować i przyjąć taką pozycję, z której upadek będzie dużo bardziej bolał. Łapać, gdyby się przewracał, proszę bardzo, pomagać, za żadne skarby. Dał radę, niestety, może dzięki wrodzonemu fartowi Prewettów, a może uderzył się w łeb tak mocno, że jeszcze nie do końca docierał do niego ból. Szkoda, bo absolutnie sobie zasłużył, żeby przy pierwszym ruchu się wywalić. – I co teraz? Masz zamiar stąd odmaszerować? Czy będziesz sobie tak stał na baczność do rana na ruinach, posępnie spoglądając na gruzy i udawał, że się doskonale czujesz?
Tak, teraz też się zaczynała wkurzać, bo nie dość, że zdawał dążyć do tego, żeby zrobić sobie krzywdę, nie była pewna, czy w jakimś ślepym uporze, czy żeby zrobić jej na złość, to jeszcze przeciągał wszystko, a chociaż na razie nie wydawało się, aby ktoś wokół potrzebował pomocy, przy gruzach byli ludzie… to przecież sytuacja wcale nie była opanowana.
– A ja cię o to proszę? Sama mogę go zawołać, ale jak trzeba cię będzie związać, żebyś dał mu sobie pomóc, to chyba prościej poczekać aż wreszcie tutaj zemdlejesz.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.