• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[11.09.1972] a series of unfortunate events | Prudence & Romulus

[11.09.1972] a series of unfortunate events | Prudence & Romulus
Widmo
Sztuka alchemii nie zna lęku przed trucizną — z jadu rodzi się życie.
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi; znany XVI-wieczny lekarz i alchemik. Jest on uznawany za odkrywcę mowy węży.

Paracelsus
#15
13.05.2025, 19:21  ✶  
Nie potrzebowali narady. Wystarczyła tylko sugestia, krótka rozmowa i wymiana spojrzeń z gatunku tych, w których nie było już miejsca na zgryźliwości, racje czy argumenty. Pozostała tylko wola przetrwania. I woda. Ta jedyna wskazówka. Ruszyli.
Las, który jeszcze niedawno zdawał się być bezkresnym labiryntem o monotonnej fakturze i nieprzeniknionej topografii, z wolna otwierał się przed nimi. Nie urywał się nagle, jednak drzewa robiły się coraz rzadsze, coraz bardziej pochylone. Ścieżka w dalszym ciągu nie istniała, ale kierunek? Owszem.
Wyznaczał go szum wodospadu. Nie mistyczny, nie symboliczny, a jak najbardziej fizyczny. I co równie istotne - nieprzerwany. Równomierny. Realny.
Podłoże robiło się coraz bardziej nierówne, twardsze, miejscami zupełnie pozbawione roślinności. Coraz częściej pod stopami zamiast ściółki czuć było kamień.
W powietrzu unosił się zapach mokrej ściółki i czegoś jeszcze. Metalicznego, słonawego? Nie. To nie do końca było to. Próbując go lepiej określić, Prudence mogła przypomnieć sobie jedną z niedawnych spraw kryminalnych, która dosyć mocno utrudniła im życie w biurze koronera.
Łącząc kropki między zapachem a sprawą topielca z okolic Dover, była w stanie przypisać tę woń do nie tyle do odoru rozkładającego się ciała, co do zapachu wody, która przez długie lata drąży średniej jakości beton i obmywa metalowe elementy przeżarte przez rdzę. Dosyć sporo czasu spędzili w jednym z miejsc, które pachniały w ten sposób.
W końcu, niemal niezauważalnie, teren zaczął wznosić się w górę. Najpierw delikatnie, potem coraz stromiej. Stawianie kroków stało się coraz trudniejsze. W tym wypadku, buty Bletchley okazały się nieocenionym akcesorium. Pottera? Niekoniecznie.
Szli długo. Ale jak długo? Nie byli w stanie tego stwierdzić. Może dziesięć minut, może godzinę. Czas, podobnie jak wcześniej przestrzeń, rozciągał się lub kurczył bez jakiegokolwiek punktu zaczepienia. Jego upływ nie był logiczny. To, co zdawało się minutą, mogło w rzeczywistości trwać pół godziny. To, co powinno zajmować pół godziny, równie dobrze mogło okazać się dziesięcioma minutami.
Mimo to, zmierzali przed siebie. Nie wspinali się, ale wzniesienie zdecydowanie dawało o sobie znać narastającym bólem kolan i łydek.
I nagle...
...nie było już drzew. Bez żadnego ostrzeżenia las się skończył. Nie przeszedł w polanę, nie zwęził się do zagajnika. Nie. Po prostu nagle się urwał.
Romulus i Prudence stanęli u krawędzi skarpy.
Widok przed nimi był zaskakująco rozległy. Zupełnie tak, jakby świat rozsunął się w trzech kierunkach naraz.
Po lewej, naprawdę blisko nich górowała potężna konstrukcja, której część ginęła gdzieś poza ich polem widzenia.
Z tej odległości mogli dostrzec kratownice, przewody, rury, coś jak mechaniczne koło zamachowe czy system śluz. To nie była ruina, nie było to też jednak w pełni nowoczesną konstrukcją. Nawet z odległości, przypominało raczej relikt jakiegoś ambitnego projektu sprzed co najmniej kilku dekad. Dwóch, trzech, może nawet więcej.
Była to zapora, bez wątpienia sztuczna. Nie widzieli wejścia, ale z pewnością gdzieś musiała mieć swoją sterownię. Spomiędzy jej ceglanych ramion z hukiem wylewała się woda. Biały, spieniony strumień spadał kilkanaście metrów w dół do niewielkiego jeziora.
Oboje widzieli już zdecydowanie większe zbiorniki wodne. Ponadto ten tutaj, choć stary i zarośnięty, miał w sobie coś uporządkowanego. Jego brzeg był zbyt równy, by być naturalny. Został stworzony ludzkimi rękami. Gdzieś po lewej z pewnością wiła się rzeka, przez którą go stworzono. Z tym, że chowała się za betonowo-ceglaną konstrukcją.
Nad powierzchnią wody unosiła się para mieszająca się z wieczorną mgłą. Mimo to, oboje byli w stanie spostrzec, że zadziwiająco spokojna tafla odbijała rozproszone światła.
No właśnie.
Światła.
Migoczące punkty przyciągały wzrok. Zachęcały do jego wytężenia i wpatrzenia się w dal, nawet mimo szarówki rozmywającej pole widzenia i męczącej oczy.
Po drugiej stronie jeziora, na tle szarzejącego nieba i zieleni lasu majaczyły zabudowania. Kilka domków. Proste, drewniane konstrukcje ułożone w kształt mogący być okręgiem z ledwo widocznymi liniami ścieżek pośrodku. Każda chatka z własnym źródłem światła.
To nie była wioska. Skupisko było zbyt małe, zbyt zwarte. I zbyt równe. Wszystko wyglądało na celowo rozplanowane. Może letni obóz? Sanatorium? Ośrodek wypoczynkowy?
Niezależnie od tego, czym było to miejsce, ciepłe, bursztynowe poświaty w oknach sugerowały obecność ludzi. Chociaż aktualnie żaden człowiek nie poruszał się między domami.
Przez huk wody nie było słychać pogłosu rozmów, dźwięku muzyki. Nie paliły się ogniska ani nie widać było dymu. A jednak to miejsce zdecydowanie istniało. Żyło. Oferowało schronienie, być może nawet ciepłą kolację i transport do domu.
Od ich strony brzeg był skalisty, urwisty. G
Jeśli by się wychylili i spojrzeli w dół, gdzieś poniżej spadku terenu linia wody spotykała się z jaśniejszym pasem ziemi.
Gdyby postanowili skoczyć z urwiska, nie wpadliby do wody. Kilkanaście metrów pod nimi rozciągała się wąska, piaszczysta plaża, jakby stworzona do łowienia ryb. Obok niej mogli zauważyć pomościk. Drewniany, wąski, ale stabilny. Cumowała przy nim jedna łódka. Z tej odległości wyglądała na całkiem nową, wiosłową, nie większą niż dwuosobowa. Ciemne drewno było lekko błyszczące od wilgoci.
Skarpa, z której spoglądali, nie była nie do przebycia. Widzieli wąskie zejście. Stroma ścieżka prowadziła zygzakiem między skałami i trawami w dół do plaży. Wyglądała na trudną, ale nie niemożliwą do pokonania.
Po prawej stronie, brzeg skarpy wydawał się dosyć mocno zarośnięty. Bardziej niż kierunek, z którego przyszli. Był zakrzewiony i zadrzewiony. Dało się zauważyć ścieżkę, a raczej coś, co mogłoby nią być. Nie prowadziła bezpośrednio przy urwisku. Należało trochę odejść od jeziora. Znowu wejść w las.
Dróżka urywała się kilkadziesiąt metrów dalej. Skręcała za formację skalną, ale może dalej za kolejnym zakrętem znajdowało się dalsze przejście? Może można było obejść jezioro pieszo, przedzierając się przez las, kamienie i ciemność? Nie schodzić w dół, nie wiosłować przez jezioro, tylko obejść to wszystko bokiem i wtedy znaleźć zejście do zabudowań?
Niebo powoli ciemniało. Nadal nie było granatowe. Nadal nie było czarne. To była ta osobliwa, lekko niepokojąca szarość, która zdawała się tłumić kolory, jakby świat został przełączony w tryb monochromatyczny.
Ale światła odbijające się w wodzie były jak ogniki w tej szarości. Migotały, rozmazywały się, a jednak uparcie trwały. Były realne. Na pewno.
Nie było słychać ptaków, nie było słychać, nie było słychać własnych myśli. Tylko huk wodospadu. Jednostajny, hipnotyzujący. Głośny, ale jednocześnie całkiem uspokajająco miarowy. Rozmowa w tym miejscu mogłaby być trudna. Raczej należało, by porozumiewali się głównie na inne sposoby. I to najlepiej jak najszybciej.
Nadchodził zmierzch. Na nieboskłonie po lewej od Romulusa coś zamigotało i zgasło. Piorun? Nie było słychać grzmotu, nie widzieli też samego zygzaka przecinającego chmury. A jednak zdecydowanie błysnęło. Tam, od tamtej strony, gdzie wznosiła się konstrukcja zapory wodnej odcinająca im możliwość obejścia jeziora z innej strony niż w prawo.
Mieli dwie opcje. Trzy, jeśli woleliby poszukać schronienia gdzieś przy strukturach zapory. Wybór należał do nich.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Pan Losu (40), Paracelsus (7251), Prudence Fenwick (8210), Romulus Potter (6465)




Wiadomości w tym wątku
[11.09.1972] a series of unfortunate events | Prudence & Romulus - przez Prudence Fenwick - 04.05.2025, 14:54
RE: [11.09.1972] a series of unfortunate events | Prudence & Romulus - przez Romulus Potter - 05.05.2025, 13:00
RE: [11.09.1972] a series of unfortunate events | Prudence & Romulus - przez Pan Losu - 05.05.2025, 13:00
RE: [11.09.1972] a series of unfortunate events | Prudence & Romulus - przez Prudence Fenwick - 05.05.2025, 20:13
RE: [11.09.1972] a series of unfortunate events | Prudence & Romulus - przez Romulus Potter - 07.05.2025, 11:45
RE: [11.09.1972] a series of unfortunate events | Prudence & Romulus - przez Prudence Fenwick - 07.05.2025, 12:28
RE: [11.09.1972] a series of unfortunate events | Prudence & Romulus - przez Romulus Potter - 08.05.2025, 16:40
RE: [11.09.1972] a series of unfortunate events | Prudence & Romulus - przez Prudence Fenwick - 08.05.2025, 17:51
RE: [11.09.1972] a series of unfortunate events | Prudence & Romulus - przez Romulus Potter - 09.05.2025, 15:18
RE: [11.09.1972] a series of unfortunate events | Prudence & Romulus - przez Prudence Fenwick - 10.05.2025, 12:26
RE: [11.09.1972] a series of unfortunate events | Prudence & Romulus - przez Romulus Potter - 12.05.2025, 15:01
RE: [11.09.1972] a series of unfortunate events | Prudence & Romulus - przez Paracelsus - 12.05.2025, 17:02
RE: [11.09.1972] a series of unfortunate events | Prudence & Romulus - przez Prudence Fenwick - 12.05.2025, 21:45
RE: [11.09.1972] a series of unfortunate events | Prudence & Romulus - przez Romulus Potter - 13.05.2025, 15:38
RE: [11.09.1972] a series of unfortunate events | Prudence & Romulus - przez Paracelsus - 13.05.2025, 19:21
RE: [11.09.1972] a series of unfortunate events | Prudence & Romulus - przez Prudence Fenwick - 14.05.2025, 12:17
RE: [11.09.1972] a series of unfortunate events | Prudence & Romulus - przez Romulus Potter - 15.05.2025, 14:52
RE: [11.09.1972] a series of unfortunate events | Prudence & Romulus - przez Paracelsus - 15.05.2025, 19:15
RE: [11.09.1972] a series of unfortunate events | Prudence & Romulus - przez Prudence Fenwick - 16.05.2025, 09:33
RE: [11.09.1972] a series of unfortunate events | Prudence & Romulus - przez Romulus Potter - 19.05.2025, 14:49
RE: [11.09.1972] a series of unfortunate events | Prudence & Romulus - przez Prudence Fenwick - 19.05.2025, 17:46
RE: [11.09.1972] a series of unfortunate events | Prudence & Romulus - przez Romulus Potter - 19.05.2025, 20:26
RE: [11.09.1972] a series of unfortunate events | Prudence & Romulus - przez Paracelsus - 20.05.2025, 03:53
RE: [11.09.1972] a series of unfortunate events | Prudence & Romulus - przez Prudence Fenwick - 20.05.2025, 13:38
RE: [11.09.1972] a series of unfortunate events | Prudence & Romulus - przez Romulus Potter - 20.05.2025, 18:19
RE: [11.09.1972] a series of unfortunate events | Prudence & Romulus - przez Paracelsus - 21.05.2025, 02:04
RE: [11.09.1972] a series of unfortunate events | Prudence & Romulus - przez Prudence Fenwick - 23.05.2025, 21:01
RE: [11.09.1972] a series of unfortunate events | Prudence & Romulus - przez Romulus Potter - 25.05.2025, 12:37
RE: [11.09.1972] a series of unfortunate events | Prudence & Romulus - przez Paracelsus - 27.05.2025, 20:03
RE: [11.09.1972] a series of unfortunate events | Prudence & Romulus - przez Prudence Fenwick - 27.05.2025, 20:30
RE: [11.09.1972] a series of unfortunate events | Prudence & Romulus - przez Paracelsus - 27.05.2025, 23:41
RE: [11.09.1972] a series of unfortunate events | Prudence & Romulus - przez Romulus Potter - 29.05.2025, 10:29
RE: [11.09.1972] a series of unfortunate events | Prudence & Romulus - przez Prudence Fenwick - 29.05.2025, 16:48

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa