13.05.2025, 20:49 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.05.2025, 20:54 przez Millie Moody.)
Miles była nieco naburmuszona z powodu swoich bazgrołów i z powodu ludzi, którzy nie chcieli zrozumieć, że ONE przecież przyszły im pomóc. A potem wyszedł Basilius cały na eee czerwono, bo przecież oboje nosili ślady tej samej farby i zapewne jego zestaw genitaliów rozsznurował im usta. A może - co było bardziej prawdopodobne - fakt, że był lekarzem. Kilka osób go rozpoznało, rozniosło się. Chuj, ze to one z Olivką przywiozły ingerediencje, bandaże maści... chuj z tym.
Ciskała się wewnętrznie i koniec końców jak kolejny typek, który jakoś im nie chciał powiedzieć że go coś boli, a Basiliusowi pod nos wsadził poparzoną rękę... Coś w niej pękło.
– Dobra ee... Abby mówiła, że są jakieś śmieci do wyjebania, ja tu wam po nic, czekam na zewnątrz Liszek spinaj poślady, bo Thomas mocno oberwał, ok? – bardziej warknęła niż powiedziała. Była zmęczona. Była w chuj zmęczona.
Zgarnęła bambetle do wyjebania, poszarpane pobrudzone szmaty, których nawet transmutacją nie udałoby się uratować i wypełzła do zaułka, gdzie ukryte było wejście do skrytki. Drżącą dłonią sięgnęła do swojej torby po coś o wiele cenniejszego niż te wszystkie fiolki. Srebrna papierośnica ze sztormem na morzu była pognieciona, ujebana sadzą, ale chroniła jej spokój. Wyciągnęła fajkę i zamyśliła się przez moment po czym uniosła rękę ku górze czekając aż jedna z iskier podpali jej szluga. Gdy miniaturowa pochodnia zapłonęła, niespiesznie, celebrując ten moment przycisnęła ją do spierzchniętych warg i zaciągnęła się mocno, mając w piździe fakt, czy będzie czuć dymek, skoro w ciągu tych kilku godzin dym wypalił jej wnętrzności.
Miała kilka minut, żeby pozbierać myśli. Żeby nie myśleć o widmowym ryju, wychylającym się z płomieni, nie myśleć o Thomasie, który może i nie zjebał się z miotły, ale był obecnie najeżony szklanymi odłamkami.
Żeby nie myśleć o Alastorze i Eden, gdziekolwiek teraz byli. Żywi bądź...
Nie!
Zaciągnęła się znów.
Młot i kowadło. Dzień się nie skończył. Praca była wciąż do zrobienia, inny punkt do ogarnięcia.
Ciskała się wewnętrznie i koniec końców jak kolejny typek, który jakoś im nie chciał powiedzieć że go coś boli, a Basiliusowi pod nos wsadził poparzoną rękę... Coś w niej pękło.
– Dobra ee... Abby mówiła, że są jakieś śmieci do wyjebania, ja tu wam po nic, czekam na zewnątrz Liszek spinaj poślady, bo Thomas mocno oberwał, ok? – bardziej warknęła niż powiedziała. Była zmęczona. Była w chuj zmęczona.
Zgarnęła bambetle do wyjebania, poszarpane pobrudzone szmaty, których nawet transmutacją nie udałoby się uratować i wypełzła do zaułka, gdzie ukryte było wejście do skrytki. Drżącą dłonią sięgnęła do swojej torby po coś o wiele cenniejszego niż te wszystkie fiolki. Srebrna papierośnica ze sztormem na morzu była pognieciona, ujebana sadzą, ale chroniła jej spokój. Wyciągnęła fajkę i zamyśliła się przez moment po czym uniosła rękę ku górze czekając aż jedna z iskier podpali jej szluga. Gdy miniaturowa pochodnia zapłonęła, niespiesznie, celebrując ten moment przycisnęła ją do spierzchniętych warg i zaciągnęła się mocno, mając w piździe fakt, czy będzie czuć dymek, skoro w ciągu tych kilku godzin dym wypalił jej wnętrzności.
Miała kilka minut, żeby pozbierać myśli. Żeby nie myśleć o widmowym ryju, wychylającym się z płomieni, nie myśleć o Thomasie, który może i nie zjebał się z miotły, ale był obecnie najeżony szklanymi odłamkami.
Żeby nie myśleć o Alastorze i Eden, gdziekolwiek teraz byli. Żywi bądź...
Nie!
Zaciągnęła się znów.
Młot i kowadło. Dzień się nie skończył. Praca była wciąż do zrobienia, inny punkt do ogarnięcia.
porywcza & uzależniona (papierosy)
ale też Wróżbiarstwo (wróżba z młotem), jako powód zachowania sanity i zebrania się do kupy
ale też Wróżbiarstwo (wróżba z młotem), jako powód zachowania sanity i zebrania się do kupy